Pracując w tak dużej korporacji jak People Aim High, twoje umiejętności były niskiego poziomu. I właśnie dlatego Simson wysłał cię(oraz czwórkę innych pracowników z działu komunikacji) na trzydniowe szkolenie języka francuskiego oraz rachunków. Nie wiedziałaś, niby w czym ci to może pomóc, ale okej.Pojechaliście pociągiem: ty, Berta, Asteya i Dagmara. Gdy dotarliście na miejsce okazało się, że mieliście wynajęte pokoje w dużym, eleganckim hotelu. Był to żółty, trzypiętrowy budynek w kształcie prostokąta. Główne drzwi wejściowe znajdowały się dokładnie na środku, jakby ktoś specjalnie liczył cegły. Do wejścia prowadziła cudna wyłożona kostką ścieżka, która oplatała hotel dookoła i prowadziła, również niewielkiego sadu; ogródka; czy jak to nazwać. Weszłyście do środka i skierowałyście się do recepcji, gdzie powitał was uprzejmie uroczy mulat. Był mniej więcej w twoim wieku.
-Dzień dobry. W czym mogę panią pomóc?-spytał promiennie.
Ponieważ z całego towarzystwa ty byłaś najbardziej zaufana, to tobie Simson powierzył rolę odebrania kluczy i w ogóle. Wyjęłaś więc z torby jakiś świstek papieru, który twój szef kazał ci wręczyć w recepcji.
-Miałyśmy tu zarezerwowane pokoje.-powiedziałaś i wręczyłaś papier chłopakowi.
-Aha... Rozumiem. No na to szkolenie. Pokoje:197,198, 199 i 202.-wymieniał wręczając po kolei kluczyki twoim koleżankom z pracy, w związku z tym tobie został pokój numer 202. Nie przeszkadzało ci to, bo z doświadczenia wiedziałaś, że pokoje mogą różnić się jedynie numerem drzwi. Koleżanki nie czekając na ciebie już poszły do swoich pokoi, a ty chowając kluczyk i ten papier, który wrócił do ciebie, po podstęplowaniu go przez recepcjonistę, chwyciłaś walizkę i ruszyłaś do windy. Weszłaś do środka i nacisnęłaś "2". Po chwili winda otworzyła się na odpowiednim piętrze, a ty doczłapałaś się do twojego pokoju i przekręcając kluczyk w zamku, weszłaś do środka. Przywitał cię miły dla oka widok dużego, (jak od razu sprawdziłaś) wygodnego łoża zaścielonego śnieżno-białą pościelą. Obok niego stała mała szafeczka nocna, a w przeciwległym końcu pokoju stała szafa i komoda, nad którymi wisiał obraz jakiegoś jeziora. Ściany na pierwszy rzut oka wydawały się białe, ale jakby to zobaczył fachowiec rzekłby, że są śmietankowe. Po obejrzeniu pokoju głównego, udałaś się do łazienki, do której skręcało się przy drzwiach. Warunki w niej były trochę gorsze niż w pokoju, ale może ci się tak wydawało, bo nigdy nie lubiłaś hotelowych łazienek. Wyszłaś z łazienki, by sprawdzić, o której macie dzisiaj to szkolenie. Sięgnęłaś do torebki po świstek z planem całego szkolenia. Dzisiaj odbywało się ono o 14:00. Spojrzałaś na zegarek wiszący nad drzwiami, którego wcześniej nie zauważyłaś. Była 13:35. Miałaś mało czasu, więc przemyłaś twarz zimną wodą i przebrałaś się w to. Jak skończyłaś było za dziesięć, dlatego złapałaś telefon i trochę kasy, wepchnęłaś do kieszeni, a następnie wyszłaś na korytarz. Gdy zmierzałaś do windy, ze swojego pokoju wychodziła właśnie Dagmara, przyłączyła się do ciebie i razem pojechałyście na dół. Szkolenie odbywało się w sali konferencyjnej, do której szło się przez salę bankietową. Na środku znajdował się duży stół poobstawiany krzesłami. Pozostałe krzesła stały pod ścianą. Połowa miejsc już była zajęta, więc znalazłaś wolne miejsce i usiadłaś. Dagmara usiadła się obok. W ciągu pięciu minut przyszły jeszcze Berta i Asteya i wszytkie miejsca zaczęły się zapełniać. Na końcu przyszedł facet prowadzący te zajęcia. Dwie godziny były "gadane", potem pół godziny przerwy na obiad, a potem znów dwie godziny tylko tym razem w praktyce. Skończyło się za piętnaście siódma z powodu przeciągnięcia. Głodna od razu udałaś się na lewo do restauracji i zamówiłaś naleśniki z polewą jabłkową.
Gdy wracałaś do pokoju po jego drzwiami stały twoje odstawione koleżanki z pracy.
-Hej [T.I.]. Idziesz z nami na imprezę?- spytały.
-Niee dopiero co wróciłam, jeszcze nie zdążyłam się odświeżyć i jestem zmęczona.
-No co ty, [T.I.]. No prosimy. Chyba nie będziesz tu sama siedzieć.- nalegały.
-No dobra, dobra.-dałaś się przekonać.-To idźcie, a ja się ogarnę i do was dołączę.
-Okej.-uśmiechnęły się.-To pamiętaj w sali balowej, to z windy skręcasz w prawo i na końcu korytarza.
Chciałaś odpowiedzieć, ale już popędziły do windy. Otworzyłaś drzwi i weszłaś do środka. Miałaś ochotę rzucić się na łóżko i wstać dopiero rano, ale trudno obiecałaś, to trzeba słowa dotrzymać. Zdejmując po drodze buty poszurałaś do łazienki. Wzięłaś długi, ciepły prysznic, umyłaś zęby, zmieniłaś fryzurę z warkocza na luźnego koka i udałaś się do szafy by wybrać stój. Założyłaś to i udałaś się na dół do sali balowej.
Weszłaś do wielkiej sali oświetlonej różnokolorowymi światłami i od razu twoich uszu uderzyła fala głośnej muzyki. Kątem oka zauważyłaś przy barze Bertę klejącą się do jakiegoś chłopaka. Dalej na sofach przy sceny siedziały pozostałe dwie dziewczyny popijające drinki. Gdy się do nich do siadłaś, zauważyłaś, że są już nieźle nawalone. Bredziły coś pod nosem, a po chwili Daga zwróciła się do ciebie:
-Czekaj chwile. - i powlokła się gdzieś.
Asteya cały ten czas hihotała do siebie.
Podszedł do ciebie jakiś mięśniak w obcisłej koszulce, ewidentnie po 'paru' piwach. Po chwili zza jego pleców wyłoniła się Daga.
-[T.I.], to jest Max.-chłopak spojrzał na ciebie ze 'słodką' minką.-On chciałby z tobą zatańczyć.-wyciągnął do ciebie rękę czekając, aż podasz mu swą dłoń.
-No dobrze.-wstałaś i podałaś mu rękę.
Nie wygląda na żadnego dresiarza czy coś to po prostu chłopak, który dba o siebie. Jednak alkohol zrobił swoje i już podczas pierwszego tańca ziomek był bardzo natarczywy. Cały czas się łasił i próbował cię pocałować. Dobra jeden taniec wytrwałaś, ale gdy zaczynał się drugi, a gościu nie zamierzał się od ciebie oderwać, zwróciłaś się do niego:
-Max? Czy mogłabym cię poprosić, żebyś przyniósł mi coś do picia?
-Oczywiście. Już lecę.
-Poczekaj. Ja będę w toalecie, więc to może trochę potrwać, to w tym czasie poczekaj sobie z kolegami. Okey?
-Dobrze, kotku!-aż cię ciarki przeszły na słowo "kotku".
Co on sobie wyobrażał nawet się nie znaliście. Korzystając z okazji chciałaś czmychnąć do pokoju, ale niestety zaczepiły cię koleżanki, a twój parter taneczny szybko powrócił. Chciał zatańczyć kolejny taniec, ale ty nie miałaś już ochoty, wtedy chwycił cię tak mocno za nadgarstki, że nie mogłaś mu się sprzeciwić i wyciągnął cię na parkiet. Tym razem odległość między wami była.., właściwie w ogóle jej nie było. Kołysaliście się po woli to w prawo, to w lewo, a jego dłonie zjeżdżały coraz niżej. W ustach tarmosił twoje włosy. To było już przerażające. Chciałaś jak najszybciej się z tamtąt wydostać, ale ruchy ograniczało ci jego umięśnione ciało tulące się do ciebie. Miałaś ochotę ryczeć. W końcu udało ci się dostać do sof pod pretekstem chęci napicia się. Na szczęście podeszła do Maxa jakaś laska i zaczęła go całować, skorzystałaś z okazji i rzuciłaś się pędem do wyjścia. On widząc to dosłownie odrzucił tą dziewczynę na bok i ruszył za tobą.
Wybiegłaś z tej sali i pobiegłaś korytarzem wprost na hol główny, chciałaś wsiąść do windy, ale była zajęta. Panikowałaś, nie wiedziałaś co teraz, nagle zobaczyłaś, że w recepcji nikogo nie ma i schowałaś się pod ladą z trudem opanowując płacz. Usłyszałaś szybkie kroki i odgłosy naciskania guzika windy, a potem dreptania po schodach. Wyjrzałaś jednym okiem i zobaczyłaś Maxa pędzącego na górę. Pewnie dziewczyny powiedziały mu gdzie jest twój pokój. Byłaś przerażona przecież do pokoju teraz nie wrócisz, bo on na pewno tam będzie. Rozpłakałaś się, dając ujście emocją. Nawet nie usłyszałaś odgłosu otwierającej się windy. Po chwili ktoś stanął nad tobą, po czym od razu przykucnął, to był ten recepcjonista, który wydawał ci dzisiaj kluczyk.
-Co się stało?-zapytał troskliwie.
-N-n-nic.-wybełkotałaś.
-No przecież widzę.-odgarnął ci włosy z czoła.
Nie wytrzymałaś i przytuliłaś się do niego jeszcze głośniej szlochając. Zaskoczony nie wiedział co ma zrobić, ale potem sam cię objął i pogłaskał po włosach.
-Spokojnie wszytko będzie dobrze. Jak masz na imię?-spytał.
-[T.I.]-wydusiłaś prze łzy.
-Ja Zayn. Chodź, [T.I.]! Wstań.-pomógł ci wstać.
Nadal nie wypuszczałaś go z objęć. W końcu odsunął się od ciebie, starł łzy z twoich policzków i spojrzał ci w oczy. Oprzytomniałaś na widok jego ślicznych, brązowych tęczówek.
-Przepraszam. -powiedziałaś już spokojniej.
-Okej to mi teraz opowiedz co się stało.
Opowiedziałaś mu całą historię dalej lekko drżąc. On po wysłuchaniu całej historii rzekł:
-Jesteś już zmęczona i roztrzęsiona, a ja mam tu jeszcze trochę roboty. Chodź, zaprowadzę cię do pokoju i się zdrzemniesz.
-Nie! Nie chcę tam jeszcze wracać. Mogę tu zostać i ci pomóc?-błagałaś.
-Oczywiście, jeśli tylko chcesz.
Dał ci jakieś świstki do podstęplowywani, a sam zabrał się za układanie jakiś papierów. Cały czas gadaliście i dobrze się bawiliście. Nie wiadomo kiedy uwinęliście się z wszystkim. Było w pół do dwunastej.
-No teraz to już muszę cię odprowadzić.-wziął cię za rękę i pociągnął w kierunku windy.
-Chodźmy schodami..-poprosiłaś.
Czułaś, że masz już maślane oczy i modliłaś się, żeby on tego nie zauważył, a jednocześnie chciałaś jak najwięcej spędzić z nim czasu. To dziwne, ale Zayn'a znałaś kilka godzin (no nie licząc porannej wizyty w rejestracji), a już mogłaś powiedzieć, że go kochasz. Nigdy wcześniej tak nie miałaś czułaś się przy nim taka bezpieczna i potrzebna.
Byłaś tak zapatrzona w Zayn'a i pogrążona w swoich myślach, że nie zauważyłaś, że już jesteście pod drzwiami twojego pokoju. Czekała tam niemiła niespodzianka. Pod drzwiami leżał upity Max. Słysząc was zaczął się podnosić, a gdy zobaczył Zayn'a trzymającego cię za rękę, bez wahania rzucił się na niego. Malik złapał go za koszulkę i zatoczył pod ścianę, potem szarpali się aż do windy, a gdy ta podjechała Zayn wepchnął go do środka i wysłał na dół. Potem wrócił do ciebie stojącej nieruchomo pod drzwiami. Widząc w twoich oczach strach, ujął twój podbródek i złożył ci ciepły pocałunek, po czym powiedział:
-On nic ci nie zrobi. Nie bój się. Wejdź do środka i połóż się spać. Pogadamy jutro. Dobranoc!-jeszcze raz cię pocałował i już chciał odejść.
-A co z tobą ? On tam jest, na dole.-zmartwiłaś się.
-Nie bój się! Do jutra.-puścił ci oczko.
-Uważaj na siebie, Zayn.
On zniknął na schodach, a ty za drzwiami pokoju 202.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz