-A co ty niby będziesz tam robić?-spytał już lekko poddenerwowany facet od wf-u.
-No nie wiem np. rozgrzeję chłopaków, będę pilnować ich rzeczy, będę kibicować, mogę być pana asystentką. Niech się pan zgodzi! Proszę!!-błagałaś.
-No dobra! Ale [T.I.] masz się dobrze spisać i nie przeszkadzać! Zrozumiano?
-Oczywiście.-zasalutowałaś.-Dziękuję bardzo!
Pan tylko machnął ręką.
Tak ! Właśnie udało ci się ubłagać pana Korcze, żeby wziąć cię na zawody koszykówki. W prawdzie grać nie będziesz, ale... właściwie to jeszcze nie wiesz co będziesz robiła. Na pewno będzie fajnie. No i ominie cię ta kartkówka matmy.
Z zamyślenia wyrwał cię głos Korcza:
-Okej. Autobus przyjechał ! Wszyscy do autobusu!
Ruszyłaś się z miejsca, wzięłaś torbę na ramię i poszłaś do busa. Gdy byłaś już w środku spojrzałaś na twarze współpodróżowiczów, byli to sami chłopcy. Znałaś ich chociażby nawet z widzenia, w końcu wszyscy byli z twojej szkoły. Usiadłaś sobie cichutko na pierwszym wolnym miejscu, twarzą do okna. Zaczynałaś już żałować, że jedziesz na te zawody. "No to będą mieli ze mnie polewkę" pomyślałaś. Ostatni do autobusu wszedł Korcz. Pod pachą trzymał gitarę, a w ręku butelkę wody. Wodę zostrawił na swoim siedzeniu, a z gitarą dosiadł się do ciebie. Wręczył ci gitarę i powiedział:
-Znalazłem dla ciebie robotę. Słyszałem, że umiesz grać. Zagraj coś pobudzającego do walki.-i wrócił na swoje miejsce.
Zastanowiłaś się co by tu zagrać. Po chwili zdecydowałaś, że zagrasz kilka szybkich akordów. Zaczęłaś nieśmiało szarpać struny. Gdy pozostali zaczęli rytmicznie klaskać nabrałaś pewności i grałaś z szerokim uśmiechem. Na tyle autobusu słychać było pierwsze, wymyślane słowa "hymnu" waszej szkoły. Po kolei przyłączało się więcej osób, również ty. niedługo potem cały autobus wyśpiewywał i układał słowa piosenki.
"(...)i każdy wie jak ma być,
dwa ostatnie słowa: Wygramy My!"
Po tych słowach ostatni raz szarpnęłaś struny i uniosłaś głowę by zobaczyć reakcje reszty. Wszyscy klaskali i wiwatowali. Wstałaś i zaniosłaś gitarę Korczy. Resztę drogi było równie wesoło, ponieważ chłopaki z tyłu wymyślali różne hasła i wygłaszali je na głos. Z twojej klasy jechało chyba z pięciu chłopaków, Ryan Jaymie, Harry, Stan i Ed, więc trochę z nimi dyskutowałaś, ale niedługo bo oni mieli swoje tematy. Zaraz potem dojechaliście na miejsce. Wysiedliście z autobusu i weszliście do "Sports Secondary School". Przed wejściem przywitała was mała, pulchniutka pani, która następnie zaprowadziła chłopaków do przebieralni. Ty z Korczem poszliście na od razu na halę. Rozejrzałaś się dookoła; wasza hala w porównaniu do tej to jakaś salka. Obróciłaś się bo dołączyli do ciebie chłopcy oraz Korcz.
-No to teraz kolejne zadanie dla ciebie.-zwrócił się do ciebie.-Masz mi chłopaków rozgrzać. Ta połowa boiska jest wasza macie ją do dyspozycji. Ja muszę coś jeszcze załatwić z tutejszym dyrektorem. Zaraz wrócę.
Chłopaki spojrzeli na ciebie ze zdziwieniem, w końcu nie byłaś jakimś genialnym sportowcem czy coś. "Okej no to trzeba się postarać" pomyślałaś i krzyknęłaś jedno z wymyślonych w autobusie haseł. Chłopcy uśmiechnęli się. Obowiązkowe było rozciąganie, słony sprinty itp. Pan Korcz wrócił po 15 minutach i zastał rozgrzaną i gotową do walki drużynę koszykarską.
Z głośników leciała już muzyka znacząca, że za chwilę na boisku pojawią się drużyny. Twoim ostatnim zadaniem było wpuszczanie zawodników na boisko. Każdemu zawodnikowi przybijałaś piątkę i odbierałaś bidon z wodą, który mieli w ręku. Nadeszła kolej na Harry'ego, szkolnego sportowca jak i również niezwykle przystojnego i najbardziej popularnego kolesia w szkole, byłby ideałem gdyby nie jego odrzucający charakter, koleś był po prostu mega zadufany w sobie i był z innej ligi. Harry podszedł do ciebie tak jak inni oddał ci swój bidon, a następnie spojrzał ci głęboko w oczy i.... pocałował. Nie wiedziałaś co zrobić, byłaś oszołomiona, a on jak gdyby nigdy nic przybił ci piątkę i pobiegł na mecz. Z pozostałymi też przybiłaś piątki i poszłaś na trybuny. Nie mogłaś się skupić na meczu, cały czas myślałaś o tym pocałunku. Po skończonym meczu, oczywiście wygranym, chłopcy poszli się przebrać, a ty z Korczem zbierałaś gratulacje i nagrody. Gdy chłopcy już wyszli z szatni ruszyliście do autobusu. Ktoś pociągnął cię za ramię, to Harry.
-Hej! Słuchaj możemy pogadać?-spytał.
-Dobra. Rozmawiajmy.
-Ale teraz? Może usiądziesz ze mną w autobusie. Ed się przesiądzie; co nie Ed?-zwrócił się do kumpla.
-Co?.. Yyy ...tak.-odpowiedział zaskoczony chłopak.
(w autobusie)
-Co to miało być, to przed meczem?-spytałaś Harry'ego.
-Wybacz, ale zrozum: już od jakiegoś czasu mi się podobasz i jeszcze jak grałaś i śpiewałaś, a potem ta rozgrzewka. Po prostu nie wytrzymałem.
-Taaa. Bo ci uwierzę. Szanowny waćpan kocha się w takiej.. w takiej.... osobie jak ja. Haha to jakiś żart?!
-Ale to prawda.-spuścił głowę.
Nie wiedziałaś, że taki bezwzględny i zadufany w sobie kolo ma jakieś uczucia.
-Przepraszam.-powiedziałaś.-Ale ty zawsze jesteś taki chłodny, tajemniczy, jakby cię nic nie obchodziło tylko ta koszykówka.
-Nie no spoko. Nie myślałem, że inni to tak odbierają.
-Wiesz: czasami chciałabym poznać twoją tajemnicę. Czy ty zawsze taki jesteś?
Całą drogę przegadaliście. Myślałaś, że to taka jednorazowa chwila kiedy się otworzył, a jutro,gdy pójdziesz do szkoły będzie tak samo jak przed tą rozmową. Ale tak nie było. Następnego dnia rano, gdy przekroczyłaś próg szkoły Harry już na ciebie czekał.. Podszedł, przywitał się i przytulił cię.
-Hej! Wiesz, że nie dokończyliśmy wczoraj wątku o moim zakochaniu.-i pokazał ząbki w najszczerszym uśmiechu jakim kiedykolwiek widziałaś na jego twarzy.
__________________________________________________________
Wesołego i Mokrego Dyngusa Kochani!!! Pozdrawiam! ;**
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz