Ze trzy lata temu byłaś pierwszy raz na upragnionym koncercie One Direction. Oczywiście miałaś bilety VIP, by móc poznać chłopców. To było najcudowniejsze wydarzenie w twoim życiu. Pamiętasz to jakby, było wczoraj: Pierwszą piosenką, którą chłopcy zaśpiewali było "Another World". Wszystkie Directioners tańczyły wtedy specjalnie ułożony układ choreograficzny. Ty też. Nigdy tego nie zapomnisz. Takie wirowanie w środku jakbyś połknęła wiatraczek. A potem wejście za scenę; wyczuwalny tylko z bliska zapach ich cudownych perfum; autografy składane przez nich na plakatach; ich dotyk podczas pozowania do zdjęć; aksamitne tony ich pociągających głosów; a zwłaszcza ta rozmowa z Liam'em. Ohh... i pomyśleć, że to było tak dawno. Obiecał ci wtedy, że o tobie będzie zawsze pamiętał.
Twoi kumple nabijali się z tego i mówili, że nawet gdybyś stanęła przed jego drzwiami na drugi dzień, to nie wiedziałby, że wczoraj z tobą gadał. Lecz teraz po trzech latach jesteś w Londynie, chłopcy mają przerwę w trasie i tu odpoczywają. A ty akurat wtedy wyjeżdżałaś tam na tydzień; można by powiedzieć, że na wakacje. Postanowiłaś, że podczas tego pobytu przetestujesz pamięć ukochanego Liam'a. Wiedziałaś, że cię nie pozna, ale zawsze to jeszcze jedno spotkanie z nim, jeśli ci się w ogóle uda.
Wyszłaś z mieszkania i zeszłaś po schodach na chodnik. Popatrzyłaś w niebo: słońce z trudem próbowało się przedrzeć przez białe chmury; do tego wiał jeszcze chłodny wiatr, więc założyłaś bluzę, którą miałaś przewieszoną w pasie i ruszyłaś w kierunku London Eye. W sumie nie było ono za blisko, ale miałaś świetny humor i mogłaś dojść nawet na księżyc. Przechodząc obok 'Słodkiego Brandona' skusił cię zapach gofrów. Oczywiście zamówiłaś sobie jednego z bitą śmietaną, owocami w żelu i swoją ulubioną, strzelającą posypką; do tego butelkę mineralnej wody. Po otrzymaniu zamówienia butelkę schowałaś do torby i ruszyłaś w drogę, zajadając słodką pyszność. Po jakichś 20 minutach doszłaś na miejsce. Przywitał cię tłum wrzeszczących ludzi. 'O, nie' pomyślałaś.'takie kolejki, chyba spasuje.' Na szczęście szybko uświadomiłaś sobie, że to nie kolejki tylko jakieś zbiorowisko, więc postanowiłaś przepchać się do kas. Gdy przedzierałaś się przez tłum zobaczyłaś... zaraz, zaraz..tak... zobaczyłaś twarze swoich idoli Harry'ego i Liam'a. Jaki cud, normalnie przeznaczenie, że akurat wtedy kiedy tobie zachciało się obejrzeć Londyn z góry, tej dwójce tak samo. Niestety nie mogli oni przedostać się przez tłum tych fanek, właściwie twoich "sióstr". Czwórka ochroniarzy nijak się miała do ponad setki wrzeszczących dziewczyn. Przepychając się do kasy, by odebrać wcześniej zamówione bilety, zobaczyłaś jeszcze profil Liam'a. Weszłaś do jednej kapsuły, która nie była jeszcze całkowicie zajęta. Potem weszło jeszcze kilka osób i zobaczyłaś jak mnóstwo Directioners zbliża się do twojej kapsuły. Okazało się, że będziesz podziwiać Londyn mając niedaleko siebie dwa ciacha z One Direction. Dobrze pamiętałaś jaki miałaś plan wobec Liam'a, ale teraz gdy już unieśliście się w górę, poczułaś, że nie możesz nic zrobić. Patrzyłaś się tylko w ich kierunku, nie zwracając uwagi na coraz to piękniejsze widoki.
W końcu musiałaś się otrząsnąć z tego stanu uśpienia. Wzięłaś głęboki wdech, podeszłaś do chłopców i wydusiłaś nieśmiało:
-Hej. Mogłabym zrobić sobie z wami zdjęcie?
Liam i Harry od razu się odwrócili i uśmiechnęli serdecznie.
-Cześć! Jasne, nie ma sprawy.-i przytulili cię do zdjęcia, jeden z lewej, drugi z prawej strony.
Jakiś facet zrobił wam zdjęcie twoim telefonem, po czym go odebrałaś i podziękowałaś zarówno temu miłemu panu jak i chłopcom. Oddaliłaś się by im nie przeszkadzać, gdy usłyszałaś ich krótką wymianę słów:
H-Fajna, taka nieśmiała.
L-No trochę.. Ej, słuchaj tobie ona też się wydaje jakaś znajoma?
H-Yyy.. nie. Nie sądzę.
-Ej, przepraszam ! Byłaś może kiedyś na naszym koncercie?-tu Harry zwrócił się do ciebie, więc wróciłaś do nich.
-Tak, ale dawno. Z jakieś trzy lata temu.-uśmiechnęłam się w duszy z lekką nadzieją.
-Aha. A jak masz na imię?-spytał Liam.
-[T.I.].
-Li.. -chciał się przedstawić, ale przypomniał sobie, że przecież większość ludzi wie kim jest.
Uśmiechnęłaś się. Ucieszył cię szczegół, że Liaś kojarzył twoją twarz. Mogło to być co prawda czystym przypadkiem, ale dla ciebie to już było coś wielkiego.
-Wiesz Liam, na tym koncercie trzy lata temu miałam VIPy. Rozmawiałam z tobą, powiedziałeś, że mnie zapamiętasz. -tu twój idol chciał się wtrącić, ale ty ciągnęłaś dalej.-A dziś, gdy usłyszałam twoją wymianę zdań z Harry'm-loczek uśmiechnął się słodko na te słowa.- poczułam się tak, jakby ktoś złożył mi najwspanialszy prezent w ręce. Wiem, że spotykacie w swoim życiu tyle fanek i chociaż byście chcieli najbardziej w świecie, nie możecie ich wszystkich zapamiętać. I nie mamy wam tego za złe i was kochamy. Ta przemowa była pewnie w stylu wariatki, ale dziękuję Ci Liam! Nie wyobrażasz sobie jak wiele do dla mnie znaczy.
Chłopak nie wiedział co powiedzieć, więc razem z kolegą przytulili cię i powiedzieli, że cieszą się, że mają takie fanki, taką rodzinę Directioners. Spojrzeli w dół gdzie nadal cierpliwie czekały twoje 'siostrzyczki.
Gdy wasza kapsuła stawała już na ziemi pożegnałaś się z chłopcami i wyszłaś, zostawiając ich przedzierających się przez tłum z pomocą ochrony. Sama też musiałaś się nieźle rozpychać. Udało ci się już wydostać poza ciasną, dużą grupę Directioners. Usłyszałaś wtedy jak z głośników kasy dobiega znajomy ci głos, który towarzyszył ci cały czas w podziwianiu Londynu, był to głos Liama. Mówił:
-Cześć wam wszystkim! Przepraszamy, że nie możemy porozmawiać z każdym ani, że nie możemy się tu dłużej zatrzymać. Kochamy Was wszystkich i wiemy, że nas rozumiecie. Dziękujemy wam za to, za wasze wsparcie i wszystko! Jesteście naszą kochaną rodzinką !
Teraz Harry dodał:
- Jeszcze raz dziękujemy za to, że po prostu jesteście! Już musimy jechać, ale chcielibyśmy pozdrowić jeszcze [T.I.], która wiele nam powiedziała !!! Kochamy Was ! Paa.
_______________________________________________________________________
O ja aa ! Wena mi szwankuje..
Dobrze, że przynajmniej coś się udało wygramolić :P
Wgl. nwm mi to dobrze wyszło. Mam nadzieję, że wam się spodoba! :DD
jEdnOpArtY ;]
Łączna liczba wyświetleń
niedziela, 19 stycznia 2014
czwartek, 26 grudnia 2013
Niall
Dzisiejsza domówka u Seby zaczynała się o 18, więc uczesana i ubrana byłaś już w drodze. Było to bardzo blisko i nawet nie zauważyłaś, że już dotarłaś. Na miejscu byli już wszyscy, praktycznie większość osób z twojej klasy z jakimiś wyjątkami. Jednym takim wyjątkiem był on, uroczy i kuszący blondyn o kryształowych niebieskich oczach, cudownym uśmiechu ukazującym aparat na zęby; wspaniałym poczuciu humoru, ciekawych pasjach, charakterze, który rozumiał wszystko i potrafił być zawsze oporą. Przyjaciel oraz największa miłość czyli Niall, Niall Horan. Największa miłość od 2 lat. Przyjaciel? Przyjaciel od kilku miesięcy. Jasną rzeczą jest to, że Niall nic nie wie o twoich głębszych uczuciach co do niego, baaaa nawet się nie domyśla niekapowate dziecko. Zawsze chciałaś mu to powiedzieć, ale na początku w ogóle się nie znaliście i jakby to wyglądało, że obca dziewczyna wyznaje mu miłość. A teraz? Teraz znając smak przyjaźni, zwyczajnie nie chcesz ryzykować, i jej stracić. Bo co będzie jeśli mijając się na ulicy, nawet się nie odezwiecie? Wtedy z małej dziurki w sercu z powodu braku odwzajemnienia miłości zrobi się wielka dziura po utracie przyjaciela.A przecież dobrze wiesz, że przyjaciel jest ważniejszy niż cokolwiek na świecie.
Imprezka rozkręciła się na dobre, najlepsza muzyka, najlepsi ludzie, szaleńcze tańce wokół rozpalonego ogniska. Zrobiło się ciemno a wy chodziliście do lasu po gałęzie do ogniska, potem ktoś skombinował piwo. Nie wszyscy pili, ale i tak szybko zabrakło procentów. Mimo to zabawa nadal była przednia. Gdy ognisko straciło trochę na popularności większość przeniosła się do środka, pomijając parę całującą się na ławce w ogrodzie, Aśkę próbującą przekonać swoich rodziców by jeszcze mogła zostać oraz trójkę twoich kumpli dyskutujących o swoich racjach(rzecz jasna po paru piwach). Tobie też nie chciało się wracać do środka ani patrzeć jak Niall tańczy ze swoją sympatią. Vanessa była piękną blondynką o ślicznym uśmiechu i w sumie jedną z twoich bliższych przyjaciółek. Nialler miał jej dzisiaj powiedzieć co do niej czuje. Z jednej strony mu kibicowałaś i trzymałaś za niego kciuki, a z drugiej chciałaś być na jej miejscu. Długo rozmyślałaś przy dogasającym ognisku. Ogniki muskały ciepłem twą twarz, aż w końcu zrobiło ci się za gorąco i spostrzegłaś, że już nikogo nie ma zewnątrz. Postanowiłaś wejść do środka, by się czegoś napić i ewentualnie zakosić kromki chleba do pieczenia nad ogniem. Byłaś już przed domem, gdy zobaczyłaś na drodze dwie spacerujące sylwetki. Rozpoznałaś je, gdy stanęli pod latarnią. To był Niall, który coś z przekonaniem tłumaczył Vanessie. Domyśliłaś się, że jej powiedział i pomyślałaś 'nie wygląda na cieszącego się z jej reakcji'. Zrobiło ci się go szkoda, bo przecież to, że ty nie jesteś szczęśliwa nie mogąc z nim być nie znaczy, że on też nie może być z osobą, którą kocha. Chciałaś, żeby miał w życiu jak najlepiej. Wiedziałaś, że jak na nastoletniego chłopaka potrafił być bardziej troskliwy, pomocny i uczuciowy w porównaniu do swoich kolegów, którzy mogliby (nie mówisz, że wszyscy) wyprzeć się swojej laski przy kolegach, gdyby im się nie spodobała. Mimo to nie spodziewałaś się tego co się za chwilę stanie. Ich rozmowa właśnie się skończyła Van próbowała go przytulić, ale on tylko odskoczył , wyszedł na środek drogi, rozłożył ręce i odkręcił się przodem do jadącego auta. Poczułaś nagły przypływ energii, pędem ruszyłaś na drogę lecz z podwórka wybiegłaś w tym momencie, w którym kierowca z głośnym piskiem opon próbował wyhamować. Nie zdążyłby, więc postanowił w ostatniej chwili ominąć chłopaka. Wszystko działo się tak szybko. Samochód stał w poprzek na jakimś dalszym mostku u sąsiadów Seby, a Niall leżał na asfalcie z rozciętą głową. Przeżyłaś szok, rozejrzałaś się i szybko do niego podbiegłaś, krzycząc do Vanessy:
-Nie Stój tak! Dzwoń po karetkę ! -dziewczyna otrząsnęła się nagle i posłuchała polecenia.
Dobiegłaś do Nialla, próbował się podnieś, ręką zakrywał krwawiącą ranę na głowie. Czułaś, że zalewasz się łzami. Przykucnęłaś obok niego, łapałaś go za rękę. Dłonie drżały ci niemiłosiernie, więc spojrzał na ciebie:
-[T.I.] Spokojnie.. Nic ci nie jest? -spytał.
Wtedy twój płacz przerodził się w wielką rozpacz i zaledwie wydusiłaś przez łzy:
-Niall, jak mogłeś? Już drugi raz mogłam cię stracić,a tego już bym nie przeżyła.-słone kropelki zalewały mu rękę.-Niall kocham cię.-powiedziałaś w ostateczności.
Puściłaś jego dłoń, bo musieliście przenieś go na pobocze by nie tamować ruchu.
Po 15 minutach przyjechało pogotowie i policja. Policjanci wypytywali was jak to było i kto jest odpowiedzialny za tą imprezę itp. Chciałaś pojechać z twoim przyjacielem do szpitala więc szybko zdałaś sprawozdanie władzy i wsiadłaś do karetki.
_____________________________________________________________________________________
Ojejej ! dawno mnie nie było.. <3 Przepraszam ale zostawiłam moją wenę gdzieś dalekooo; teraz ją powoli odgrzebuję :D Pewnie jeszcze się coś tu pojawi.. (kiedyś) hah
Jest 2014,więc życzę Wam:
•szczęścia
•zdrowia
•wytrwałości
•spełniania marzeń
•oraz wszelkich sukcesów
•i miłości ♥
DEDYKACJA
Dla kochanej Wikusi mojej przyjaciółki kocham cię (tak po prostu)
Imprezka rozkręciła się na dobre, najlepsza muzyka, najlepsi ludzie, szaleńcze tańce wokół rozpalonego ogniska. Zrobiło się ciemno a wy chodziliście do lasu po gałęzie do ogniska, potem ktoś skombinował piwo. Nie wszyscy pili, ale i tak szybko zabrakło procentów. Mimo to zabawa nadal była przednia. Gdy ognisko straciło trochę na popularności większość przeniosła się do środka, pomijając parę całującą się na ławce w ogrodzie, Aśkę próbującą przekonać swoich rodziców by jeszcze mogła zostać oraz trójkę twoich kumpli dyskutujących o swoich racjach(rzecz jasna po paru piwach). Tobie też nie chciało się wracać do środka ani patrzeć jak Niall tańczy ze swoją sympatią. Vanessa była piękną blondynką o ślicznym uśmiechu i w sumie jedną z twoich bliższych przyjaciółek. Nialler miał jej dzisiaj powiedzieć co do niej czuje. Z jednej strony mu kibicowałaś i trzymałaś za niego kciuki, a z drugiej chciałaś być na jej miejscu. Długo rozmyślałaś przy dogasającym ognisku. Ogniki muskały ciepłem twą twarz, aż w końcu zrobiło ci się za gorąco i spostrzegłaś, że już nikogo nie ma zewnątrz. Postanowiłaś wejść do środka, by się czegoś napić i ewentualnie zakosić kromki chleba do pieczenia nad ogniem. Byłaś już przed domem, gdy zobaczyłaś na drodze dwie spacerujące sylwetki. Rozpoznałaś je, gdy stanęli pod latarnią. To był Niall, który coś z przekonaniem tłumaczył Vanessie. Domyśliłaś się, że jej powiedział i pomyślałaś 'nie wygląda na cieszącego się z jej reakcji'. Zrobiło ci się go szkoda, bo przecież to, że ty nie jesteś szczęśliwa nie mogąc z nim być nie znaczy, że on też nie może być z osobą, którą kocha. Chciałaś, żeby miał w życiu jak najlepiej. Wiedziałaś, że jak na nastoletniego chłopaka potrafił być bardziej troskliwy, pomocny i uczuciowy w porównaniu do swoich kolegów, którzy mogliby (nie mówisz, że wszyscy) wyprzeć się swojej laski przy kolegach, gdyby im się nie spodobała. Mimo to nie spodziewałaś się tego co się za chwilę stanie. Ich rozmowa właśnie się skończyła Van próbowała go przytulić, ale on tylko odskoczył , wyszedł na środek drogi, rozłożył ręce i odkręcił się przodem do jadącego auta. Poczułaś nagły przypływ energii, pędem ruszyłaś na drogę lecz z podwórka wybiegłaś w tym momencie, w którym kierowca z głośnym piskiem opon próbował wyhamować. Nie zdążyłby, więc postanowił w ostatniej chwili ominąć chłopaka. Wszystko działo się tak szybko. Samochód stał w poprzek na jakimś dalszym mostku u sąsiadów Seby, a Niall leżał na asfalcie z rozciętą głową. Przeżyłaś szok, rozejrzałaś się i szybko do niego podbiegłaś, krzycząc do Vanessy:
-Nie Stój tak! Dzwoń po karetkę ! -dziewczyna otrząsnęła się nagle i posłuchała polecenia.
Dobiegłaś do Nialla, próbował się podnieś, ręką zakrywał krwawiącą ranę na głowie. Czułaś, że zalewasz się łzami. Przykucnęłaś obok niego, łapałaś go za rękę. Dłonie drżały ci niemiłosiernie, więc spojrzał na ciebie:
-[T.I.] Spokojnie.. Nic ci nie jest? -spytał.
Wtedy twój płacz przerodził się w wielką rozpacz i zaledwie wydusiłaś przez łzy:
-Niall, jak mogłeś? Już drugi raz mogłam cię stracić,a tego już bym nie przeżyła.-słone kropelki zalewały mu rękę.-Niall kocham cię.-powiedziałaś w ostateczności.
Puściłaś jego dłoń, bo musieliście przenieś go na pobocze by nie tamować ruchu.
Po 15 minutach przyjechało pogotowie i policja. Policjanci wypytywali was jak to było i kto jest odpowiedzialny za tą imprezę itp. Chciałaś pojechać z twoim przyjacielem do szpitala więc szybko zdałaś sprawozdanie władzy i wsiadłaś do karetki.
_____________________________________________________________________________________
Ojejej ! dawno mnie nie było.. <3 Przepraszam ale zostawiłam moją wenę gdzieś dalekooo; teraz ją powoli odgrzebuję :D Pewnie jeszcze się coś tu pojawi.. (kiedyś) hah
Jest 2014,więc życzę Wam:
•szczęścia
•zdrowia
•wytrwałości
•spełniania marzeń
•oraz wszelkich sukcesów
•i miłości ♥
DEDYKACJA
Dla kochanej Wikusi mojej przyjaciółki kocham cię (tak po prostu)
piątek, 31 maja 2013
Louis
Wróciłaś do domu po szkole i z impetem rzuciłaś plecak na łóżko. Nie musiałaś dzisiaj odrabiać lekcji, bo jutro w szkole mieliście dyskotekę z okazji Dnia Dziecka. Odpaliłaś kompa, sprawdziłaś fejsa, znalazłaś jakieś nowe neews'y o One Direction, obejrzałaś jakieś filmiki o nich na you tube. Potem wyszłaś na dwór, trochę się przejść. Gdy twoja mama wróciła z pracy razem wybrałyście ci strój na jutro, ponieważ nie wyrobiłabyś się wybierając go tuż przed imprezą.(następny dzień)
Wstałaś później,bo musiałaś odespać te dni nauki. Dyskoteka zaczynała się o 14, więc miałaś trochę czasu. W piżamie poczłapałaś do kuchni i zrobiłaś sobie śniadanie, a następnie poszłaś odbyć poranną toaletę. Postanowiłaś, że nie opłaca ci się zakładać już takich ciuchów po domu, bo za niecałą godzinę będziesz już musiała zakładać strój na dyskotekę. Rozleniwiłaś się przed telewizorem, po półgodzinie postanowiłaś, że czas zacząć już się szykować. Co prawda miałaś jeszcze ponad godzinę, ale twoje ubieranie zawsze się przeedłuża. Założyłaś już spodnie, koszulę i biżuterię, teraz przyszedł czas na fryzurę. Starannie rozczesałaś włosy i starałaś się wybrać najodpowiedniejszą fryzurę. Uznałaś, że najlepiej ci będzie w koku tkz. 'na donata' i właśnie takiego sobie zrobiłaś. Jeszcze przegrzebywałaś szafę w poszukiwaniu jakiejś torby, żeby upchnąć gdzieś wszystkie rzeczy, które chciałaś wziąć ze sobą. Znalazłaś akurat taką w kolorze twoich spodni, z przodu miała dużą kokardę i była na długim pasku. Wpakowałaś do niej aparat, telefon, chusteczki higieniczne, portfel i tusz do rzęs. Nie wiadomo kiedy, ale już było w pół do. Założyłaś buty i wyszłaś na przystanek. Autobus przyjechał za dwadzieścia czternasta, wsiadłaś do środka i zajęłaś pierwsze, wolne miejsce z brzega.
Było trochę po 14, gdy weszłaś do szkoły. Na parkiecie świeciło pustkami, tylko pod ścianami stało kilku chłopaków, a dziewczyny stały w ciasnej grupce w miejscu, gdzie na wszystkich dyskotekach szkolnych stał DJ. Diś najwyraźniej też był bo muzykę było słychać. Poszłaś do szatni, by zostawić torebkę. Zadziwił cię widok reszty chłopaków w szatni.
-Co jest?-spytałaś swojego kumpla z klasy, który gadał z jakimś chłopakiem.
Obaj się z tobą przywitali:
-Hej. No wiesz razem z tym DJ-em przyjechał ten -w tym momencie zatkał uszy.-twój 'mąż' z tego zespołu.
-Aaaaaa..!! Louis!?- chłopak pokiwał głową.
Uspokoiłaś się trochę, o ile można się uspokoić, jeśli twój największy idol właśnie jest u ciebie w szkole, po czym poszłaś odnieść tą torebkę i weszłaś na salę. Do sławnego gościa próbowała się dopchać twoja przyjaciółka, która cię zauważyła i pomachała ci na znak, żebyś przyszła. Podeszłaś do niej i się przywitałyście:
-Hej, [T.I.]!-zapiszczała.-Nie zgadniesz co się..
-Hej! To na serio Louis?!-przerwałaś jej.
-No sama spójrz.
Wspięłaś się na palce jak najwyżej potrafiłaś i ujrzałaś ..najpierw zaczesaną na bok brązową grzywkę, potem niebiesko-szare oczy, różowe usta; tak to Louis.
-Ale co on tu robi?-zapytałaś przyjaciółki.
-Nie wiem. Prawdopodobnie zna się z DJ i on go poprosił o pomoc dzisiaj.
-Łał.. to wspaniale! Zobaczysz dzisiaj zostanie moim mężem.-powiedziałaś żartem.-Nie no, a tak na serio to się trochę wstydzę. Nie uczepię mu się przecież do dupy i nie będę się drzeć, że go kocham, bo uzna mnie za wariatkę. Wezmę tylko autograf, ewentualnie zdjęcie i dam mu spokój.
-[T.I.], zawsze mówiłaś, że jak go spotkasz to go wycałujesz i w ogóle, a tym czasem co? będziesz siedzieć w kąciku?
-Daj spokój! Obie wiemy, że nawet na mnie nie spojrzy.
Dopchałyście się po autograf, zdjęcia ci się nie udało zdobyć bo był taki ścisk, że ledwo oddychałaś. Wyszłaś z całego tłumu, by w końcu zatańczyć, przecież to dyskoteka. Nie było trudno kogoś wyhaczyć, bo większość dziewczyn nadal stała w 'kolejce' po autograf czy co tam jeszcze. Chłopakom imponowało to, że nie dałaś się ponieść i nie sikałaś do Louis'a, zwłaszcza, że normalnie mogłaś nawijać o nim i jego zespole godzinami. Tańcząc z Dominikiem, zobaczyłaś jak tłum się przerzedza, a po chwili rozchodzi się całkowicie. Na krześle pod ścianą już nie siedział Louis Tomlinson. Było ci strasznie szkoda, że nie zdążyłaś z nim pogadać, miałaś ochotę wybiec i szukać go na dworzu, a jeśli by było trzeba gonić za jego samochodem, ale nie mogłaś tego zrobić, jakby to wyglądało. Pozostało ci tylko żałować. Po skończonym tańcu, usiadłaś na ławce pod ścianą. Nie miałaś już ochoty tańczyć, rozmyślałaś co by było gdyby...
Dłuższy czas spędziłaś na tej ławce. DJ to zauważył i poprosił cię, że skoro nie tańczysz to może pomogłabyś jego nowemu koledze (tu wskazał na gościa w czarnej peruce afro i wielkich okularach słonecznych). Zgodziłaś i podeszłaś do sprzętu, by usiąść obok DJ2. Okazało się, że to fajny koleś, bardzo się polubiliście. Spędziliście romantyczne chwile wybierają kawałki tkz. do wolnych. W końcu przy, którymś kawałku 'przytulanym', chłopakowi udało wyrwać cię na parkiet. Tańczyliście wtuleni lekko kołysząc się w rytm muzyki.
-Wiesz nie myślałam, że jeszcze dzisiaj zatańczę.-wyznałaś.
-Dlaczego?-spytał ciepło.
-Nie pow.. a wiesz w sumie tobie mogę powiedzieć wszystko. Bo ja też jestem jedną z tych największych fanek Louisa. I dzisiaj jak tu był to obiecałam sobie, że nie będę robić z siebie wariatki i wzięłam tylko autograf. A on później pojechał i nawet nie zamieniłam z nim słowa. Jestem Idiotką. Ja tak myślę dlatego, że nie podeszłam i z nim nie pogadałam, a ty tak myślisz dlatego, że robię o to taki zamęt.-uff skończyłaś.
Tylko się uśmiechnął.
-Co? Nic? Żadnego "Ale jesteś zrąbana, że myślałaś, że będzie chciał z tobą gadać" ani nic.?
-Nie.
-Ty jesteś... jesteś.. po prostu wyjątkowy.
Uśmiechnął się i zapytał:
-A co by było, gdyby Louis się w tobie zakochał i ja też?
-Yyy.. Oboje wiemy, że to nie możliwe.
-Możliwe...-szepnął, po czym wpił się w twoje usta, zdejmując perukę i okulary.
Gdy ujrzałaś te jedyne niepowtarzalne tęczówki, zrozumiałaś, że twoje marzenia właśnie się spełniają. Louis przytulił cię i pocałował w czoło.
środa, 29 maja 2013
Harry
-Halo.
-[T.I.], gdzie ty dziewczyno jesteś?-spytała Majka.
-Wiem, wiem.-wyprzedziłaś jej kazanie.-Już lecę zaraz będę. Pa.-rozłączyłaś się.
Wybiegłaś z domu jak strzała, bardzo się śpieszyłaś, nie chciałaś zawieść swoich kumpli. Na szczęście miałaś blisko i po pięciu minutach wpadłaś zdyszana na kort, gdzie pod siatką siedziała już cała piątka. Podeszłaś do nich i powiedziałaś, witając się z każdym po kolei:
-Ludzie, przez was się wykończę!
-Gdzie ty byłaś? Co tak późno?-zapytała Maja udając mega wkurzoną.
Zaśmiałaś się głośno na wspomnienie tych tańców przed telewizorem. Wszyscy popatrzyli na ciebie ze zdezorientowaniem.
-No po prostu..-znów wybuchłaś śmiechem.-zapatrzyłam się w telewizor.
Nie uwierzyli, ale nie chciało im się dociekać.
-No to co? Gramy?-zawołał Lucas.-Dziewczyny na chłopaków?
-A co z rakietami?-spytałaś.
-Już wypożyczyliśmy.-Cornelia wyjęła zza siebie rakiety tenisowe.
Pokiwałaś z zawstydzeniem głową. Pierwszy mecz chłopaki przegrali. Dla ciebie było to oczywiste, bo Harry zawsze przegrywa pierwsze mecze, a potem się rozkręca. Wiedziałaś to, bo przecież niejednokrotnie graliście to u niego, to u ciebie w siatkę czy w coś innego. Zagraliście jeszcze dwa i je chłopcy już wygrali. Czwarty mecz rozegraliście w dabla, tak żeby każdy z każdym. Ty byłaś z Harry'm i zajęliście pierwsze miejsce. Byliście już wszyscy tak zgrzani i zmęczeni, że postanowiliście wybrać się na lody do "Mroźnego Johna". Zamówiliście po porcji i usiedliście pod wielkim parasolem. Obgadaliście wiele spraw, ludzi i wydarzeń. Kelner przyniósł wam wasze zamówienia. wszyscy jedli spokojnie, gdy nagle Harry się odezwał:
-Chcesz spróbować?
Otworzyłaś buzię, żeby mógł dać ci skosztować.
-Mhmm.. Pycha.
-Ej, też chcę spróbować!- Cornelia gwizdnęła mu łyżkę lodów z jego pucharka.
Po chwili już każdy wiedział czyje lody jak smakują. Wychodząc z lodziarni chłopaki skądś wytrzasnęli butelki z wodą i za czeli was lać. Majka wszystko kręciła telefonem. Było niesamowicie. Chowałyście się za przechodniami, przez co niektórym się oberwało zimną wodą, z czego nie byli zadowoleni. Właśnie sprytnie przemykałaś się obok przechodniów, by ukryć się za jedną kamieniczką, gdy poczułaś zimną strugę wody na plecach. Odwróciłaś się i Harry zarzucił sobie ciebie na plecy i pobiegł do przodu. Najwyraźniej(nie widziałaś gdzie idzie, bo fajtałaś z tyłu) dotarł do reszty chłopaków, bo powiedział:
-Mam jedną. I lecę po następne, tylko jak wrócę ma na niej nie być suchej nitki.
I postawił cię na ziemi, gdzie przejęła cię reszta i oblała wodą. Potem wrócił Hazza z Majką i Cornelą, które po chwili też były całe mokre.
-No dobra dosyć tego! Jesteście wolne! -odezwał się David.
-Jak to się cudownie składa!
Spojrzałyście na siebie porozumiewawczo i zanim chłopcy zrozumieli o co wam chodzi, wszystkie ich przytuliłyście. I teraz oni też mieli choć trochę mokre koszulki.
-Ej, wy niedobre! My wam dajemy wolność, a wy na nas.? -skarcił was Luc.
Uśmiechnęłyście się w 'zemście'. Robiło się już późno, więc ruszyliście w stronę parku, w którym mieliście się rozstać. Nie udało wam się wyschnąć, bo niebo już się zachmurzyło i chmury robiły się ciężkie, jakby chłopcy je też polali wodą i wszystko wsiąkły. Dotarliście do parku i musieliście się rozstać, pożegnaliście się i każdy poszedł w swoją stronę. Tylko ty i Harry poszliście w jedną, ponieważ mieszkaliście na tej samej ulicy. Harry założył rękę na twoją szyję i powiedział:
-No to był naprawdę udany dzień-uśmiechnęłaś się marszczą słodko nos.
Właśnie wychodziliście z parku, kiedy chmura się oberwała i lunęło jak z cebra. Twój kochany, nieznośny 'braciszek' (bo był dla ciebie jak brat) bez zastanowienia rozłożył nad wami jego bluzę, bo twoja nadal była mokra.
-Spoko, i tak już jestem mokra.-powiedziałaś, chcąc się wymknąć spod 'parasola'.
-Ale się rozchorujesz.-powiedział z troską.
-Teraz się martwisz.-skrzyżowałaś ręce na piersi.
-Zawsze się martwię.
-Wiem, wiem.-Z uśmiechem go przytuliłaś.
Harold już tylko ciebie przykrywając bluzą objął cię i pocałował w czoło.
-Kocham Cię!-powiedział.
-Wiem, ja ciebie też.
-Ale nie jak przyjaciółkę.
Oderwałaś się od niego z podejrzliwością.
-Przecież jesteśmy 'rodzeństwem', to normalne.
-Nie [T.I.]. Nie rozumiesz. Zakochałem się w tobie.
Musnął opuszkami palców twój podbródek. Nie czekając, wspięłaś się na palce i złożyłaś pocałunek na jego ustach. Stojąc w deszczu połączeni już na zawsze.
Ty i on.
piątek, 24 maja 2013
Zayn
Pracując w tak dużej korporacji jak People Aim High, twoje umiejętności były niskiego poziomu. I właśnie dlatego Simson wysłał cię(oraz czwórkę innych pracowników z działu komunikacji) na trzydniowe szkolenie języka francuskiego oraz rachunków. Nie wiedziałaś, niby w czym ci to może pomóc, ale okej.Pojechaliście pociągiem: ty, Berta, Asteya i Dagmara. Gdy dotarliście na miejsce okazało się, że mieliście wynajęte pokoje w dużym, eleganckim hotelu. Był to żółty, trzypiętrowy budynek w kształcie prostokąta. Główne drzwi wejściowe znajdowały się dokładnie na środku, jakby ktoś specjalnie liczył cegły. Do wejścia prowadziła cudna wyłożona kostką ścieżka, która oplatała hotel dookoła i prowadziła, również niewielkiego sadu; ogródka; czy jak to nazwać. Weszłyście do środka i skierowałyście się do recepcji, gdzie powitał was uprzejmie uroczy mulat. Był mniej więcej w twoim wieku.
-Dzień dobry. W czym mogę panią pomóc?-spytał promiennie.
Ponieważ z całego towarzystwa ty byłaś najbardziej zaufana, to tobie Simson powierzył rolę odebrania kluczy i w ogóle. Wyjęłaś więc z torby jakiś świstek papieru, który twój szef kazał ci wręczyć w recepcji.
-Miałyśmy tu zarezerwowane pokoje.-powiedziałaś i wręczyłaś papier chłopakowi.
-Aha... Rozumiem. No na to szkolenie. Pokoje:197,198, 199 i 202.-wymieniał wręczając po kolei kluczyki twoim koleżankom z pracy, w związku z tym tobie został pokój numer 202. Nie przeszkadzało ci to, bo z doświadczenia wiedziałaś, że pokoje mogą różnić się jedynie numerem drzwi. Koleżanki nie czekając na ciebie już poszły do swoich pokoi, a ty chowając kluczyk i ten papier, który wrócił do ciebie, po podstęplowaniu go przez recepcjonistę, chwyciłaś walizkę i ruszyłaś do windy. Weszłaś do środka i nacisnęłaś "2". Po chwili winda otworzyła się na odpowiednim piętrze, a ty doczłapałaś się do twojego pokoju i przekręcając kluczyk w zamku, weszłaś do środka. Przywitał cię miły dla oka widok dużego, (jak od razu sprawdziłaś) wygodnego łoża zaścielonego śnieżno-białą pościelą. Obok niego stała mała szafeczka nocna, a w przeciwległym końcu pokoju stała szafa i komoda, nad którymi wisiał obraz jakiegoś jeziora. Ściany na pierwszy rzut oka wydawały się białe, ale jakby to zobaczył fachowiec rzekłby, że są śmietankowe. Po obejrzeniu pokoju głównego, udałaś się do łazienki, do której skręcało się przy drzwiach. Warunki w niej były trochę gorsze niż w pokoju, ale może ci się tak wydawało, bo nigdy nie lubiłaś hotelowych łazienek. Wyszłaś z łazienki, by sprawdzić, o której macie dzisiaj to szkolenie. Sięgnęłaś do torebki po świstek z planem całego szkolenia. Dzisiaj odbywało się ono o 14:00. Spojrzałaś na zegarek wiszący nad drzwiami, którego wcześniej nie zauważyłaś. Była 13:35. Miałaś mało czasu, więc przemyłaś twarz zimną wodą i przebrałaś się w to. Jak skończyłaś było za dziesięć, dlatego złapałaś telefon i trochę kasy, wepchnęłaś do kieszeni, a następnie wyszłaś na korytarz. Gdy zmierzałaś do windy, ze swojego pokoju wychodziła właśnie Dagmara, przyłączyła się do ciebie i razem pojechałyście na dół. Szkolenie odbywało się w sali konferencyjnej, do której szło się przez salę bankietową. Na środku znajdował się duży stół poobstawiany krzesłami. Pozostałe krzesła stały pod ścianą. Połowa miejsc już była zajęta, więc znalazłaś wolne miejsce i usiadłaś. Dagmara usiadła się obok. W ciągu pięciu minut przyszły jeszcze Berta i Asteya i wszytkie miejsca zaczęły się zapełniać. Na końcu przyszedł facet prowadzący te zajęcia. Dwie godziny były "gadane", potem pół godziny przerwy na obiad, a potem znów dwie godziny tylko tym razem w praktyce. Skończyło się za piętnaście siódma z powodu przeciągnięcia. Głodna od razu udałaś się na lewo do restauracji i zamówiłaś naleśniki z polewą jabłkową.
Gdy wracałaś do pokoju po jego drzwiami stały twoje odstawione koleżanki z pracy.
-Hej [T.I.]. Idziesz z nami na imprezę?- spytały.
-Niee dopiero co wróciłam, jeszcze nie zdążyłam się odświeżyć i jestem zmęczona.
-No co ty, [T.I.]. No prosimy. Chyba nie będziesz tu sama siedzieć.- nalegały.
-No dobra, dobra.-dałaś się przekonać.-To idźcie, a ja się ogarnę i do was dołączę.
-Okej.-uśmiechnęły się.-To pamiętaj w sali balowej, to z windy skręcasz w prawo i na końcu korytarza.
Chciałaś odpowiedzieć, ale już popędziły do windy. Otworzyłaś drzwi i weszłaś do środka. Miałaś ochotę rzucić się na łóżko i wstać dopiero rano, ale trudno obiecałaś, to trzeba słowa dotrzymać. Zdejmując po drodze buty poszurałaś do łazienki. Wzięłaś długi, ciepły prysznic, umyłaś zęby, zmieniłaś fryzurę z warkocza na luźnego koka i udałaś się do szafy by wybrać stój. Założyłaś to i udałaś się na dół do sali balowej.
Weszłaś do wielkiej sali oświetlonej różnokolorowymi światłami i od razu twoich uszu uderzyła fala głośnej muzyki. Kątem oka zauważyłaś przy barze Bertę klejącą się do jakiegoś chłopaka. Dalej na sofach przy sceny siedziały pozostałe dwie dziewczyny popijające drinki. Gdy się do nich do siadłaś, zauważyłaś, że są już nieźle nawalone. Bredziły coś pod nosem, a po chwili Daga zwróciła się do ciebie:
-Czekaj chwile. - i powlokła się gdzieś.
Asteya cały ten czas hihotała do siebie.
Podszedł do ciebie jakiś mięśniak w obcisłej koszulce, ewidentnie po 'paru' piwach. Po chwili zza jego pleców wyłoniła się Daga.
-[T.I.], to jest Max.-chłopak spojrzał na ciebie ze 'słodką' minką.-On chciałby z tobą zatańczyć.-wyciągnął do ciebie rękę czekając, aż podasz mu swą dłoń.
-No dobrze.-wstałaś i podałaś mu rękę.
Nie wygląda na żadnego dresiarza czy coś to po prostu chłopak, który dba o siebie. Jednak alkohol zrobił swoje i już podczas pierwszego tańca ziomek był bardzo natarczywy. Cały czas się łasił i próbował cię pocałować. Dobra jeden taniec wytrwałaś, ale gdy zaczynał się drugi, a gościu nie zamierzał się od ciebie oderwać, zwróciłaś się do niego:
-Max? Czy mogłabym cię poprosić, żebyś przyniósł mi coś do picia?
-Oczywiście. Już lecę.
-Poczekaj. Ja będę w toalecie, więc to może trochę potrwać, to w tym czasie poczekaj sobie z kolegami. Okey?
-Dobrze, kotku!-aż cię ciarki przeszły na słowo "kotku".
Co on sobie wyobrażał nawet się nie znaliście. Korzystając z okazji chciałaś czmychnąć do pokoju, ale niestety zaczepiły cię koleżanki, a twój parter taneczny szybko powrócił. Chciał zatańczyć kolejny taniec, ale ty nie miałaś już ochoty, wtedy chwycił cię tak mocno za nadgarstki, że nie mogłaś mu się sprzeciwić i wyciągnął cię na parkiet. Tym razem odległość między wami była.., właściwie w ogóle jej nie było. Kołysaliście się po woli to w prawo, to w lewo, a jego dłonie zjeżdżały coraz niżej. W ustach tarmosił twoje włosy. To było już przerażające. Chciałaś jak najszybciej się z tamtąt wydostać, ale ruchy ograniczało ci jego umięśnione ciało tulące się do ciebie. Miałaś ochotę ryczeć. W końcu udało ci się dostać do sof pod pretekstem chęci napicia się. Na szczęście podeszła do Maxa jakaś laska i zaczęła go całować, skorzystałaś z okazji i rzuciłaś się pędem do wyjścia. On widząc to dosłownie odrzucił tą dziewczynę na bok i ruszył za tobą.
Wybiegłaś z tej sali i pobiegłaś korytarzem wprost na hol główny, chciałaś wsiąść do windy, ale była zajęta. Panikowałaś, nie wiedziałaś co teraz, nagle zobaczyłaś, że w recepcji nikogo nie ma i schowałaś się pod ladą z trudem opanowując płacz. Usłyszałaś szybkie kroki i odgłosy naciskania guzika windy, a potem dreptania po schodach. Wyjrzałaś jednym okiem i zobaczyłaś Maxa pędzącego na górę. Pewnie dziewczyny powiedziały mu gdzie jest twój pokój. Byłaś przerażona przecież do pokoju teraz nie wrócisz, bo on na pewno tam będzie. Rozpłakałaś się, dając ujście emocją. Nawet nie usłyszałaś odgłosu otwierającej się windy. Po chwili ktoś stanął nad tobą, po czym od razu przykucnął, to był ten recepcjonista, który wydawał ci dzisiaj kluczyk.
-Co się stało?-zapytał troskliwie.
-N-n-nic.-wybełkotałaś.
-No przecież widzę.-odgarnął ci włosy z czoła.
Nie wytrzymałaś i przytuliłaś się do niego jeszcze głośniej szlochając. Zaskoczony nie wiedział co ma zrobić, ale potem sam cię objął i pogłaskał po włosach.
-Spokojnie wszytko będzie dobrze. Jak masz na imię?-spytał.
-[T.I.]-wydusiłaś prze łzy.
-Ja Zayn. Chodź, [T.I.]! Wstań.-pomógł ci wstać.
Nadal nie wypuszczałaś go z objęć. W końcu odsunął się od ciebie, starł łzy z twoich policzków i spojrzał ci w oczy. Oprzytomniałaś na widok jego ślicznych, brązowych tęczówek.
-Przepraszam. -powiedziałaś już spokojniej.
-Okej to mi teraz opowiedz co się stało.
Opowiedziałaś mu całą historię dalej lekko drżąc. On po wysłuchaniu całej historii rzekł:
-Jesteś już zmęczona i roztrzęsiona, a ja mam tu jeszcze trochę roboty. Chodź, zaprowadzę cię do pokoju i się zdrzemniesz.
-Nie! Nie chcę tam jeszcze wracać. Mogę tu zostać i ci pomóc?-błagałaś.
-Oczywiście, jeśli tylko chcesz.
Dał ci jakieś świstki do podstęplowywani, a sam zabrał się za układanie jakiś papierów. Cały czas gadaliście i dobrze się bawiliście. Nie wiadomo kiedy uwinęliście się z wszystkim. Było w pół do dwunastej.
-No teraz to już muszę cię odprowadzić.-wziął cię za rękę i pociągnął w kierunku windy.
-Chodźmy schodami..-poprosiłaś.
Czułaś, że masz już maślane oczy i modliłaś się, żeby on tego nie zauważył, a jednocześnie chciałaś jak najwięcej spędzić z nim czasu. To dziwne, ale Zayn'a znałaś kilka godzin (no nie licząc porannej wizyty w rejestracji), a już mogłaś powiedzieć, że go kochasz. Nigdy wcześniej tak nie miałaś czułaś się przy nim taka bezpieczna i potrzebna.
Byłaś tak zapatrzona w Zayn'a i pogrążona w swoich myślach, że nie zauważyłaś, że już jesteście pod drzwiami twojego pokoju. Czekała tam niemiła niespodzianka. Pod drzwiami leżał upity Max. Słysząc was zaczął się podnosić, a gdy zobaczył Zayn'a trzymającego cię za rękę, bez wahania rzucił się na niego. Malik złapał go za koszulkę i zatoczył pod ścianę, potem szarpali się aż do windy, a gdy ta podjechała Zayn wepchnął go do środka i wysłał na dół. Potem wrócił do ciebie stojącej nieruchomo pod drzwiami. Widząc w twoich oczach strach, ujął twój podbródek i złożył ci ciepły pocałunek, po czym powiedział:
-On nic ci nie zrobi. Nie bój się. Wejdź do środka i połóż się spać. Pogadamy jutro. Dobranoc!-jeszcze raz cię pocałował i już chciał odejść.
-A co z tobą ? On tam jest, na dole.-zmartwiłaś się.
-Nie bój się! Do jutra.-puścił ci oczko.
-Uważaj na siebie, Zayn.
On zniknął na schodach, a ty za drzwiami pokoju 202.
poniedziałek, 20 maja 2013
Uwaga! Akcja!
Adminki ze stron przeznaczonych 1D rozprzestrzenianie poniższego wpisu(bardzo ważnego dla Directioners):
'' 23 lipca 2013 roku One Direction będą obchodzili 3 rocznicę powstania 1D... pewna Adminka Nelly wpadła na taki pomysł żeby w ten dzień każda Directioners robiła to co oni zazwyczaj... np :
1. Nie jadła łyżką. ( jak Liam )
2. Przeglądała się w każdym lusterku. ( jak Zayn )
3. Jadła bardzo, bardzo dużo. ( jak Nialler )
4. Była lekko zboczona xD ( jak Hazza )
5. Chodziła bez skarpetek. ( jak Lou )
6. Ubrała się tak, aby mieć na sobie ulubiony kolor każdego z 1D.
Chłopcy mają jeszcze więcej, dziwacznych, zwariowanych i śmiesznych nawyków, które możemy robić 23.07 dla pokazania wszystkim ( w tym 1D ) że my pamiętamy o rocznicy. ''
Moim zdaniem bardzo fajny pomysł. Będzie przy tym kupe śmiechu.
A wy co sądzicie??
'' 23 lipca 2013 roku One Direction będą obchodzili 3 rocznicę powstania 1D... pewna Adminka Nelly wpadła na taki pomysł żeby w ten dzień każda Directioners robiła to co oni zazwyczaj... np :
1. Nie jadła łyżką. ( jak Liam )
2. Przeglądała się w każdym lusterku. ( jak Zayn )
3. Jadła bardzo, bardzo dużo. ( jak Nialler )
4. Była lekko zboczona xD ( jak Hazza )
5. Chodziła bez skarpetek. ( jak Lou )
6. Ubrała się tak, aby mieć na sobie ulubiony kolor każdego z 1D.
Chłopcy mają jeszcze więcej, dziwacznych, zwariowanych i śmiesznych nawyków, które możemy robić 23.07 dla pokazania wszystkim ( w tym 1D ) że my pamiętamy o rocznicy. ''
Moim zdaniem bardzo fajny pomysł. Będzie przy tym kupe śmiechu.
A wy co sądzicie??
wtorek, 30 kwietnia 2013
Niall
Z dedykacją dla Weroniki Garnys!
"Wero, pamiętasz to?"
_______________________________________________________
W niedzielne popołudnie wraz Niall'em i waszym synkiem Danielem wybraliście się na spacer. Wasz syn wykończony długim dniem na powietrzu bardzo zgłodniał. Postanowiliście, że zjecie w pobliskim barze. Ty i Niall zamówiliście zwykły zestaw składający się z ziemniaków kotleta i jakiejś surówki. Daniel marudził, że nie chce takiego kotleta. Na szczęście pani w barze była tak miła, że usmażyła jego kotlecika na kształt misia. Mały długo "modlił się nad jedzeniem".
-Słońce, czemu nie jesz? Byłeś taki głodny.-spytałaś.
-Mamo, ale tego misia będzie bolało jak go będę jadł.-tłumaczył się.
-Ten misiu zrobi sobie mieszkanko w twoim brzuszku, a tak to jest mu zimno tutaj. On chce już do domku.-przekonywał go tatuś.-To co zjesz go?
-Taak.-i wpakował sobie do buzi duży kawałek "misia".
Ty już dawno zjadłaś, Danielek już kończył swoją porcję, a Niall kończył dokładkę. W nagrodę za to, że wasz synek tak pięknie wszystko zjadł, wybraliście się na lody. Każdy z was wziął inny smak: Niall pistacjowy, ty waniliowy, a młody Horan oczywiście smerfowy. Idziecie sobie spokojnie do domu, gdy nagle Daniel podnosi koszulkę i cały brzuszek wysmarował sobie lodem. Przykucnęłaś zabierając mu loda z ręki:
-Synek, co ty robisz jesteś cały brudny?-i zaczęłaś go wycierać mokrą chusteczką.
-Mamo, ale misiu też chciał spróbować!
Oboje dosłownie tarzaliście się ze śmiechu, już zwłaszcza Niall.
(wieczorem w domu)
Była już jakaś dziewiąta wieczorem Nialler usypiał waszego synka, a ty oglądałaś jakiś film akcji. Szybko do
-Co tak szybko?-zapytałaś, gdy wszedł do salonu.
-Był zmęczony po spacerze.-odpowiedział udając się do kuchni.
Po chwili wrócił z miską popcorn'u oraz kubełkiem lodów czekoladowych i z impetem wskoczył na kanapę.
-Kochanie, niedawno była kolacja.-zwróciłaś mu uwagę. Tylko machnął ręką.
Niall napełnił łyżkę lodami i już miał skosztować, gdy po namyśle podwinął koszulkę i wysmarował sobie brzuch.
-Co ty robisz?-byłaś zdziwiona, a nawet w szoku.
-No co? Mój misio też chciał spróbować.-powiedział dziecinnym głosikiem, robiąc minkę zbitego psiaka.
-Ty mój kochany bobasie!-zatopiłaś usta w jego ustach.
Resztę wieczoru spędziliście w swoich ramionach oglądając film i wcinając lody i popcorn.
Liam
W Jasperze zakochałaś się od pierwszego wejrzenia, no może drugiego lub któregoś tam. Ale na pewno od pierwszego spojrzenia cię zainteresował. Jaka była twoja radość, gdy dowiedziałaś się, że on odwzajemnia twoje uczucia. To był twój typ chłopaka;coś jak niegrzeczny graficiaż. Teraz byliście ze sobą już ponad siedem miesięcy.
Spełniło się twoje największe marzenie, a mianowicie trzymałaś w ręku dwuosobowy bilet na koncert One Direction. Nie miałaś żadnej przyjaciółki Directionerki, więc pewnie poszłabyś ze swoim skarbem, ale było jedno "ale'. Twój chłopak nie przepadał za tym zespołem. Ba; nie przepadał to mało powiedziane po prostu uważał wszystkich członków 1D za cioty, pedały itp. Omijaliście w rozmowach tematy związane tym zespołem. Twój chłopak już przyzwyczaił się, że wchodząc do twojego pokoju z każdej strony przyglada mu się piątka chłopaków.
Powiedziałaś Jasperowi o koncercie i o tym, że nie wiesz z kim pójść i, że zastanawiasz się czy nie zrobić konkursu na facebooku, w którym nagrodą byłoby towarzyszenie ci na tym koncercie.
-Słuchaj; nie będziesz musiała robić żadnego konkursu ja z tobą pójdę. Jeśli oczywiście chcesz?-odpowiedział ci.
-Naprawdę?-pocałowałaś go.-Ale masz się dobrze zachowywać.!
-Okej.
-Obiecujesz?
-Tak, tak. A kochasz mnie?-nagle zmienił temat.
-Jasne!-znów go pocałowałaś.
(dzień koncertu)
Koncert zaczynał się o 18:00, przynajmniej tak miał się zacząć. Jasper przyjechał po ciebie w pół do piątej. O tej godzinie byłaś jeszcze w proszku. Właśnie otwierałaś szafę w poszukiwaniu odpowiedniego stroju. Jasper wiedział, że to może dłużej potrwać i wygodnie rozłożył się przed telewizorem. Nie długo sobie tam posiedział, bo, o dziwo, byłaś gotowa już po 20 minutach. Wyszliście na zewnątrz i poszliście do garażu, w którym majsterkował twój ojciec.
-Tato?! Podwieziesz nas na koncert?-zapytałaś przebijając się przez hałas.
-Teraz? No dobra tylko się przebiorę.
-Nie musisz, przecież i tak nie będziesz wysiadał, a nam się trochę śpieszy.
-No dobra, dobra. Wsiadać. Niby tacy duzi, a nadal tatuś wszędzie zawozi.-siedzieliście już w aucie.
-Oj tato!
-Co tato? Co tato?
Już nic nie mówiłaś, bo nie chciałaś się kłócić. Po jakiś 20 minutach musieliście już wysiąść, bo ulica była tak zastawiona, że samochodem nie dało się wjechać. Do celu było ok. 2 km, które przeszliście piechotą. Po dojściu na miejsce musieliście się jeszcze przepchać do wejścia. Kilka minut przed osiemnastą już wyczekiwaliście na wyjście chłopców. Mieliście miejsca przy samej scenie. Koncert zaczął się może z pięć minut później niż go planowano, ale to nic. Zgasły wszystkie światła. Słychać było ruch mechanizmu i po chwili zapaliło się pięć reflektorów świecących na One Direction. Rozległy się okrzyki i piski. Wszystko było cudnie, gdy nagle usłyszałaś za sobą głos:
-Buuuu.... Kto wam kazał tu przyjeżdżać, pedały jedne!! Buuu....-to był twój chłopak, właściwie były chłopak. Wiedziałaś, że tego mu nie wybaczysz. Odwróciłaś się do niego i spojrzałaś mu w twarz mokrymi oczami. Ochroniarz, który stał po drugiej stronie barierki szybko przedostał się w tłum fanów i wyprowadził Jaspera na zewnątrz. Miałaś ochotę się rozryczeć, ale zauważyłaś, że cała ta sytuacja narobiła dużo zamieszania, a chłopcy stali na scenie i gapili się na ciebie. Otarłaś łzy rękawem, podniosłaś głowę do góry i wlepiłaś na twarz sztuczny uśmiech. Zespół widząc, że wszystko okej zaczął występ. Najpierw OWOA potem One Thing itd. w między czasie chłopcy zmieniali stroje dekoracje. Przy ostatniej piosence ktoś postukał cię w ramie. To był ochroniarz. Poprosił cię żebyś za nim poszła. Myślałaś, że chodzi o ta sprawę z Jasperem, że będziesz musiała się za niego tłumaczyć. Facet zaprowadził cie za kulisy i kazał poczekać. W myślach już układałaś sobie tekst przeprosin i wyjaśnień.
Właśnie zauważyłaś jak ze sceny schodzi One Direction. Chłopcy pomachali do ciebie i poszli dalej tylko Liam stanął przed tobą i powiedział:
-Cześć.
-Cześć.-wstałaś.-Słuchaj ja przepraszam. Bardzo przepraszam za niego. To idiota teraz to wiem. No, ale to też trochę moja wina to ja go tu przywlokłam i....
-Spokojnie.-przerwał ci.- Nie gniewamy się. Jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Jak masz na imię?
-[T.I.]. Ale jestem głupia. Uwierzyłam mu no i mam nauczkę...-trajkotałaś już bardziej do siebie niż do niego.
-[T.I.]!-krzyknął.
-Co? Co?-wyrwałaś się ze stanu "hibernacji".
-Spokojnie, Słońce, spokojnie. Chyba ci muszę zamknąć tą buzię. -pocałował cię.
Trochę rozmawialiście, w sumie to ty mu opowiadałaś o sobie i o tym całym cholernym związku z Jasperem. Czułaś, że możesz mu zaufać, a to dziwne, bo w ogóle go nie znałaś. To znaczy tak naprawdę. Było już coś po 22 więc musiałaś się już żegnać z Liam'em. Wymieniliście się numerami telefonu i przytuliliście się na pożegnanie. Liam jeszcze krzyknął:
-Wiesz [T.I.] ? Chyba się zakochałem.
-Pomachałaś mu tylko i mruknęłaś pod nosem "Ja chyba też."
Dzięki temu, że wysłałaś mamie jakieś 15 minut temu sms-a nie musiałaś długo czekać. Po ok. 10 minutach wsiadałaś już do auta mamy.
-A gdzie twój ukochany?-spytała ze zdziwieniem, że nie ma go z tobą.
-Liam? Pewnie w drodze do hotelu.-o.o(mina mamy bezcenna)
Spełniło się twoje największe marzenie, a mianowicie trzymałaś w ręku dwuosobowy bilet na koncert One Direction. Nie miałaś żadnej przyjaciółki Directionerki, więc pewnie poszłabyś ze swoim skarbem, ale było jedno "ale'. Twój chłopak nie przepadał za tym zespołem. Ba; nie przepadał to mało powiedziane po prostu uważał wszystkich członków 1D za cioty, pedały itp. Omijaliście w rozmowach tematy związane tym zespołem. Twój chłopak już przyzwyczaił się, że wchodząc do twojego pokoju z każdej strony przyglada mu się piątka chłopaków.
Powiedziałaś Jasperowi o koncercie i o tym, że nie wiesz z kim pójść i, że zastanawiasz się czy nie zrobić konkursu na facebooku, w którym nagrodą byłoby towarzyszenie ci na tym koncercie.
-Słuchaj; nie będziesz musiała robić żadnego konkursu ja z tobą pójdę. Jeśli oczywiście chcesz?-odpowiedział ci.
-Naprawdę?-pocałowałaś go.-Ale masz się dobrze zachowywać.!
-Okej.
-Obiecujesz?
-Tak, tak. A kochasz mnie?-nagle zmienił temat.
-Jasne!-znów go pocałowałaś.
(dzień koncertu)
Koncert zaczynał się o 18:00, przynajmniej tak miał się zacząć. Jasper przyjechał po ciebie w pół do piątej. O tej godzinie byłaś jeszcze w proszku. Właśnie otwierałaś szafę w poszukiwaniu odpowiedniego stroju. Jasper wiedział, że to może dłużej potrwać i wygodnie rozłożył się przed telewizorem. Nie długo sobie tam posiedział, bo, o dziwo, byłaś gotowa już po 20 minutach. Wyszliście na zewnątrz i poszliście do garażu, w którym majsterkował twój ojciec.
-Tato?! Podwieziesz nas na koncert?-zapytałaś przebijając się przez hałas.
-Teraz? No dobra tylko się przebiorę.
-Nie musisz, przecież i tak nie będziesz wysiadał, a nam się trochę śpieszy.
-No dobra, dobra. Wsiadać. Niby tacy duzi, a nadal tatuś wszędzie zawozi.-siedzieliście już w aucie.
-Oj tato!
-Co tato? Co tato?
Już nic nie mówiłaś, bo nie chciałaś się kłócić. Po jakiś 20 minutach musieliście już wysiąść, bo ulica była tak zastawiona, że samochodem nie dało się wjechać. Do celu było ok. 2 km, które przeszliście piechotą. Po dojściu na miejsce musieliście się jeszcze przepchać do wejścia. Kilka minut przed osiemnastą już wyczekiwaliście na wyjście chłopców. Mieliście miejsca przy samej scenie. Koncert zaczął się może z pięć minut później niż go planowano, ale to nic. Zgasły wszystkie światła. Słychać było ruch mechanizmu i po chwili zapaliło się pięć reflektorów świecących na One Direction. Rozległy się okrzyki i piski. Wszystko było cudnie, gdy nagle usłyszałaś za sobą głos:
-Buuuu.... Kto wam kazał tu przyjeżdżać, pedały jedne!! Buuu....-to był twój chłopak, właściwie były chłopak. Wiedziałaś, że tego mu nie wybaczysz. Odwróciłaś się do niego i spojrzałaś mu w twarz mokrymi oczami. Ochroniarz, który stał po drugiej stronie barierki szybko przedostał się w tłum fanów i wyprowadził Jaspera na zewnątrz. Miałaś ochotę się rozryczeć, ale zauważyłaś, że cała ta sytuacja narobiła dużo zamieszania, a chłopcy stali na scenie i gapili się na ciebie. Otarłaś łzy rękawem, podniosłaś głowę do góry i wlepiłaś na twarz sztuczny uśmiech. Zespół widząc, że wszystko okej zaczął występ. Najpierw OWOA potem One Thing itd. w między czasie chłopcy zmieniali stroje dekoracje. Przy ostatniej piosence ktoś postukał cię w ramie. To był ochroniarz. Poprosił cię żebyś za nim poszła. Myślałaś, że chodzi o ta sprawę z Jasperem, że będziesz musiała się za niego tłumaczyć. Facet zaprowadził cie za kulisy i kazał poczekać. W myślach już układałaś sobie tekst przeprosin i wyjaśnień.
Właśnie zauważyłaś jak ze sceny schodzi One Direction. Chłopcy pomachali do ciebie i poszli dalej tylko Liam stanął przed tobą i powiedział:
-Cześć.
-Cześć.-wstałaś.-Słuchaj ja przepraszam. Bardzo przepraszam za niego. To idiota teraz to wiem. No, ale to też trochę moja wina to ja go tu przywlokłam i....
-Spokojnie.-przerwał ci.- Nie gniewamy się. Jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Jak masz na imię?
-[T.I.]. Ale jestem głupia. Uwierzyłam mu no i mam nauczkę...-trajkotałaś już bardziej do siebie niż do niego.
-[T.I.]!-krzyknął.
-Co? Co?-wyrwałaś się ze stanu "hibernacji".
-Spokojnie, Słońce, spokojnie. Chyba ci muszę zamknąć tą buzię. -pocałował cię.
Trochę rozmawialiście, w sumie to ty mu opowiadałaś o sobie i o tym całym cholernym związku z Jasperem. Czułaś, że możesz mu zaufać, a to dziwne, bo w ogóle go nie znałaś. To znaczy tak naprawdę. Było już coś po 22 więc musiałaś się już żegnać z Liam'em. Wymieniliście się numerami telefonu i przytuliliście się na pożegnanie. Liam jeszcze krzyknął:
-Wiesz [T.I.] ? Chyba się zakochałem.
-Pomachałaś mu tylko i mruknęłaś pod nosem "Ja chyba też."
Dzięki temu, że wysłałaś mamie jakieś 15 minut temu sms-a nie musiałaś długo czekać. Po ok. 10 minutach wsiadałaś już do auta mamy.
-A gdzie twój ukochany?-spytała ze zdziwieniem, że nie ma go z tobą.
-Liam? Pewnie w drodze do hotelu.-o.o(mina mamy bezcenna)
sobota, 27 kwietnia 2013
Louis
~Chociaż nie było go już od 6 lat i chociaż byłaś przyzwyczajona do jego nieobecności, to wciąż go kochałaś, wciąż tęskniłaś, nie. raczej brakowało ci jego obecności. Kumpel nie to nie jest dobre słowo; to twoja pierwsza miłość. Ale co on mógł wtedy myśleć mieliście wtedy ze 12 lat. Jakieś dzieciaki, ale dziewczyny chyba są bardziej pamiętliwe. Pewnie Louis cię nawet nie pamięta. Może się jeszcze kiedyś miniecie na ulicy, a nawet się nie poznacie. Trudno wasze drogi się już rozeszły. Tak widocznie miało być.~
9 nad ranem,
leżałaś jeszcze w łóżku, gdy zadzwonił telefon. Nie odwracając się wymacałaś na szafce telefon, wcisnęłaś zieloną słuchawkę i przyłożyłaś do ucha.
-Halo. Cześć Paul. Ja dzwonię w sprawie tego wywiadu co miał być przełożony. - usłyszałaś w słuchawce.
-Nic nie wiem na ten temat.-powiedziałaś zmęczonym głosem.
-Sorka, Pomyłka. -wybełkotał głos po drugiej stronie słuchawki.-Dobrze, że nie widzisz jakiego spaliłem buraka.
-Aha.. Ale po co mi to mówisz?-spytałaś trochę zdziwiona takim wyznaniem.
-Przepraszam. Idiota ze mnie tak mi się jakoś wymsknęło.A tak w ogóle z kim mam przyjemność?
-[T.I.]. A ja?
-Louis... Louis Tomlinson.-przedstawił się.
Ahaa.. Ja muszę kończyć. Pa.- wymamrotałaś i nie czekając na odpowiedź zakończyłaś rozmowę.
Usiadłaś na łóżku z taką szybkością jakby ktoś chciał Ci podpalić włosy. Z niedowierzaniem patrzyłaś na telefon, dokładnie czytając numer ostatnio odebranego połączenia. Rzuciłaś telefon na pościel i wstałaś z łóżka. Chodziłaś w kółko trzymając się za głowę."Czy to możliwe? Czy to był ten sam Louis Tomlinson, który w piątej klasie siedział z tobą na historii; ten sam, z którym w przedszkolu bawiłaś się w Power Rangers; ten sam, którego nienawidziłaś i podkochiwałaś się w nim jednocześnie?
Resztę dnia spędziłaś na przeglądaniu fotek z podstawówki i próbując przypomnieć sobie jak najwięcej szczegółów i wydarzeń.
(dwa tygodnie później)
Wybierałaś się do centrum na drobne zakupy. Było ciepło, więc wyciągnęłaś z garażu swój rower i wyjechałaś na ulice. Kilka przecznic od twojego domu zauważyłaś z duży, czerwony bus z głośnikami na dachu, z których leciała muzyczka. Nagle rozległ się huk. Z przerażenia dosłownie zeskoczyłaś z roweru. Samochód zatrzymał się i wyszedł z niego kierowca. Obszedł auto dookoła po czym, jako i byłaś jedyną osobą w pobliżu, zwrócił się do ciebie:
-Przepraszam!-podeszłaś z rowerem bliżej.
-Słucham?
-Która godzina?-tym pytaniem facet kompletnie cię zdziwił.
-15:37 .-odpowiedziałaś sprawdzając na telefonie.
-Przepraszam, że tak pytam, ale telefon mi się rozładował, a nie noszę zegarka. -wytłumaczył z uśmiechem.
-Może pomogę?-zapytałaś życzliwe.
-Nie dziękuję, poradzimy sobie.
-Poradzimy?
-Oops. Chłopaki.. wygadałem się, wyłaźcie.-Mówiąc to puknął w okno busa.
Po chwili z auta wyłoniła się piątka chłopaków. Przyjrzałaś się im. Najbardziej skupiłaś wzrok na chłopaku spodniach 3/4 w kolorze jaskrawej zieleni. Zeskanowałaś jego twarz i właśnie teraz twój mózg szukał podobnych danych. Znalazł je. Teraz już wiedziałaś z kim możesz porównać tę twarz.
-Hej!-odezwałaś się po dłuższej chwili milczenia.- Bardzo mi kogoś przypominasz.-teraz zwróciłaś tylko do wcześniej "skanowanego" chłopaka.
-Hej! Kogo?-spytał tajemniczym głosem.
Podeszłaś bliżej.
-Louis Tomlinson?-spytałaś podejrzliwie.
-Taaak.-popatrzył na ciebie jak na kosmitkę.
-Trzy pytania: 1. 4-5 klasa, nazwisko babki od przyrody?
-Khrowell.
-2. Twoje przedszkole?
-Nursery School Baby Dwarf.
-3. Wymień cały skład przedszkolnej ekipy Power Rangers.
-Niebieski: Eddy Morew; zielony Jackson Reytto; czerwony ja; żółta [T.I. i N.]; różowa Emma Stoon.
Odpowiedział na wszystkie pytania bez zająknięcia.
-Okej.. Pozwól, że się przedstawię: [T.I. i N.] żółta rędżerka melduje swoją obecność.-przedstawiłaś się widząc jego zakłopotanie.
-Nie. Bez jaj! [T.I.]? O Matko! Nie poznałem cię.-uśmiechnął się i cię przytulił.
Dopiero teraz zauważyłaś jak pozostali się na was patrzą. Louis najwyraźniej też to zauważył, bo odwrócił się do wszystkich i obejmując cię ramieniem powiedział:
-To jest właśnie [T.I.], moja żona, o której wam opowiadałem.-nie widziałaś wyrazu twarzy Lou, ale widziałaś uśmiechy pozostałych. Każdy z nich podszedł do ciebie i się przedstawił, po czym cała piątka(Niall, Harry, Liam, Zayn, kierowca) poszła wymieniać koło, zostawiając ciebie i twojego kumpla z przedszkola. Usiedliście na krawężniku i rozpoczęliście rozmowę.
-Żona?-Louis wiedział o co pytasz.
-Chłopcy oglądali zdjęcia z przedszkola i podstawówki i na wielu byłaś ty. Robili żarty typu "Jacek i Barbara..." A ja żeby dali spokój to im nawymyślałem, że nawet się pobraliśmy tak na niby.
-Aaaaa-poczułaś się trochę urażona, bo to tak jakby sobie z ciebie żartowali.-I pewnie teraz mieli ze mnie polewkę?
-Nie skąd, oni wiedzą, że ich wkręcałem.
-Lou musimy jechać! - z za auta wyłonił się Zayn.-Miło cię było poznać [T.I.]!-pomachał ci i wszedł do samochodu.
Tomlinson podniósł się otrzepując spodnie.
-Ej, mogę coś sprawdzić?-zapytałaś.
-Yyy.. no dobraa.-zgodził się.
Wyciągnęłaś z kieszeni telefon i poszukałaś w zakładce "ostatnie połączenia" numeru, z którego być może dzwonił stojący obok Lou. Gdy znalazłaś już ten numer nacisnęłaś "połącz" i przyłożyłaś komórkę do ucha.
W tej samej chwili odezwał się telefon Louis'a. Chłopak odebrał i ze zdziwieniem odkrył, że to ty.
-Skąd masz mój numer?
-"Cześć Paul. Ja dzwonię w sprawie tego wywiadu co miał być przełożony"-zacytowałaś go.
-Haahaha.. Jakie szczęście, że to byłaś ty ! Powiedziałbym nawet, że przeznaczenie.-przytulił cię na pożegnanie i ruszył w stronę busa, w którym już dawno siedzieli chłopcy i kierowca. Odwrócił się pomachał ci i powiedział:
-Kocham cie!
-Co??-spytałaś zdruzgotana.
-Co? Nie nic.-i wsiadł do samochodu.
Auto ruszyło. Po chwili otworzyły się rozsuwane drzwi i pokazała się twarz Louis'a.
-Jeszcze wrócę! Czekaj na mnie!
Kierowca puścił do ciebie światło i skręcili w inną ulicę.
9 nad ranem,
leżałaś jeszcze w łóżku, gdy zadzwonił telefon. Nie odwracając się wymacałaś na szafce telefon, wcisnęłaś zieloną słuchawkę i przyłożyłaś do ucha.
-Halo. Cześć Paul. Ja dzwonię w sprawie tego wywiadu co miał być przełożony. - usłyszałaś w słuchawce.
-Nic nie wiem na ten temat.-powiedziałaś zmęczonym głosem.
-Sorka, Pomyłka. -wybełkotał głos po drugiej stronie słuchawki.-Dobrze, że nie widzisz jakiego spaliłem buraka.
-Aha.. Ale po co mi to mówisz?-spytałaś trochę zdziwiona takim wyznaniem.
-Przepraszam. Idiota ze mnie tak mi się jakoś wymsknęło.A tak w ogóle z kim mam przyjemność?
-[T.I.]. A ja?
-Louis... Louis Tomlinson.-przedstawił się.
Ahaa.. Ja muszę kończyć. Pa.- wymamrotałaś i nie czekając na odpowiedź zakończyłaś rozmowę.
Usiadłaś na łóżku z taką szybkością jakby ktoś chciał Ci podpalić włosy. Z niedowierzaniem patrzyłaś na telefon, dokładnie czytając numer ostatnio odebranego połączenia. Rzuciłaś telefon na pościel i wstałaś z łóżka. Chodziłaś w kółko trzymając się za głowę."Czy to możliwe? Czy to był ten sam Louis Tomlinson, który w piątej klasie siedział z tobą na historii; ten sam, z którym w przedszkolu bawiłaś się w Power Rangers; ten sam, którego nienawidziłaś i podkochiwałaś się w nim jednocześnie?
Resztę dnia spędziłaś na przeglądaniu fotek z podstawówki i próbując przypomnieć sobie jak najwięcej szczegółów i wydarzeń.
(dwa tygodnie później)
Wybierałaś się do centrum na drobne zakupy. Było ciepło, więc wyciągnęłaś z garażu swój rower i wyjechałaś na ulice. Kilka przecznic od twojego domu zauważyłaś z duży, czerwony bus z głośnikami na dachu, z których leciała muzyczka. Nagle rozległ się huk. Z przerażenia dosłownie zeskoczyłaś z roweru. Samochód zatrzymał się i wyszedł z niego kierowca. Obszedł auto dookoła po czym, jako i byłaś jedyną osobą w pobliżu, zwrócił się do ciebie:
-Przepraszam!-podeszłaś z rowerem bliżej.
-Słucham?
-Która godzina?-tym pytaniem facet kompletnie cię zdziwił.
-15:37 .-odpowiedziałaś sprawdzając na telefonie.
-Przepraszam, że tak pytam, ale telefon mi się rozładował, a nie noszę zegarka. -wytłumaczył z uśmiechem.
-Może pomogę?-zapytałaś życzliwe.
-Nie dziękuję, poradzimy sobie.
-Poradzimy?
-Oops. Chłopaki.. wygadałem się, wyłaźcie.-Mówiąc to puknął w okno busa.
Po chwili z auta wyłoniła się piątka chłopaków. Przyjrzałaś się im. Najbardziej skupiłaś wzrok na chłopaku spodniach 3/4 w kolorze jaskrawej zieleni. Zeskanowałaś jego twarz i właśnie teraz twój mózg szukał podobnych danych. Znalazł je. Teraz już wiedziałaś z kim możesz porównać tę twarz.
-Hej!-odezwałaś się po dłuższej chwili milczenia.- Bardzo mi kogoś przypominasz.-teraz zwróciłaś tylko do wcześniej "skanowanego" chłopaka.
-Hej! Kogo?-spytał tajemniczym głosem.
Podeszłaś bliżej.
-Louis Tomlinson?-spytałaś podejrzliwie.
-Taaak.-popatrzył na ciebie jak na kosmitkę.
-Trzy pytania: 1. 4-5 klasa, nazwisko babki od przyrody?
-Khrowell.
-2. Twoje przedszkole?
-Nursery School Baby Dwarf.
-3. Wymień cały skład przedszkolnej ekipy Power Rangers.
-Niebieski: Eddy Morew; zielony Jackson Reytto; czerwony ja; żółta [T.I. i N.]; różowa Emma Stoon.
Odpowiedział na wszystkie pytania bez zająknięcia.
-Okej.. Pozwól, że się przedstawię: [T.I. i N.] żółta rędżerka melduje swoją obecność.-przedstawiłaś się widząc jego zakłopotanie.
-Nie. Bez jaj! [T.I.]? O Matko! Nie poznałem cię.-uśmiechnął się i cię przytulił.
Dopiero teraz zauważyłaś jak pozostali się na was patrzą. Louis najwyraźniej też to zauważył, bo odwrócił się do wszystkich i obejmując cię ramieniem powiedział:
-To jest właśnie [T.I.], moja żona, o której wam opowiadałem.-nie widziałaś wyrazu twarzy Lou, ale widziałaś uśmiechy pozostałych. Każdy z nich podszedł do ciebie i się przedstawił, po czym cała piątka(Niall, Harry, Liam, Zayn, kierowca) poszła wymieniać koło, zostawiając ciebie i twojego kumpla z przedszkola. Usiedliście na krawężniku i rozpoczęliście rozmowę.
-Żona?-Louis wiedział o co pytasz.
-Chłopcy oglądali zdjęcia z przedszkola i podstawówki i na wielu byłaś ty. Robili żarty typu "Jacek i Barbara..." A ja żeby dali spokój to im nawymyślałem, że nawet się pobraliśmy tak na niby.
-Aaaaa-poczułaś się trochę urażona, bo to tak jakby sobie z ciebie żartowali.-I pewnie teraz mieli ze mnie polewkę?
-Nie skąd, oni wiedzą, że ich wkręcałem.
-Lou musimy jechać! - z za auta wyłonił się Zayn.-Miło cię było poznać [T.I.]!-pomachał ci i wszedł do samochodu.
Tomlinson podniósł się otrzepując spodnie.
-Ej, mogę coś sprawdzić?-zapytałaś.
-Yyy.. no dobraa.-zgodził się.
Wyciągnęłaś z kieszeni telefon i poszukałaś w zakładce "ostatnie połączenia" numeru, z którego być może dzwonił stojący obok Lou. Gdy znalazłaś już ten numer nacisnęłaś "połącz" i przyłożyłaś komórkę do ucha.
W tej samej chwili odezwał się telefon Louis'a. Chłopak odebrał i ze zdziwieniem odkrył, że to ty.
-Skąd masz mój numer?
-"Cześć Paul. Ja dzwonię w sprawie tego wywiadu co miał być przełożony"-zacytowałaś go.
-Haahaha.. Jakie szczęście, że to byłaś ty ! Powiedziałbym nawet, że przeznaczenie.-przytulił cię na pożegnanie i ruszył w stronę busa, w którym już dawno siedzieli chłopcy i kierowca. Odwrócił się pomachał ci i powiedział:
-Kocham cie!
-Co??-spytałaś zdruzgotana.
-Co? Nie nic.-i wsiadł do samochodu.
Auto ruszyło. Po chwili otworzyły się rozsuwane drzwi i pokazała się twarz Louis'a.
-Jeszcze wrócę! Czekaj na mnie!
Kierowca puścił do ciebie światło i skręcili w inną ulicę.
niedziela, 31 marca 2013
Harry
-No proszę pana! Bardzo proszę ! -zrobiłaś minkę a'la zbity pies.
-A co ty niby będziesz tam robić?-spytał już lekko poddenerwowany facet od wf-u.
-No nie wiem np. rozgrzeję chłopaków, będę pilnować ich rzeczy, będę kibicować, mogę być pana asystentką. Niech się pan zgodzi! Proszę!!-błagałaś.
-No dobra! Ale [T.I.] masz się dobrze spisać i nie przeszkadzać! Zrozumiano?
-Oczywiście.-zasalutowałaś.-Dziękuję bardzo!
Pan tylko machnął ręką.
Tak ! Właśnie udało ci się ubłagać pana Korcze, żeby wziąć cię na zawody koszykówki. W prawdzie grać nie będziesz, ale... właściwie to jeszcze nie wiesz co będziesz robiła. Na pewno będzie fajnie. No i ominie cię ta kartkówka matmy.
Z zamyślenia wyrwał cię głos Korcza:
-Okej. Autobus przyjechał ! Wszyscy do autobusu!
Ruszyłaś się z miejsca, wzięłaś torbę na ramię i poszłaś do busa. Gdy byłaś już w środku spojrzałaś na twarze współpodróżowiczów, byli to sami chłopcy. Znałaś ich chociażby nawet z widzenia, w końcu wszyscy byli z twojej szkoły. Usiadłaś sobie cichutko na pierwszym wolnym miejscu, twarzą do okna. Zaczynałaś już żałować, że jedziesz na te zawody. "No to będą mieli ze mnie polewkę" pomyślałaś. Ostatni do autobusu wszedł Korcz. Pod pachą trzymał gitarę, a w ręku butelkę wody. Wodę zostrawił na swoim siedzeniu, a z gitarą dosiadł się do ciebie. Wręczył ci gitarę i powiedział:
-Znalazłem dla ciebie robotę. Słyszałem, że umiesz grać. Zagraj coś pobudzającego do walki.-i wrócił na swoje miejsce.
Zastanowiłaś się co by tu zagrać. Po chwili zdecydowałaś, że zagrasz kilka szybkich akordów. Zaczęłaś nieśmiało szarpać struny. Gdy pozostali zaczęli rytmicznie klaskać nabrałaś pewności i grałaś z szerokim uśmiechem. Na tyle autobusu słychać było pierwsze, wymyślane słowa "hymnu" waszej szkoły. Po kolei przyłączało się więcej osób, również ty. niedługo potem cały autobus wyśpiewywał i układał słowa piosenki.
"(...)i każdy wie jak ma być,
dwa ostatnie słowa: Wygramy My!"
Po tych słowach ostatni raz szarpnęłaś struny i uniosłaś głowę by zobaczyć reakcje reszty. Wszyscy klaskali i wiwatowali. Wstałaś i zaniosłaś gitarę Korczy. Resztę drogi było równie wesoło, ponieważ chłopaki z tyłu wymyślali różne hasła i wygłaszali je na głos. Z twojej klasy jechało chyba z pięciu chłopaków, Ryan Jaymie, Harry, Stan i Ed, więc trochę z nimi dyskutowałaś, ale niedługo bo oni mieli swoje tematy. Zaraz potem dojechaliście na miejsce. Wysiedliście z autobusu i weszliście do "Sports Secondary School". Przed wejściem przywitała was mała, pulchniutka pani, która następnie zaprowadziła chłopaków do przebieralni. Ty z Korczem poszliście na od razu na halę. Rozejrzałaś się dookoła; wasza hala w porównaniu do tej to jakaś salka. Obróciłaś się bo dołączyli do ciebie chłopcy oraz Korcz.
-No to teraz kolejne zadanie dla ciebie.-zwrócił się do ciebie.-Masz mi chłopaków rozgrzać. Ta połowa boiska jest wasza macie ją do dyspozycji. Ja muszę coś jeszcze załatwić z tutejszym dyrektorem. Zaraz wrócę.
Chłopaki spojrzeli na ciebie ze zdziwieniem, w końcu nie byłaś jakimś genialnym sportowcem czy coś. "Okej no to trzeba się postarać" pomyślałaś i krzyknęłaś jedno z wymyślonych w autobusie haseł. Chłopcy uśmiechnęli się. Obowiązkowe było rozciąganie, słony sprinty itp. Pan Korcz wrócił po 15 minutach i zastał rozgrzaną i gotową do walki drużynę koszykarską.
Z głośników leciała już muzyka znacząca, że za chwilę na boisku pojawią się drużyny. Twoim ostatnim zadaniem było wpuszczanie zawodników na boisko. Każdemu zawodnikowi przybijałaś piątkę i odbierałaś bidon z wodą, który mieli w ręku. Nadeszła kolej na Harry'ego, szkolnego sportowca jak i również niezwykle przystojnego i najbardziej popularnego kolesia w szkole, byłby ideałem gdyby nie jego odrzucający charakter, koleś był po prostu mega zadufany w sobie i był z innej ligi. Harry podszedł do ciebie tak jak inni oddał ci swój bidon, a następnie spojrzał ci głęboko w oczy i.... pocałował. Nie wiedziałaś co zrobić, byłaś oszołomiona, a on jak gdyby nigdy nic przybił ci piątkę i pobiegł na mecz. Z pozostałymi też przybiłaś piątki i poszłaś na trybuny. Nie mogłaś się skupić na meczu, cały czas myślałaś o tym pocałunku. Po skończonym meczu, oczywiście wygranym, chłopcy poszli się przebrać, a ty z Korczem zbierałaś gratulacje i nagrody. Gdy chłopcy już wyszli z szatni ruszyliście do autobusu. Ktoś pociągnął cię za ramię, to Harry.
-Hej! Słuchaj możemy pogadać?-spytał.
-Dobra. Rozmawiajmy.
-Ale teraz? Może usiądziesz ze mną w autobusie. Ed się przesiądzie; co nie Ed?-zwrócił się do kumpla.
-Co?.. Yyy ...tak.-odpowiedział zaskoczony chłopak.
(w autobusie)
-Co to miało być, to przed meczem?-spytałaś Harry'ego.
-Wybacz, ale zrozum: już od jakiegoś czasu mi się podobasz i jeszcze jak grałaś i śpiewałaś, a potem ta rozgrzewka. Po prostu nie wytrzymałem.
-Taaa. Bo ci uwierzę. Szanowny waćpan kocha się w takiej.. w takiej.... osobie jak ja. Haha to jakiś żart?!
-Ale to prawda.-spuścił głowę.
Nie wiedziałaś, że taki bezwzględny i zadufany w sobie kolo ma jakieś uczucia.
-Przepraszam.-powiedziałaś.-Ale ty zawsze jesteś taki chłodny, tajemniczy, jakby cię nic nie obchodziło tylko ta koszykówka.
-Nie no spoko. Nie myślałem, że inni to tak odbierają.
-Wiesz: czasami chciałabym poznać twoją tajemnicę. Czy ty zawsze taki jesteś?
Całą drogę przegadaliście. Myślałaś, że to taka jednorazowa chwila kiedy się otworzył, a jutro,gdy pójdziesz do szkoły będzie tak samo jak przed tą rozmową. Ale tak nie było. Następnego dnia rano, gdy przekroczyłaś próg szkoły Harry już na ciebie czekał.. Podszedł, przywitał się i przytulił cię.
-Hej! Wiesz, że nie dokończyliśmy wczoraj wątku o moim zakochaniu.-i pokazał ząbki w najszczerszym uśmiechu jakim kiedykolwiek widziałaś na jego twarzy.
-A co ty niby będziesz tam robić?-spytał już lekko poddenerwowany facet od wf-u.
-No nie wiem np. rozgrzeję chłopaków, będę pilnować ich rzeczy, będę kibicować, mogę być pana asystentką. Niech się pan zgodzi! Proszę!!-błagałaś.
-No dobra! Ale [T.I.] masz się dobrze spisać i nie przeszkadzać! Zrozumiano?
-Oczywiście.-zasalutowałaś.-Dziękuję bardzo!
Pan tylko machnął ręką.
Tak ! Właśnie udało ci się ubłagać pana Korcze, żeby wziąć cię na zawody koszykówki. W prawdzie grać nie będziesz, ale... właściwie to jeszcze nie wiesz co będziesz robiła. Na pewno będzie fajnie. No i ominie cię ta kartkówka matmy.
Z zamyślenia wyrwał cię głos Korcza:
-Okej. Autobus przyjechał ! Wszyscy do autobusu!
Ruszyłaś się z miejsca, wzięłaś torbę na ramię i poszłaś do busa. Gdy byłaś już w środku spojrzałaś na twarze współpodróżowiczów, byli to sami chłopcy. Znałaś ich chociażby nawet z widzenia, w końcu wszyscy byli z twojej szkoły. Usiadłaś sobie cichutko na pierwszym wolnym miejscu, twarzą do okna. Zaczynałaś już żałować, że jedziesz na te zawody. "No to będą mieli ze mnie polewkę" pomyślałaś. Ostatni do autobusu wszedł Korcz. Pod pachą trzymał gitarę, a w ręku butelkę wody. Wodę zostrawił na swoim siedzeniu, a z gitarą dosiadł się do ciebie. Wręczył ci gitarę i powiedział:
-Znalazłem dla ciebie robotę. Słyszałem, że umiesz grać. Zagraj coś pobudzającego do walki.-i wrócił na swoje miejsce.
Zastanowiłaś się co by tu zagrać. Po chwili zdecydowałaś, że zagrasz kilka szybkich akordów. Zaczęłaś nieśmiało szarpać struny. Gdy pozostali zaczęli rytmicznie klaskać nabrałaś pewności i grałaś z szerokim uśmiechem. Na tyle autobusu słychać było pierwsze, wymyślane słowa "hymnu" waszej szkoły. Po kolei przyłączało się więcej osób, również ty. niedługo potem cały autobus wyśpiewywał i układał słowa piosenki.
"(...)i każdy wie jak ma być,
dwa ostatnie słowa: Wygramy My!"
Po tych słowach ostatni raz szarpnęłaś struny i uniosłaś głowę by zobaczyć reakcje reszty. Wszyscy klaskali i wiwatowali. Wstałaś i zaniosłaś gitarę Korczy. Resztę drogi było równie wesoło, ponieważ chłopaki z tyłu wymyślali różne hasła i wygłaszali je na głos. Z twojej klasy jechało chyba z pięciu chłopaków, Ryan Jaymie, Harry, Stan i Ed, więc trochę z nimi dyskutowałaś, ale niedługo bo oni mieli swoje tematy. Zaraz potem dojechaliście na miejsce. Wysiedliście z autobusu i weszliście do "Sports Secondary School". Przed wejściem przywitała was mała, pulchniutka pani, która następnie zaprowadziła chłopaków do przebieralni. Ty z Korczem poszliście na od razu na halę. Rozejrzałaś się dookoła; wasza hala w porównaniu do tej to jakaś salka. Obróciłaś się bo dołączyli do ciebie chłopcy oraz Korcz.
-No to teraz kolejne zadanie dla ciebie.-zwrócił się do ciebie.-Masz mi chłopaków rozgrzać. Ta połowa boiska jest wasza macie ją do dyspozycji. Ja muszę coś jeszcze załatwić z tutejszym dyrektorem. Zaraz wrócę.
Chłopaki spojrzeli na ciebie ze zdziwieniem, w końcu nie byłaś jakimś genialnym sportowcem czy coś. "Okej no to trzeba się postarać" pomyślałaś i krzyknęłaś jedno z wymyślonych w autobusie haseł. Chłopcy uśmiechnęli się. Obowiązkowe było rozciąganie, słony sprinty itp. Pan Korcz wrócił po 15 minutach i zastał rozgrzaną i gotową do walki drużynę koszykarską.
Z głośników leciała już muzyka znacząca, że za chwilę na boisku pojawią się drużyny. Twoim ostatnim zadaniem było wpuszczanie zawodników na boisko. Każdemu zawodnikowi przybijałaś piątkę i odbierałaś bidon z wodą, który mieli w ręku. Nadeszła kolej na Harry'ego, szkolnego sportowca jak i również niezwykle przystojnego i najbardziej popularnego kolesia w szkole, byłby ideałem gdyby nie jego odrzucający charakter, koleś był po prostu mega zadufany w sobie i był z innej ligi. Harry podszedł do ciebie tak jak inni oddał ci swój bidon, a następnie spojrzał ci głęboko w oczy i.... pocałował. Nie wiedziałaś co zrobić, byłaś oszołomiona, a on jak gdyby nigdy nic przybił ci piątkę i pobiegł na mecz. Z pozostałymi też przybiłaś piątki i poszłaś na trybuny. Nie mogłaś się skupić na meczu, cały czas myślałaś o tym pocałunku. Po skończonym meczu, oczywiście wygranym, chłopcy poszli się przebrać, a ty z Korczem zbierałaś gratulacje i nagrody. Gdy chłopcy już wyszli z szatni ruszyliście do autobusu. Ktoś pociągnął cię za ramię, to Harry.
-Hej! Słuchaj możemy pogadać?-spytał.
-Dobra. Rozmawiajmy.
-Ale teraz? Może usiądziesz ze mną w autobusie. Ed się przesiądzie; co nie Ed?-zwrócił się do kumpla.
-Co?.. Yyy ...tak.-odpowiedział zaskoczony chłopak.
(w autobusie)
-Co to miało być, to przed meczem?-spytałaś Harry'ego.
-Wybacz, ale zrozum: już od jakiegoś czasu mi się podobasz i jeszcze jak grałaś i śpiewałaś, a potem ta rozgrzewka. Po prostu nie wytrzymałem.
-Taaa. Bo ci uwierzę. Szanowny waćpan kocha się w takiej.. w takiej.... osobie jak ja. Haha to jakiś żart?!
-Ale to prawda.-spuścił głowę.
Nie wiedziałaś, że taki bezwzględny i zadufany w sobie kolo ma jakieś uczucia.
-Przepraszam.-powiedziałaś.-Ale ty zawsze jesteś taki chłodny, tajemniczy, jakby cię nic nie obchodziło tylko ta koszykówka.
-Nie no spoko. Nie myślałem, że inni to tak odbierają.
-Wiesz: czasami chciałabym poznać twoją tajemnicę. Czy ty zawsze taki jesteś?
Całą drogę przegadaliście. Myślałaś, że to taka jednorazowa chwila kiedy się otworzył, a jutro,gdy pójdziesz do szkoły będzie tak samo jak przed tą rozmową. Ale tak nie było. Następnego dnia rano, gdy przekroczyłaś próg szkoły Harry już na ciebie czekał.. Podszedł, przywitał się i przytulił cię.
-Hej! Wiesz, że nie dokończyliśmy wczoraj wątku o moim zakochaniu.-i pokazał ząbki w najszczerszym uśmiechu jakim kiedykolwiek widziałaś na jego twarzy.
__________________________________________________________
Wesołego i Mokrego Dyngusa Kochani!!! Pozdrawiam! ;**
piątek, 29 marca 2013
Special - imagif
(wracasz do domu, a tam czeka na ciebie Zayn)
T: Cześć Zayn! Co ty tu...
Z: Cześć. Muszę ci coś powiedzieć. Możemy się przejść?
Z: Nie!! Nie wchodź tam!
T: Zayn, spokojnie. Dobra chodźmy na ten spacer.
Z:
(jakiś czas później; stajecie przed sklepem z ubraniami)
T: No co chciałeś mi powiedzieć?
(wchodzicie do sklepu)
Z: HA ! Dobre pytanie. Zapomniałem.
T: I co teraz zrobimy?
Z: Poczekam aż mi się przypomni, a ty wybierz sobie coś ładnego.
T: Zayn, ale to jest strasznie drogi sklep.
Z: Bo zacznę krzyczeć.
T: Dobra, dobra! Ale tobie ma się przypomnieć.
Z: Oczywiście!
(po wyjściu z przymierzalni)
T: No i jak?
Z: Bierzemy!
T: Okej, to idę się przebrać.
Z: Nie! Zostań tak.
(płaci i wychodzicie)
T: Zayn i przypomniało ci się wreszcie?
Z: Niestety nie.
T: Dosyć tego! To jakieś podejrzane. Wracam do domu.
Z: Okej! To ja pójdę z tobą. No wiesz.. może mi się przypomni.
(pod twoim domem, gdy chcesz wejść do środka)
Z: Stop! Przecież ktoś mógł się włamać. Sprawdzę teren za chwilkę jestem.
(po 5 minutach czekania wchodzisz do domu; zapalasz światło)
W: Wszystkiego Najlepszego [T.I.] !!
Z: HA! I mi się przypomniało.
KONIEC!!! ;D
______________________________________________
Specjalnie dla was taka nowość! Pozdrawiam ..
PS.To mój pierwszy imagif więc proszę o wyrozumiałość. ;**
środa, 20 marca 2013
Liam
~Popatrzyłaś na licznik, zaledwie 50km/h, na takiej ślizgawce to i tak sporo. Wyprostowałaś wzrok. Z przeciwka z zawrotną szybkością nadjeżdżał Opel Vectra. Łatwo go było dostrzec; czarny lakier i przyciemniane szyby odróżniały się od białego puchu pokrywającego ziemię."Idiota" pomyślałaś. Auto szybko się zbliżało, było już około 30 metrów od twojego samochodu, gdy nagle wpadło w poślizg. Obróciło się wokół własnej osi zbaczając przy tym na twój pas. Hamowałaś lecz było już za późno. Przód Opla staranował twój wóz. Siła uderzenia była tak mocna, że wypchnęłoby cię do rowu, ale niestety stało tam drzewo. Jako ostatnie poczułaś jeszcze jak upadasz na kierownice.~
.........................................................................................................................................................
piszczy ci w głowie, nie zaraz. Z trudem podnosisz ciężkie powieki. Na początku pojawia się obraz rozmyty jak przez mgłę, z czasem kontury się wyostrzają i widzisz nieznane ci przedtem, jasne pomieszczenie. Leżysz na łóżku szpitalnym. Po twojej prawej stronie znajdują się trzy wielkie okna na całą ścianę, z lewej widok przesłaniała ci zielonkawa zasłona oddzielająca cię od reszty pokoju, a za to na wprost widzisz kobietę i mężczyznę gdzieś tak po czterdziestce. Oddziela cię od nich szyba, w którą lekko zapukała ów kobieta, gdy tylko zobaczyła, że na nią patrzysz. Oboje ci pomachali. Zakłopotana odwróciłaś wzrok, uniosłaś rękę i dotknęłaś czoła. strasznie bolała cię głowa. Chciałaś przesunąć ręką dalej lecz uświadomiłaś sobie dwie rzeczy:
1.Ruchy ogranicza ci kroplówka przypięta do twojej ręki.
2.Głowę masz owiniętą bandażem.
Spojrzałaś znów na tych ludzi za szybą, tym razem był z nimi jeszcze jeden facet ubrany w biały fartuch i z teczką w ręce. Rozmawiali krótką chwilkę po czym zniknęli ci z oczu po to by znów się pojawić, ale już przy twoim łóżku. Pan w białym fartuchu stanął nad twoim łóżkiem z uśmiechem i powiedział:
-Dzień dobry [T.I.]. Miło, że już się wybudziłaś. -"wybudziłaś? o co chodzi?"pomyślałaś-Nazywam się doktor Skrzak. Miałaś poważny wypadek, byłaś w śpiączce przez trzy tygodnie.
-Nic nie pamiętam. Ałaa-gdy mówiłaś ból głowy stawał się silniejszy.
-Zanik pamięci. Spokojnie za najwięcej tydzień wszystko wróci do normy. Oczywiście Państwo -zwrócił się teraz do tej dwójki- muszą córce pomóc, przypominać, opowiadać jakieś wydarzenia z jej życia.
-Ależ naturalnie, panie doktorze.-przytaknęli, z tego co wywnioskowałaś, twoi rodzice.
-To w takim razie ja was teraz zostawię samych, tylko niech państwo jej długo nie męczą, bo córka musi dużo wypoczywać. - powiedział i wyszedł.
Od "rodziców" dowiedziałaś się, że faktycznie są twoimi rodzicami, że (nie) masz rodzeństwo/a. Również powiedzieli ci ile masz lat, gdzie mieszkasz oraz, że masz chłopaka Scotta i przyjaciela Liama. Wyglądałaś słabo więc czule się z tobą pożegnali i wyszli.
(następny dzień)
-Dzień dobry! Jak się dzisiaj czujemy? Lepiej?-spytał wesoło pan Skrzak.
-Dzień dobry. Na pewno lepiej niż wczoraj. Tylko mi się nudzi.-odpowiedziałaś.
-To dobrze. A co do nudy to chyba będę mógł pomóc.
-Jak to?
-Masz gościa. Zawołać go?
-Tak oczywiście.-doktor już chciał wyjść.
-Proszę pana, a kto to? No wie pan, żebym nie popełniła gafy.-doktor odwrócił się znów w twoją stronę.
-Twój przyjaciel. Z tego co pamiętam to chyba Liam.-puścił do ciebie oczko i wyszedł.
'Ten lekarz jest całkiem spoko. Taki na luzie."pomyślałaś. Usłyszałaś jak drzwi sali się otwierają, spojrzałaś w ich kierunku. Do twojego łóżka podszedł brązowooki brunet ubrany szare jeansy i szarą bluzkę z niebieskimi rękawami. Uśmiechnął się na twój widok:
-Cześć! Pamiętasz mnie?
-Hej! Liam tak?-odpowiedziałaś.
-Tak. Czyli mnie pamiętasz?.
-Szczerze to niezbyt, ale mi lekarz trochę podpowiedział. Nie gniewaj się.-powiedziałaś słodko, mrugając rzęsami.
-Jasne. -uśmiechnął się, wyciągnął z pod twojego łóżka stołek i usiadł na nim.-Mam specjalną misję!-popatrzyłaś na niego pytająco.-Muszę przypomnieć ci wszystkie rzeczy, o których wiemy tylko my i ogólnie wydarzenia związanie głównie z twoimi znajomymi.
-Okej! Jestem gotowa, mów. Postaram się wszystko wchłonąć jak gąbka.- <heh>
-Więc tak: studiujesz prawo na drugim roku, masz chłopaka Scotta, z którym obecnie mieszkasz, z tego co wiem to mnie nienawidzisz..
-Jak to? Myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi?-przerwałaś mu.
-Nie! My jesteśmy jak rodzeństwo często się kłócimy, ale i tak się kochamy.
-A aa.-pokiwałaś głową ze zrozumieniem.
A więc twój "brat"opowiedział ci jeszcze kilka rzeczy po czym znów usłyszałaś dźwięk otwieranych drzwi. Pomyślałaś, że to lekarz, bo przecież nie leżałaś sama na sali. Myliłaś się do sali wszedł blondyn z rozwianą czupryną, w skórzanej kurtce, dżinsowych rurkach. Gzy się zbliżał zauważyłaś, że ma czarne glany. W końcu chłopak dotarł do swego celu, a było nim twoje łóżko. Przywitał się z Liam'em, a następnie pochylił się i pocałował cię w czoło.<byłaś trochę zmieszana>
-Cześć kochanie!-powiedział do ciebie.-Jestem Scott. Pamiętasz mnie?-dodał widząc pytajniki w twoich oczach.
-Oh, Liam i rodzice mi o tobie mówili. Wybacz nie pamiętałam jak dokładnie wyglądasz.
- Rozumiem, nie przejmuj się, poradzimy sobie.
Rodzice i chłopcy na zmianę przez dwa tygodnie przychodzili do ciebie w odwiedziny, więc ani chwili się nie nudziłaś. Mimo, że Scott wbrew pozorom to bardzo ciekawy i śmieszny chłopak, to lepiej dogadywałaś się Liam'em. Nie wiedziałaś czy to przez to, że po wypadku musiałaś poznawać ich od nowa i może bardziej zachęciło cię jego wnętrze, czy może dlatego, że znaczył dla ciebie coś więcej już od początku. Nie byłaś w stanie sobie tego przypomnieć.
(ostatni dzień w szpitalu)
Usiadłaś na łóżku, otworzyłaś szufladkę twojej szafki i sięgnęłaś po telefon. Następnie odszukałaś w kontaktach numer twojego chłopaka, nacisnęłaś zieloną słuchawkę po czym przyłożyłaś komórkę do ucha.
-Halo.-odezwał się głos po drugiej stronie słuchawki.
-Cześć, Scott! -przywitałaś się.
-Cześć, [T.I.]. Coś się stało? Czegoś Ci trzeba?
-Nie. Chciałam tylko spytać czy będziesz u mnie dzisiaj?
-Tak, będę o 14. A dlaczego pytasz?
-Bo chciałam z tobą pogadać. To co? Do zobaczenia.
-A.. -chciał coś powiedzieć-Do zobaczenia! Pa.
-Pa.-powiedziałaś lecz już się rozłączył.
Przez czas czekania ucięłaś sobie miłą pogawędkę z sąsiadką z sali. Trochę przed 14 Scott już siedział przy twoim łóżku. Usiadłaś po turecku na kołdrze, chwyciłaś dłonie chłopaka i spojrzałaś mu w oczy, w których można było zobaczyć zaniepokojenie.
-Scott..-zaczęłaś.-chodziliśmy ze sobą półtorej roku, gdy wydarzył się ten wypadek. Byliśmy bardzo szczęśliwi, wiem to. Ale teraz nie jestem wstanie odbudować między nami tak silnej więzi.
-Czyli??
-Czyli gdzieś po drodze od tego wypadku do dziś pogubiłam kawałki naszej wielkiej miłości i teraz, w tej chwili został mi tylko taki mały kawałek.-wepchnęłaś mu do ręki srebrną koniczynkę i zamknęłaś jego dłonie.-Ta pozostała miłość to miłość przyjacielska. Chciałam przez to powiedzieć, że z.. z nami koniec i zależy mi na tym byśmy zostali przyjaciółmi. Wiem, że zawsze się tak mówi, ale ja naprawdę cię kocham; jak przyjaciela.
Chłopak spojrzał w dół i uwolnił dłonie z twojego uścisku, po czym otworzył je i dokładnie przyjrzał się "kawałkowi waszej miłości". Podniósł głowę i powiedział:
-Kocham cię i dlatego chciałbym, żebyśmy zostali chociaż przyjaciółmi.
-Cieszę się.
Chciał skraść twój ostatni pocałunek lecz odwróciłaś głowę i cmoknął cię tylko w policzek. Za to ty wstałaś z łóżka i czule go przytuliłaś. Odwzajemnił uścisk. Po jakiejś minucie odsunęłaś się i wystawiłaś żółwika.
-To co? Przyjaciele?-zapytałaś z uśmiechem.
-Przyjaciele!
(dzień wyjścia ze szpitala)
Liam przyjechał po ciebie o 12.
-Cześć dziewczyny!!-wykrzyczał wchodząc do dobrze już znanej mu sali numer 5.
Wszystkie twoje koleżanki z sali od razu mu odpowiedziały. Ty pakowałaś jeszcze ostatnie rzeczy. Liam podszedł od tyłu i szybko zarzucił ci na głowę kaptur tak, że nic ie widziałaś.
-Ej! Dobra przeprasza: Cześć! -powiedziałaś.
-Długo jeszcze ?-spytał puszczając kaptur byś mogła go zrzucić.
-Już idę do recepcji.
-Okej! To ja wezmę twoją torbę i idę do samochodu. Do widzenia, Paniom!-pożegnał się z dziewczynami i wyszedł.
Ja też się z każdą pożegnałam i podążyłam w kierunku recepcji. Pani tam pracująca dała ci do podpisania jakieś papierki po czym wręczyła ci wypis i teczkę z dokumentami. Podziękowałaś i wyszłaś przed budynek. Rozejrzałaś się po parkingu w odnalezienia auta twojego przyjaciela Liam'a. Zauważyłaś go machającego do ciebie i poszłaś w jego stronę. Gdy byłaś już blisko Liam schował się do samochodu, by za chwilę z niego wyjść z wielkim bukietem tulipanów. Widząc to nabrałaś szybkości i z rozbiegu rzuciłaś mu się na szyję, oplatając go w pasie nogami. Chłopak nie był w stanie utrzymać równowagi i był zmuszony postawić cię na ziemi.
-Witam na wolności!-powiedział wręczając ci kwiaty-[T.I.] chciałbym ci coś powiedzieć: Kocham Cię!
Nie odpowiedziałaś tylko podeszłaś bliżej objęłaś go i pocałowałaś.
(5 lat później)
Jesteś już od trzech lat żoną Liam'a, macie dwuletnią córeczkę i miesięcznego chłopczyka. Macie swój własny wymarzony domek z ogrodem i psem. Scott wyjechał do Dublina i ma tam dziewczynę, ale nadal utrzymujecie ze sobą kontakt.
.........................................................................................................................................................
piszczy ci w głowie, nie zaraz. Z trudem podnosisz ciężkie powieki. Na początku pojawia się obraz rozmyty jak przez mgłę, z czasem kontury się wyostrzają i widzisz nieznane ci przedtem, jasne pomieszczenie. Leżysz na łóżku szpitalnym. Po twojej prawej stronie znajdują się trzy wielkie okna na całą ścianę, z lewej widok przesłaniała ci zielonkawa zasłona oddzielająca cię od reszty pokoju, a za to na wprost widzisz kobietę i mężczyznę gdzieś tak po czterdziestce. Oddziela cię od nich szyba, w którą lekko zapukała ów kobieta, gdy tylko zobaczyła, że na nią patrzysz. Oboje ci pomachali. Zakłopotana odwróciłaś wzrok, uniosłaś rękę i dotknęłaś czoła. strasznie bolała cię głowa. Chciałaś przesunąć ręką dalej lecz uświadomiłaś sobie dwie rzeczy:
1.Ruchy ogranicza ci kroplówka przypięta do twojej ręki.
2.Głowę masz owiniętą bandażem.
Spojrzałaś znów na tych ludzi za szybą, tym razem był z nimi jeszcze jeden facet ubrany w biały fartuch i z teczką w ręce. Rozmawiali krótką chwilkę po czym zniknęli ci z oczu po to by znów się pojawić, ale już przy twoim łóżku. Pan w białym fartuchu stanął nad twoim łóżkiem z uśmiechem i powiedział:
-Dzień dobry [T.I.]. Miło, że już się wybudziłaś. -"wybudziłaś? o co chodzi?"pomyślałaś-Nazywam się doktor Skrzak. Miałaś poważny wypadek, byłaś w śpiączce przez trzy tygodnie.
-Nic nie pamiętam. Ałaa-gdy mówiłaś ból głowy stawał się silniejszy.
-Zanik pamięci. Spokojnie za najwięcej tydzień wszystko wróci do normy. Oczywiście Państwo -zwrócił się teraz do tej dwójki- muszą córce pomóc, przypominać, opowiadać jakieś wydarzenia z jej życia.
-Ależ naturalnie, panie doktorze.-przytaknęli, z tego co wywnioskowałaś, twoi rodzice.
-To w takim razie ja was teraz zostawię samych, tylko niech państwo jej długo nie męczą, bo córka musi dużo wypoczywać. - powiedział i wyszedł.
Od "rodziców" dowiedziałaś się, że faktycznie są twoimi rodzicami, że (nie) masz rodzeństwo/a. Również powiedzieli ci ile masz lat, gdzie mieszkasz oraz, że masz chłopaka Scotta i przyjaciela Liama. Wyglądałaś słabo więc czule się z tobą pożegnali i wyszli.
(następny dzień)
-Dzień dobry! Jak się dzisiaj czujemy? Lepiej?-spytał wesoło pan Skrzak.
-Dzień dobry. Na pewno lepiej niż wczoraj. Tylko mi się nudzi.-odpowiedziałaś.
-To dobrze. A co do nudy to chyba będę mógł pomóc.
-Jak to?
-Masz gościa. Zawołać go?
-Tak oczywiście.-doktor już chciał wyjść.
-Proszę pana, a kto to? No wie pan, żebym nie popełniła gafy.-doktor odwrócił się znów w twoją stronę.
-Twój przyjaciel. Z tego co pamiętam to chyba Liam.-puścił do ciebie oczko i wyszedł.
'Ten lekarz jest całkiem spoko. Taki na luzie."pomyślałaś. Usłyszałaś jak drzwi sali się otwierają, spojrzałaś w ich kierunku. Do twojego łóżka podszedł brązowooki brunet ubrany szare jeansy i szarą bluzkę z niebieskimi rękawami. Uśmiechnął się na twój widok:
-Cześć! Pamiętasz mnie?
-Hej! Liam tak?-odpowiedziałaś.
-Tak. Czyli mnie pamiętasz?.
-Szczerze to niezbyt, ale mi lekarz trochę podpowiedział. Nie gniewaj się.-powiedziałaś słodko, mrugając rzęsami.
-Jasne. -uśmiechnął się, wyciągnął z pod twojego łóżka stołek i usiadł na nim.-Mam specjalną misję!-popatrzyłaś na niego pytająco.-Muszę przypomnieć ci wszystkie rzeczy, o których wiemy tylko my i ogólnie wydarzenia związanie głównie z twoimi znajomymi.
-Okej! Jestem gotowa, mów. Postaram się wszystko wchłonąć jak gąbka.- <heh>
-Więc tak: studiujesz prawo na drugim roku, masz chłopaka Scotta, z którym obecnie mieszkasz, z tego co wiem to mnie nienawidzisz..
-Jak to? Myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi?-przerwałaś mu.
-Nie! My jesteśmy jak rodzeństwo często się kłócimy, ale i tak się kochamy.
-A aa.-pokiwałaś głową ze zrozumieniem.
A więc twój "brat"opowiedział ci jeszcze kilka rzeczy po czym znów usłyszałaś dźwięk otwieranych drzwi. Pomyślałaś, że to lekarz, bo przecież nie leżałaś sama na sali. Myliłaś się do sali wszedł blondyn z rozwianą czupryną, w skórzanej kurtce, dżinsowych rurkach. Gzy się zbliżał zauważyłaś, że ma czarne glany. W końcu chłopak dotarł do swego celu, a było nim twoje łóżko. Przywitał się z Liam'em, a następnie pochylił się i pocałował cię w czoło.<byłaś trochę zmieszana>
-Cześć kochanie!-powiedział do ciebie.-Jestem Scott. Pamiętasz mnie?-dodał widząc pytajniki w twoich oczach.
-Oh, Liam i rodzice mi o tobie mówili. Wybacz nie pamiętałam jak dokładnie wyglądasz.
- Rozumiem, nie przejmuj się, poradzimy sobie.
Rodzice i chłopcy na zmianę przez dwa tygodnie przychodzili do ciebie w odwiedziny, więc ani chwili się nie nudziłaś. Mimo, że Scott wbrew pozorom to bardzo ciekawy i śmieszny chłopak, to lepiej dogadywałaś się Liam'em. Nie wiedziałaś czy to przez to, że po wypadku musiałaś poznawać ich od nowa i może bardziej zachęciło cię jego wnętrze, czy może dlatego, że znaczył dla ciebie coś więcej już od początku. Nie byłaś w stanie sobie tego przypomnieć.
(ostatni dzień w szpitalu)
Usiadłaś na łóżku, otworzyłaś szufladkę twojej szafki i sięgnęłaś po telefon. Następnie odszukałaś w kontaktach numer twojego chłopaka, nacisnęłaś zieloną słuchawkę po czym przyłożyłaś komórkę do ucha.
-Halo.-odezwał się głos po drugiej stronie słuchawki.
-Cześć, Scott! -przywitałaś się.
-Cześć, [T.I.]. Coś się stało? Czegoś Ci trzeba?
-Nie. Chciałam tylko spytać czy będziesz u mnie dzisiaj?
-Tak, będę o 14. A dlaczego pytasz?
-Bo chciałam z tobą pogadać. To co? Do zobaczenia.
-A.. -chciał coś powiedzieć-Do zobaczenia! Pa.
-Pa.-powiedziałaś lecz już się rozłączył.
Przez czas czekania ucięłaś sobie miłą pogawędkę z sąsiadką z sali. Trochę przed 14 Scott już siedział przy twoim łóżku. Usiadłaś po turecku na kołdrze, chwyciłaś dłonie chłopaka i spojrzałaś mu w oczy, w których można było zobaczyć zaniepokojenie.
-Scott..-zaczęłaś.-chodziliśmy ze sobą półtorej roku, gdy wydarzył się ten wypadek. Byliśmy bardzo szczęśliwi, wiem to. Ale teraz nie jestem wstanie odbudować między nami tak silnej więzi.
-Czyli??
-Czyli gdzieś po drodze od tego wypadku do dziś pogubiłam kawałki naszej wielkiej miłości i teraz, w tej chwili został mi tylko taki mały kawałek.-wepchnęłaś mu do ręki srebrną koniczynkę i zamknęłaś jego dłonie.-Ta pozostała miłość to miłość przyjacielska. Chciałam przez to powiedzieć, że z.. z nami koniec i zależy mi na tym byśmy zostali przyjaciółmi. Wiem, że zawsze się tak mówi, ale ja naprawdę cię kocham; jak przyjaciela.
Chłopak spojrzał w dół i uwolnił dłonie z twojego uścisku, po czym otworzył je i dokładnie przyjrzał się "kawałkowi waszej miłości". Podniósł głowę i powiedział:
-Kocham cię i dlatego chciałbym, żebyśmy zostali chociaż przyjaciółmi.
-Cieszę się.
Chciał skraść twój ostatni pocałunek lecz odwróciłaś głowę i cmoknął cię tylko w policzek. Za to ty wstałaś z łóżka i czule go przytuliłaś. Odwzajemnił uścisk. Po jakiejś minucie odsunęłaś się i wystawiłaś żółwika.
-To co? Przyjaciele?-zapytałaś z uśmiechem.
-Przyjaciele!
(dzień wyjścia ze szpitala)
Liam przyjechał po ciebie o 12.
-Cześć dziewczyny!!-wykrzyczał wchodząc do dobrze już znanej mu sali numer 5.
Wszystkie twoje koleżanki z sali od razu mu odpowiedziały. Ty pakowałaś jeszcze ostatnie rzeczy. Liam podszedł od tyłu i szybko zarzucił ci na głowę kaptur tak, że nic ie widziałaś.
-Ej! Dobra przeprasza: Cześć! -powiedziałaś.
-Długo jeszcze ?-spytał puszczając kaptur byś mogła go zrzucić.
-Już idę do recepcji.
-Okej! To ja wezmę twoją torbę i idę do samochodu. Do widzenia, Paniom!-pożegnał się z dziewczynami i wyszedł.
Ja też się z każdą pożegnałam i podążyłam w kierunku recepcji. Pani tam pracująca dała ci do podpisania jakieś papierki po czym wręczyła ci wypis i teczkę z dokumentami. Podziękowałaś i wyszłaś przed budynek. Rozejrzałaś się po parkingu w odnalezienia auta twojego przyjaciela Liam'a. Zauważyłaś go machającego do ciebie i poszłaś w jego stronę. Gdy byłaś już blisko Liam schował się do samochodu, by za chwilę z niego wyjść z wielkim bukietem tulipanów. Widząc to nabrałaś szybkości i z rozbiegu rzuciłaś mu się na szyję, oplatając go w pasie nogami. Chłopak nie był w stanie utrzymać równowagi i był zmuszony postawić cię na ziemi.
-Witam na wolności!-powiedział wręczając ci kwiaty-[T.I.] chciałbym ci coś powiedzieć: Kocham Cię!
Nie odpowiedziałaś tylko podeszłaś bliżej objęłaś go i pocałowałaś.
(5 lat później)
Jesteś już od trzech lat żoną Liam'a, macie dwuletnią córeczkę i miesięcznego chłopczyka. Macie swój własny wymarzony domek z ogrodem i psem. Scott wyjechał do Dublina i ma tam dziewczynę, ale nadal utrzymujecie ze sobą kontakt.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)














.jpg)

