W Jasperze zakochałaś się od pierwszego wejrzenia, no może drugiego lub któregoś tam. Ale na pewno od pierwszego spojrzenia cię zainteresował. Jaka była twoja radość, gdy dowiedziałaś się, że on odwzajemnia twoje uczucia. To był twój typ chłopaka;coś jak niegrzeczny graficiaż. Teraz byliście ze sobą już ponad siedem miesięcy.
Spełniło się twoje największe marzenie, a mianowicie trzymałaś w ręku dwuosobowy bilet na koncert One Direction. Nie miałaś żadnej przyjaciółki Directionerki, więc pewnie poszłabyś ze swoim skarbem, ale było jedno "ale'. Twój chłopak nie przepadał za tym zespołem. Ba; nie przepadał to mało powiedziane po prostu uważał wszystkich członków 1D za cioty, pedały itp. Omijaliście w rozmowach tematy związane tym zespołem. Twój chłopak już przyzwyczaił się, że wchodząc do twojego pokoju z każdej strony przyglada mu się piątka chłopaków.
Powiedziałaś Jasperowi o koncercie i o tym, że nie wiesz z kim pójść i, że zastanawiasz się czy nie zrobić konkursu na facebooku, w którym nagrodą byłoby towarzyszenie ci na tym koncercie.
-Słuchaj; nie będziesz musiała robić żadnego konkursu ja z tobą pójdę. Jeśli oczywiście chcesz?-odpowiedział ci.
-Naprawdę?-pocałowałaś go.-Ale masz się dobrze zachowywać.!
-Okej.
-Obiecujesz?
-Tak, tak. A kochasz mnie?-nagle zmienił temat.
-Jasne!-znów go pocałowałaś.
(dzień koncertu)
Koncert zaczynał się o 18:00, przynajmniej tak miał się zacząć. Jasper przyjechał po ciebie w pół do piątej. O tej godzinie byłaś jeszcze w proszku. Właśnie otwierałaś szafę w poszukiwaniu odpowiedniego stroju. Jasper wiedział, że to może dłużej potrwać i wygodnie rozłożył się przed telewizorem. Nie długo sobie tam posiedział, bo, o dziwo, byłaś gotowa już po 20 minutach. Wyszliście na zewnątrz i poszliście do garażu, w którym majsterkował twój ojciec.
-Tato?! Podwieziesz nas na koncert?-zapytałaś przebijając się przez hałas.
-Teraz? No dobra tylko się przebiorę.
-Nie musisz, przecież i tak nie będziesz wysiadał, a nam się trochę śpieszy.
-No dobra, dobra. Wsiadać. Niby tacy duzi, a nadal tatuś wszędzie zawozi.-siedzieliście już w aucie.
-Oj tato!
-Co tato? Co tato?
Już nic nie mówiłaś, bo nie chciałaś się kłócić. Po jakiś 20 minutach musieliście już wysiąść, bo ulica była tak zastawiona, że samochodem nie dało się wjechać. Do celu było ok. 2 km, które przeszliście piechotą. Po dojściu na miejsce musieliście się jeszcze przepchać do wejścia. Kilka minut przed osiemnastą już wyczekiwaliście na wyjście chłopców. Mieliście miejsca przy samej scenie. Koncert zaczął się może z pięć minut później niż go planowano, ale to nic. Zgasły wszystkie światła. Słychać było ruch mechanizmu i po chwili zapaliło się pięć reflektorów świecących na One Direction. Rozległy się okrzyki i piski. Wszystko było cudnie, gdy nagle usłyszałaś za sobą głos:
-Buuuu.... Kto wam kazał tu przyjeżdżać, pedały jedne!! Buuu....-to był twój chłopak, właściwie były chłopak. Wiedziałaś, że tego mu nie wybaczysz. Odwróciłaś się do niego i spojrzałaś mu w twarz mokrymi oczami. Ochroniarz, który stał po drugiej stronie barierki szybko przedostał się w tłum fanów i wyprowadził Jaspera na zewnątrz. Miałaś ochotę się rozryczeć, ale zauważyłaś, że cała ta sytuacja narobiła dużo zamieszania, a chłopcy stali na scenie i gapili się na ciebie. Otarłaś łzy rękawem, podniosłaś głowę do góry i wlepiłaś na twarz sztuczny uśmiech. Zespół widząc, że wszystko okej zaczął występ. Najpierw OWOA potem One Thing itd. w między czasie chłopcy zmieniali stroje dekoracje. Przy ostatniej piosence ktoś postukał cię w ramie. To był ochroniarz. Poprosił cię żebyś za nim poszła. Myślałaś, że chodzi o ta sprawę z Jasperem, że będziesz musiała się za niego tłumaczyć. Facet zaprowadził cie za kulisy i kazał poczekać. W myślach już układałaś sobie tekst przeprosin i wyjaśnień.
Właśnie zauważyłaś jak ze sceny schodzi One Direction. Chłopcy pomachali do ciebie i poszli dalej tylko Liam stanął przed tobą i powiedział:
-Cześć.
-Cześć.-wstałaś.-Słuchaj ja przepraszam. Bardzo przepraszam za niego. To idiota teraz to wiem. No, ale to też trochę moja wina to ja go tu przywlokłam i....
-Spokojnie.-przerwał ci.- Nie gniewamy się. Jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Jak masz na imię?
-[T.I.]. Ale jestem głupia. Uwierzyłam mu no i mam nauczkę...-trajkotałaś już bardziej do siebie niż do niego.
-[T.I.]!-krzyknął.
-Co? Co?-wyrwałaś się ze stanu "hibernacji".
-Spokojnie, Słońce, spokojnie. Chyba ci muszę zamknąć tą buzię. -pocałował cię.
Trochę rozmawialiście, w sumie to ty mu opowiadałaś o sobie i o tym całym cholernym związku z Jasperem. Czułaś, że możesz mu zaufać, a to dziwne, bo w ogóle go nie znałaś. To znaczy tak naprawdę. Było już coś po 22 więc musiałaś się już żegnać z Liam'em. Wymieniliście się numerami telefonu i przytuliliście się na pożegnanie. Liam jeszcze krzyknął:
-Wiesz [T.I.] ? Chyba się zakochałem.
-Pomachałaś mu tylko i mruknęłaś pod nosem "Ja chyba też."
Dzięki temu, że wysłałaś mamie jakieś 15 minut temu sms-a nie musiałaś długo czekać. Po ok. 10 minutach wsiadałaś już do auta mamy.
-A gdzie twój ukochany?-spytała ze zdziwieniem, że nie ma go z tobą.
-Liam? Pewnie w drodze do hotelu.-o.o(mina mamy bezcenna)