Łączna liczba wyświetleń

środa, 29 maja 2013

Harry

Była 15. Na 16 byłaś umówiona z twoimi ziomkami czyli: z Cornelią, Harry'm, David'em, Lucas'em i Mają. Na tym nowym korcie do tenisa niedaleko parku. Poprawiłaś roztrzepaną po całym dniu fryzurę i założyłaś to. Bluzę przewiązałaś w pasie, bo było ciepło, a wzięłaś ją na wszelki wypadek. Miałaś jeszcze pół godziny więc usiadłaś w salonie przed telewizorem i włączyłaś jakiś kanał muzyczny. Ożywiłaś się, bo usłyszałaś pierwsze dźwięki swojej ulubionej piosenki. Od razu cię porwało i zaczęłaś szaleć i świrować po całym pokoju. Potem leciała jeszcze jedna fajowska piosenka i kolejna, i następna. Z tego wiru wariowania wyrwał    cię dzwonek twojego telefonu. Spojrzałaś na wyświetlacz /Majka\. 'O cholera!' pomyślałaś i odebrałaś telefon, zbierając się do wyjścia.
-Halo.
-[T.I.], gdzie ty dziewczyno jesteś?-spytała Majka.
-Wiem, wiem.-wyprzedziłaś jej kazanie.-Już lecę zaraz będę. Pa.-rozłączyłaś się.
Wybiegłaś z domu jak strzała, bardzo się śpieszyłaś, nie chciałaś zawieść swoich kumpli. Na szczęście miałaś blisko i po pięciu minutach wpadłaś zdyszana na kort, gdzie pod siatką siedziała już cała piątka. Podeszłaś do nich i powiedziałaś, witając się z każdym po kolei:
-Ludzie, przez was się wykończę!
-Gdzie ty byłaś? Co tak późno?-zapytała Maja udając mega wkurzoną.
Zaśmiałaś się głośno na wspomnienie tych tańców przed telewizorem. Wszyscy popatrzyli na ciebie ze zdezorientowaniem.  
-No po prostu..-znów wybuchłaś śmiechem.-zapatrzyłam się w telewizor. 
Nie uwierzyli, ale nie chciało im się dociekać. 
-No to co? Gramy?-zawołał Lucas.-Dziewczyny na chłopaków?
-A co z rakietami?-spytałaś.
-Już wypożyczyliśmy.-Cornelia wyjęła zza siebie rakiety tenisowe.
Pokiwałaś z zawstydzeniem głową. Pierwszy mecz chłopaki przegrali. Dla ciebie było to oczywiste, bo Harry zawsze przegrywa pierwsze mecze, a potem się rozkręca. Wiedziałaś to, bo przecież niejednokrotnie graliście to u niego, to u ciebie w siatkę czy w coś innego. Zagraliście jeszcze dwa i je chłopcy już wygrali. Czwarty mecz rozegraliście w dabla, tak żeby każdy z każdym. Ty byłaś z Harry'm i zajęliście pierwsze miejsce. Byliście już wszyscy tak zgrzani i zmęczeni, że postanowiliście wybrać się na lody do "Mroźnego Johna". Zamówiliście po porcji i usiedliście pod wielkim parasolem. Obgadaliście wiele spraw, ludzi i wydarzeń. Kelner przyniósł wam wasze zamówienia. wszyscy jedli spokojnie, gdy nagle Harry się odezwał:
-Chcesz spróbować?
Otworzyłaś buzię, żeby mógł dać ci skosztować. 
-Mhmm.. Pycha.
-Ej, też chcę spróbować!- Cornelia gwizdnęła mu łyżkę lodów z jego pucharka.
Po chwili już każdy wiedział czyje lody jak smakują. Wychodząc z lodziarni chłopaki skądś wytrzasnęli butelki z wodą i za czeli was lać. Majka wszystko kręciła telefonem. Było niesamowicie. Chowałyście się za przechodniami, przez co niektórym się oberwało zimną wodą, z czego nie byli zadowoleni. Właśnie sprytnie przemykałaś się obok przechodniów, by ukryć się za jedną kamieniczką, gdy poczułaś zimną strugę wody na plecach. Odwróciłaś się i Harry zarzucił sobie ciebie na plecy i pobiegł do przodu. Najwyraźniej(nie widziałaś gdzie idzie, bo fajtałaś z tyłu) dotarł do reszty chłopaków, bo powiedział:
-Mam jedną. I lecę po następne, tylko jak wrócę ma na niej nie być suchej nitki.
I postawił cię na ziemi, gdzie przejęła cię reszta i oblała wodą. Potem wrócił Hazza z Majką i Cornelą, które po chwili też były całe mokre. 
-No dobra dosyć tego! Jesteście wolne! -odezwał się David.
-Jak to się cudownie składa!

Spojrzałyście na siebie porozumiewawczo i zanim chłopcy zrozumieli o co wam chodzi, wszystkie ich przytuliłyście. I teraz oni też mieli choć trochę mokre koszulki. 
-Ej, wy niedobre! My wam dajemy wolność, a wy na nas.? -skarcił was Luc.
Uśmiechnęłyście się w 'zemście'. Robiło się już późno, więc ruszyliście w stronę parku, w którym mieliście się rozstać. Nie udało wam się wyschnąć, bo niebo już się zachmurzyło i chmury robiły się ciężkie, jakby chłopcy je też polali wodą i wszystko wsiąkły. Dotarliście do parku i musieliście się rozstać, pożegnaliście się i każdy poszedł w swoją stronę. Tylko ty i Harry poszliście w jedną, ponieważ mieszkaliście na tej samej ulicy. Harry założył rękę na twoją szyję i powiedział:
-No to był naprawdę udany dzień-uśmiechnęłaś się marszczą słodko nos.
Właśnie wychodziliście z parku, kiedy chmura się oberwała i lunęło jak z cebra. Twój kochany, nieznośny 'braciszek' (bo był dla ciebie jak brat) bez zastanowienia rozłożył nad wami jego bluzę, bo twoja nadal była mokra. 
-Spoko, i tak już jestem mokra.-powiedziałaś, chcąc się wymknąć spod 'parasola'.
-Ale się rozchorujesz.-powiedział z troską.
-Teraz się martwisz.-skrzyżowałaś ręce na piersi.
-Zawsze się martwię.
-Wiem, wiem.-Z uśmiechem go przytuliłaś.
Harold już tylko ciebie przykrywając bluzą objął cię i pocałował w czoło.
-Kocham Cię!-powiedział.
-Wiem, ja ciebie też.
-Ale nie jak przyjaciółkę.
Oderwałaś się od niego z podejrzliwością.
-Przecież jesteśmy 'rodzeństwem', to normalne.
-Nie [T.I.]. Nie rozumiesz. Zakochałem się w tobie.
Musnął opuszkami palców twój podbródek. Nie czekając, wspięłaś się na palce i złożyłaś pocałunek na jego ustach. Stojąc w deszczu połączeni już na zawsze. 
Ty i on. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz