Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 8 stycznia 2013

Louis [part 1]

(koniec roku szkolnego)
Dzwonek na lekcje... O nie! Ten cholerny angielski, oddawanie klasówek, chwila w napięciu ...i kolejna jedyna. Zaraz ,zaraz taka jakaś okrągła , bo to nie jedynka tylko dwója ! Tak ,ta dwója cię ratuje, zdajesz do trzeciej gimnazjum. Jeah ;D Reszta lekcji szybko ci minęła .,..to chyba dzięki tej rozpierającej cie radości.
(w domu)
Mama miała akurat wolne więc gdy wróciłaś urzędowała w kuchni. W podskokach wkroczyłaś do pomieszczenia i obwieściłaś mamie dobrą nowinę. Na którą mama jak zwykle zareagowała marudzeniem:
-To dobrze, ale...-no tak tego słowa nie mogło zabraknąć-[T.I.] stać cię na więcej. !! Musisz się wreszcie poprawić z tego angielskiego.
-Tylko z anglika kuleje,a tak to na koniec roku mam same piątki i czwóry.!-rzuciłaś focha i pobiegłaś do swojego pokoju. Założyłaś słuchawki ,puściłaś playlistę z 1D i zaczęłaś odrabiać lekcje. Nie mieliście dużo zadane, więc skończyłaś po 15 minutach; teraz nareszcie mogłaś zanurzyć się w swój idealny świat ;świat w którym wszystko jest możliwe. Niestety musiałaś wrócić do rzeczywistości, bo twoi rodzice zapukali i nie czekając na zachęte weszli do twojego pokoju.
-Musimy porozmawiać-obwieściła mama i razem z tatą usiedli na łóżku.
-Okej, mówcie.
-Chodzi o twój angielski-"no to się zaczyna" pomyślałaś-zbliżają się wakacje ,więc postanowiliśmy z tatą ,że spędzisz je w szkole letniej na kierunku anglo-języcznym.
-Co? Jak to? Całe wakacje w szkole?
-Tak uznaliśmy, że jesteś wystarczająco odpowiedzialna żeby pojechać do Londynu.-odezwał się ojciec.
-Londynu?? Jak wy to sobie wyobrażacie: Sama w obcym mieście, nie znająca języka ,przez całe lato.? I jak ja się utrzymam? Przecież nie wezmę ze sobą kase na całe dwa miesiące.
-Spokojnie, będziemy ci z mamą wysyłać pieniądze. A co do języka to wysyłamy cię tam po to żebyś zobaczyła jak jest bez niego trudno. Poradzisz sobie... To co postanowione. Jedziesz! Wylatujesz 30 czerwca. - i z uśmiechami wyszli zostawiając cię z wszystkimi wątpliwościami sam na sam.
(następny dzień)
To był przedostatni dzień nauki, co oznaczało jeszcze pięć dni do wyjazdu. Gadałaś z [I.T.P.] o tym całym cyrku z letnią szkołą.
-Wiesz co; zastanawiam się czy oni już wcześniej mnie nie zapisali, bo teraz to by było już za późno.
-[T.I] nie rób z igły widły. Przecież nie będziesz tam w jakimś internacie czy coś tylko będziesz wynajmować swój własny pokój, zajęcia ok. trzy godzinne i to z przerwami (no bo ile możesz uczyć się angielskiego dziennie), po zajęciach czas wolny: możesz zwiedzać Londyn i okolice ,a co najważniejsze buszować po sklepach. No i może poznasz ciekawych ludzi lub kogoś sławnego. Dziewczyno, każdy by skorzystał!-wow zaskoczyła cię ilością podanych argumentów. Może faktycznie ona miała racje.
-Okej, okej. Fakt, niewykluczone, że to będzie najlepsze co mnie w życiu spotkało. Ale ja tam nikogo nie znam. Było by znacznie lepiej ,gdybym jechała tam z tobą. Wiesz że jestem wstydzioch.
-Wiem, wiem , ale ja za ciebie wiecznie mówić nie będę.-ocuciła cię tymi słowami. Zawsze potrafiła przywróć cie do pionu. I za tą ja kochałaś.
-Masz racje muszę wziąć się w garść. Dzięki..-dałaś jej przytulaska-przywiozę ci jakiś prezent w podzięce.
-No ja myślę.-zrobiła groźną minę, żeby zaraz sie roześmiać.
Zadzwonił dryn-drynek toteż musiałyście udać się na lekcje.
(dzień wyjazdu)
Wstałaś w pół do szóstej , zaspana poszłaś do łazienki odbyć poranną toalete (zwykle długo to trwało lecz tym razem się śpieszyłaś wiec skończyłaś po 15minutach), po czym z powrotem udałaś sie do pokoju by się ubrać; miałaś już naszykowany  ten strój, bo wybierając go teraz na stówe byś nie zdążyła. Wzięłaś walizkę i torbę podręczną i poszłaś do kuchni, tam mama po mimio twoich wytłumaczeń włożyła ci do podręcznej kanapkę i wodę oraz jakieś kartki spięte zszywaczem.
-Możesz zobaczyć dopiero na miejscu.Będziemy wszyscy za tobą tęsknić.-powiedziała.
-...aha. Pa. To do września!-krzyknęłaś otwierając drzwi.
-Ucz się pilnie-ta -...i Miłej Zabawy!-a tym to już byłaś zdziwiona, zatrzymałaś się i powiedziałaś:
-Dzięki mamo ,kocham cię!-i trzasnęłaś drzwiami ,by popędzić do auta, w którym czekał twój tata.
Droga trwała ok. 1 godz. Pożegnałaś się z tatą i poszłaś na odprawę.
        Zajęłaś miejsce przy oknie. Podczas podróży trochę dospałaś, a potem słuchając muzyki czytałaś studiowałaś słownik z rozmówkami angielskimi. Lot szybko ci  minął. Wylądowałaś szczęśliwie ok.11:30.
(już w Londynie)
Z lotniska pojechałaś taksówką do domu w którym rodzice wynajęli ci pokój. Czekała na ciebie właścicielka i dała ci klucze.Mówiła po polsku więc bez trudu się dogadałaś. Pokazała ci mieszkanie. Była tu kuchnia i salonik, które dzielił tylko barek. Znajdowała się w nim pomarańczowa sofa, a tuż przed nią na ścianie wisiała plazmówka. Z salonu były drzwi do łazienki i sypialni. Bardzo spodobał ci się kolor ścian w sypialni był nowoczesny, a fioletowy świetnie zgrywał się z zielonym i żółtym; na środku stało duże łóżko obok szafka nocna ,a pod ścianą szafa i jakiś regał.
Bez wahania rzuciłaś się na łóżko. Miałaś ochotę tam zostać ale przypomniałaś sobię kartkę ,która dała ci mama. Rozwinęłaś ją i był tam adres twojej letniej szkoły i lista formalności ,które musiałaś załatwić jeszcze dzisiaj. Z niechęcią wstałaś z łóżka, wzięłaś torbę i klucze i wyszłaś.
Udało ci się jakoś wszystko pozałatwiać. Wracając do domu zrobiłaś zakupy, w domu zrobiłaś sobie kolacje. Po zjedzeniu poszłaś do sypialni i rozpakowałaś swoje rzeczy. Ponieważ byłaś zmęczona poszłaś pod prysznic, przebrałaś się w piżame i położyłaś się w wygodnym łóżku.Zasnęłaś...
(następny dzień)
Wstałaś w pół do ósmej. Usiadłaś na łóżku i pomyślałaś "na pewno nie będzie tak źle. Poradzę sobie, w końcu jestem [T.I.]. Ospale ruszyłaś do kuchni; twój cel ~zjeść jakieś pyszne kanapki~. Wyciągnęłaś chleb oraz wszystkie pozostałe składniki i zabrałaś się do roboty. hmm,,.. Nie sądziłaś że umiesz zrobić tak dobre kanapki. Okej koniec tego obżerania, czas się umyć, ubrać, uczesać i ogólnie. Postanowiłaś, że założysz  to. Włosy związałaś w kucyka i wyszłaś z domu. Złapałaś taksówke i pojechałaś na ta uczelnię, w której miałaś wkuwać angielski całe lato. Zajechałaś pod adres pod, którym byłaś już wczoraj by załatwić formalności. otworzyłaś drzwi i weszłaś do zatłoczonej sali, usiadłaś obok jakiejś czarnowłosej dziewczyny. Każdy po koleji się przedstawiał dzięki czemu dowiedziałaś się że ów dziewczyna ma na imię Sara. Obydwom wam się nudziło więc postanowiłyście się zakumplować "warto by mieć tu z kim pogadać " pomyślałaś. Właśnie wymieniałyście się numerami ,gdzy pan , który  tłumaczący dzisiejszy temat to zauważył wezwał cię do odpowiedzi. Byłaś tak skołowana ,że nie znałaś odpowiedzi ,facet zaczął prawić ci kazania. Zawstydzona nie wytrzymałaś i wybiegłaś z budynku. Biegnąc przed siebie, nie wiedziałaś dlaczego ale  czułaś jak po policzku spływają ci łzy. Byłaś wrażliwą, nieśmiałą dziewczyną  bałaś sie że całkowicie się ośmieszyłaś i że będą się z ciebie śmiać przez te całe dwa miesiące. Wow... sporo przebiegłaś, chcąc sobie poukładać wizje twoich "koszmarnych" (bo tak się zapowiadały) wakacji usiadłaś na schodkach jakiegoś okazałego budynku. Po kilku minutach drzwi otworzyły się z impetem i po drugiej stronie schodów usiadł jakiś chłopak. Było widać że jest wkurzony, ręce mu drżały. Po chwili cię spostrzegł, odwrócił się w twoją stronę (bałaś się że zaraz cię przegoni), uśmiechnął się i powiedział :
-Hej!!

_________________________________________________________________________________
to dopiero pierwsza część postaram się jak najszybciej dodać drugą .......
Pozdrawiam i było by miło zobaczyć jakieś komentarze <333 ;D ;*
PS mam nadzieję że was tą I cz. zachęciłam bay...!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz