Wróciłaś do domu po szkole i z impetem rzuciłaś plecak na łóżko. Nie musiałaś dzisiaj odrabiać lekcji, bo jutro w szkole mieliście dyskotekę z okazji Dnia Dziecka. Odpaliłaś kompa, sprawdziłaś fejsa, znalazłaś jakieś nowe neews'y o One Direction, obejrzałaś jakieś filmiki o nich na you tube. Potem wyszłaś na dwór, trochę się przejść. Gdy twoja mama wróciła z pracy razem wybrałyście ci strój na jutro, ponieważ nie wyrobiłabyś się wybierając go tuż przed imprezą.
(następny dzień)
Wstałaś później,bo musiałaś odespać te dni nauki. Dyskoteka zaczynała się o 14, więc miałaś trochę czasu. W piżamie poczłapałaś do kuchni i zrobiłaś sobie śniadanie, a następnie poszłaś odbyć poranną toaletę. Postanowiłaś, że nie opłaca ci się zakładać już takich ciuchów po domu, bo za niecałą godzinę będziesz już musiała zakładać strój na dyskotekę. Rozleniwiłaś się przed telewizorem, po półgodzinie postanowiłaś, że czas zacząć już się szykować. Co prawda miałaś jeszcze ponad godzinę, ale twoje ubieranie zawsze się przeedłuża. Założyłaś już spodnie, koszulę i biżuterię, teraz przyszedł czas na fryzurę. Starannie rozczesałaś włosy i starałaś się wybrać najodpowiedniejszą fryzurę. Uznałaś, że najlepiej ci będzie w koku tkz. 'na donata' i właśnie takiego sobie zrobiłaś. Jeszcze przegrzebywałaś szafę w poszukiwaniu jakiejś torby, żeby upchnąć gdzieś wszystkie rzeczy, które chciałaś wziąć ze sobą. Znalazłaś akurat taką w kolorze twoich spodni, z przodu miała dużą kokardę i była na długim pasku. Wpakowałaś do niej aparat, telefon, chusteczki higieniczne, portfel i tusz do rzęs. Nie wiadomo kiedy, ale już było w pół do. Założyłaś buty i wyszłaś na przystanek. Autobus przyjechał za dwadzieścia czternasta, wsiadłaś do środka i zajęłaś pierwsze, wolne miejsce z brzega.
Było trochę po 14, gdy weszłaś do szkoły. Na parkiecie świeciło pustkami, tylko pod ścianami stało kilku chłopaków, a dziewczyny stały w ciasnej grupce w miejscu, gdzie na wszystkich dyskotekach szkolnych stał DJ. Diś najwyraźniej też był bo muzykę było słychać. Poszłaś do szatni, by zostawić torebkę. Zadziwił cię widok reszty chłopaków w szatni.
-Co jest?-spytałaś swojego kumpla z klasy, który gadał z jakimś chłopakiem.
Obaj się z tobą przywitali:
-Hej. No wiesz razem z tym DJ-em przyjechał ten -w tym momencie zatkał uszy.-twój 'mąż' z tego zespołu.
-Aaaaaa..!! Louis!?- chłopak pokiwał głową.
Uspokoiłaś się trochę, o ile można się uspokoić, jeśli twój największy idol właśnie jest u ciebie w szkole, po czym poszłaś odnieść tą torebkę i weszłaś na salę. Do sławnego gościa próbowała się dopchać twoja przyjaciółka, która cię zauważyła i pomachała ci na znak, żebyś przyszła. Podeszłaś do niej i się przywitałyście:
-Hej, [T.I.]!-zapiszczała.-Nie zgadniesz co się..
-Hej! To na serio Louis?!-przerwałaś jej.
-No sama spójrz.
Wspięłaś się na palce jak najwyżej potrafiłaś i ujrzałaś ..najpierw zaczesaną na bok brązową grzywkę, potem niebiesko-szare oczy, różowe usta; tak to Louis.
-Ale co on tu robi?-zapytałaś przyjaciółki.
-Nie wiem. Prawdopodobnie zna się z DJ i on go poprosił o pomoc dzisiaj.
-Łał.. to wspaniale! Zobaczysz dzisiaj zostanie moim mężem.-powiedziałaś żartem.-Nie no, a tak na serio to się trochę wstydzę. Nie uczepię mu się przecież do dupy i nie będę się drzeć, że go kocham, bo uzna mnie za wariatkę. Wezmę tylko autograf, ewentualnie zdjęcie i dam mu spokój.
-[T.I.], zawsze mówiłaś, że jak go spotkasz to go wycałujesz i w ogóle, a tym czasem co? będziesz siedzieć w kąciku?
-Daj spokój! Obie wiemy, że nawet na mnie nie spojrzy.
Dopchałyście się po autograf, zdjęcia ci się nie udało zdobyć bo był taki ścisk, że ledwo oddychałaś. Wyszłaś z całego tłumu, by w końcu zatańczyć, przecież to dyskoteka. Nie było trudno kogoś wyhaczyć, bo większość dziewczyn nadal stała w 'kolejce' po autograf czy co tam jeszcze. Chłopakom imponowało to, że nie dałaś się ponieść i nie sikałaś do Louis'a, zwłaszcza, że normalnie mogłaś nawijać o nim i jego zespole godzinami. Tańcząc z Dominikiem, zobaczyłaś jak tłum się przerzedza, a po chwili rozchodzi się całkowicie. Na krześle pod ścianą już nie siedział Louis Tomlinson. Było ci strasznie szkoda, że nie zdążyłaś z nim pogadać, miałaś ochotę wybiec i szukać go na dworzu, a jeśli by było trzeba gonić za jego samochodem, ale nie mogłaś tego zrobić, jakby to wyglądało. Pozostało ci tylko żałować. Po skończonym tańcu, usiadłaś na ławce pod ścianą. Nie miałaś już ochoty tańczyć, rozmyślałaś co by było gdyby...
Dłuższy czas spędziłaś na tej ławce. DJ to zauważył i poprosił cię, że skoro nie tańczysz to może pomogłabyś jego nowemu koledze (tu wskazał na gościa w czarnej peruce afro i wielkich okularach słonecznych). Zgodziłaś i podeszłaś do sprzętu, by usiąść obok DJ2. Okazało się, że to fajny koleś, bardzo się polubiliście. Spędziliście romantyczne chwile wybierają kawałki tkz. do wolnych. W końcu przy, którymś kawałku 'przytulanym', chłopakowi udało wyrwać cię na parkiet. Tańczyliście wtuleni lekko kołysząc się w rytm muzyki.
-Wiesz nie myślałam, że jeszcze dzisiaj zatańczę.-wyznałaś.
-Dlaczego?-spytał ciepło.
-Nie pow.. a wiesz w sumie tobie mogę powiedzieć wszystko. Bo ja też jestem jedną z tych największych fanek Louisa. I dzisiaj jak tu był to obiecałam sobie, że nie będę robić z siebie wariatki i wzięłam tylko autograf. A on później pojechał i nawet nie zamieniłam z nim słowa. Jestem Idiotką. Ja tak myślę dlatego, że nie podeszłam i z nim nie pogadałam, a ty tak myślisz dlatego, że robię o to taki zamęt.-uff skończyłaś.
Tylko się uśmiechnął.
-Co? Nic? Żadnego "Ale jesteś zrąbana, że myślałaś, że będzie chciał z tobą gadać" ani nic.?
-Nie.
-Ty jesteś... jesteś.. po prostu wyjątkowy.
Uśmiechnął się i zapytał:
-A co by było, gdyby Louis się w tobie zakochał i ja też?
-Yyy.. Oboje wiemy, że to nie możliwe.
-Możliwe...-szepnął, po czym wpił się w twoje usta, zdejmując perukę i okulary.
Gdy ujrzałaś te jedyne niepowtarzalne tęczówki, zrozumiałaś, że twoje marzenia właśnie się spełniają. Louis przytulił cię i pocałował w czoło.
Była 15. Na 16 byłaś umówiona z twoimi ziomkami czyli: z Cornelią, Harry'm, David'em, Lucas'em i Mają. Na tym nowym korcie do tenisa niedaleko parku. Poprawiłaś roztrzepaną po całym dniu fryzurę i założyłaś to. Bluzę przewiązałaś w pasie, bo było ciepło, a wzięłaś ją na wszelki wypadek. Miałaś jeszcze pół godziny więc usiadłaś w salonie przed telewizorem i włączyłaś jakiś kanał muzyczny. Ożywiłaś się, bo usłyszałaś pierwsze dźwięki swojej ulubionej piosenki. Od razu cię porwało i zaczęłaś szaleć i świrować po całym pokoju. Potem leciała jeszcze jedna fajowska piosenka i kolejna, i następna. Z tego wiru wariowania wyrwał cię dzwonek twojego telefonu. Spojrzałaś na wyświetlacz /Majka\. 'O cholera!' pomyślałaś i odebrałaś telefon, zbierając się do wyjścia.
-Halo.
-[T.I.], gdzie ty dziewczyno jesteś?-spytała Majka.
-Wiem, wiem.-wyprzedziłaś jej kazanie.-Już lecę zaraz będę. Pa.-rozłączyłaś się.
Wybiegłaś z domu jak strzała, bardzo się śpieszyłaś, nie chciałaś zawieść swoich kumpli. Na szczęście miałaś blisko i po pięciu minutach wpadłaś zdyszana na kort, gdzie pod siatką siedziała już cała piątka. Podeszłaś do nich i powiedziałaś, witając się z każdym po kolei:
-Ludzie, przez was się wykończę!
-Gdzie ty byłaś? Co tak późno?-zapytała Maja udając mega wkurzoną.
Zaśmiałaś się głośno na wspomnienie tych tańców przed telewizorem. Wszyscy popatrzyli na ciebie ze zdezorientowaniem.
-No po prostu..-znów wybuchłaś śmiechem.-zapatrzyłam się w telewizor.
Nie uwierzyli, ale nie chciało im się dociekać.
-No to co? Gramy?-zawołał Lucas.-Dziewczyny na chłopaków?
-A co z rakietami?-spytałaś.
-Już wypożyczyliśmy.-Cornelia wyjęła zza siebie rakiety tenisowe.
Pokiwałaś z zawstydzeniem głową. Pierwszy mecz chłopaki przegrali. Dla ciebie było to oczywiste, bo Harry zawsze przegrywa pierwsze mecze, a potem się rozkręca. Wiedziałaś to, bo przecież niejednokrotnie graliście to u niego, to u ciebie w siatkę czy w coś innego. Zagraliście jeszcze dwa i je chłopcy już wygrali. Czwarty mecz rozegraliście w dabla, tak żeby każdy z każdym. Ty byłaś z Harry'm i zajęliście pierwsze miejsce. Byliście już wszyscy tak zgrzani i zmęczeni, że postanowiliście wybrać się na lody do "Mroźnego Johna". Zamówiliście po porcji i usiedliście pod wielkim parasolem. Obgadaliście wiele spraw, ludzi i wydarzeń. Kelner przyniósł wam wasze zamówienia. wszyscy jedli spokojnie, gdy nagle Harry się odezwał:
-Chcesz spróbować?
Otworzyłaś buzię, żeby mógł dać ci skosztować.
-Mhmm.. Pycha.
-Ej, też chcę spróbować!- Cornelia gwizdnęła mu łyżkę lodów z jego pucharka.
Po chwili już każdy wiedział czyje lody jak smakują. Wychodząc z lodziarni chłopaki skądś wytrzasnęli butelki z wodą i za czeli was lać. Majka wszystko kręciła telefonem. Było niesamowicie. Chowałyście się za przechodniami, przez co niektórym się oberwało zimną wodą, z czego nie byli zadowoleni. Właśnie sprytnie przemykałaś się obok przechodniów, by ukryć się za jedną kamieniczką, gdy poczułaś zimną strugę wody na plecach. Odwróciłaś się i Harry zarzucił sobie ciebie na plecy i pobiegł do przodu. Najwyraźniej(nie widziałaś gdzie idzie, bo fajtałaś z tyłu) dotarł do reszty chłopaków, bo powiedział:
-Mam jedną. I lecę po następne, tylko jak wrócę ma na niej nie być suchej nitki.
I postawił cię na ziemi, gdzie przejęła cię reszta i oblała wodą. Potem wrócił Hazza z Majką i Cornelą, które po chwili też były całe mokre.
-No dobra dosyć tego! Jesteście wolne! -odezwał się David.
-Jak to się cudownie składa!
Spojrzałyście na siebie porozumiewawczo i zanim chłopcy zrozumieli o co wam chodzi, wszystkie ich przytuliłyście. I teraz oni też mieli choć trochę mokre koszulki.
-Ej, wy niedobre! My wam dajemy wolność, a wy na nas.? -skarcił was Luc.
Uśmiechnęłyście się w 'zemście'. Robiło się już późno, więc ruszyliście w stronę parku, w którym mieliście się rozstać. Nie udało wam się wyschnąć, bo niebo już się zachmurzyło i chmury robiły się ciężkie, jakby chłopcy je też polali wodą i wszystko wsiąkły. Dotarliście do parku i musieliście się rozstać, pożegnaliście się i każdy poszedł w swoją stronę. Tylko ty i Harry poszliście w jedną, ponieważ mieszkaliście na tej samej ulicy. Harry założył rękę na twoją szyję i powiedział:
-No to był naprawdę udany dzień-uśmiechnęłaś się marszczą słodko nos.
Właśnie wychodziliście z parku, kiedy chmura się oberwała i lunęło jak z cebra. Twój kochany, nieznośny 'braciszek' (bo był dla ciebie jak brat) bez zastanowienia rozłożył nad wami jego bluzę, bo twoja nadal była mokra.
-Spoko, i tak już jestem mokra.-powiedziałaś, chcąc się wymknąć spod 'parasola'.
-Ale się rozchorujesz.-powiedział z troską.
-Teraz się martwisz.-skrzyżowałaś ręce na piersi.
-Zawsze się martwię.
-Wiem, wiem.-Z uśmiechem go przytuliłaś.
Harold już tylko ciebie przykrywając bluzą objął cię i pocałował w czoło.
-Kocham Cię!-powiedział.
-Wiem, ja ciebie też.
-Ale nie jak przyjaciółkę.
Oderwałaś się od niego z podejrzliwością.
-Przecież jesteśmy 'rodzeństwem', to normalne.
-Nie [T.I.]. Nie rozumiesz. Zakochałem się w tobie.
Musnął opuszkami palców twój podbródek. Nie czekając, wspięłaś się na palce i złożyłaś pocałunek na jego ustach. Stojąc w deszczu połączeni już na zawsze.
Ty i on.
Pracując w tak dużej korporacji jak People Aim High, twoje umiejętności były niskiego poziomu. I właśnie dlatego Simson wysłał cię(oraz czwórkę innych pracowników z działu komunikacji) na trzydniowe szkolenie języka francuskiego oraz rachunków. Nie wiedziałaś, niby w czym ci to może pomóc, ale okej.
Pojechaliście pociągiem: ty, Berta, Asteya i Dagmara. Gdy dotarliście na miejsce okazało się, że mieliście wynajęte pokoje w dużym, eleganckim hotelu. Był to żółty, trzypiętrowy budynek w kształcie prostokąta. Główne drzwi wejściowe znajdowały się dokładnie na środku, jakby ktoś specjalnie liczył cegły. Do wejścia prowadziła cudna wyłożona kostką ścieżka, która oplatała hotel dookoła i prowadziła, również niewielkiego sadu; ogródka; czy jak to nazwać. Weszłyście do środka i skierowałyście się do recepcji, gdzie powitał was uprzejmie uroczy mulat. Był mniej więcej w twoim wieku.
-Dzień dobry. W czym mogę panią pomóc?-spytał promiennie.
Ponieważ z całego towarzystwa ty byłaś najbardziej zaufana, to tobie Simson powierzył rolę odebrania kluczy i w ogóle. Wyjęłaś więc z torby jakiś świstek papieru, który twój szef kazał ci wręczyć w recepcji.
-Miałyśmy tu zarezerwowane pokoje.-powiedziałaś i wręczyłaś papier chłopakowi.
-Aha... Rozumiem. No na to szkolenie. Pokoje:197,198, 199 i 202.-wymieniał wręczając po kolei kluczyki twoim koleżankom z pracy, w związku z tym tobie został pokój numer 202. Nie przeszkadzało ci to, bo z doświadczenia wiedziałaś, że pokoje mogą różnić się jedynie numerem drzwi. Koleżanki nie czekając na ciebie już poszły do swoich pokoi, a ty chowając kluczyk i ten papier, który wrócił do ciebie, po podstęplowaniu go przez recepcjonistę, chwyciłaś walizkę i ruszyłaś do windy. Weszłaś do środka i nacisnęłaś "2". Po chwili winda otworzyła się na odpowiednim piętrze, a ty doczłapałaś się do twojego pokoju i przekręcając kluczyk w zamku, weszłaś do środka. Przywitał cię miły dla oka widok dużego, (jak od razu sprawdziłaś) wygodnego łoża zaścielonego śnieżno-białą pościelą. Obok niego stała mała szafeczka nocna, a w przeciwległym końcu pokoju stała szafa i komoda, nad którymi wisiał obraz jakiegoś jeziora. Ściany na pierwszy rzut oka wydawały się białe, ale jakby to zobaczył fachowiec rzekłby, że są śmietankowe. Po obejrzeniu pokoju głównego, udałaś się do łazienki, do której skręcało się przy drzwiach. Warunki w niej były trochę gorsze niż w pokoju, ale może ci się tak wydawało, bo nigdy nie lubiłaś hotelowych łazienek. Wyszłaś z łazienki, by sprawdzić, o której macie dzisiaj to szkolenie. Sięgnęłaś do torebki po świstek z planem całego szkolenia. Dzisiaj odbywało się ono o 14:00. Spojrzałaś na zegarek wiszący nad drzwiami, którego wcześniej nie zauważyłaś. Była 13:35. Miałaś mało czasu, więc przemyłaś twarz zimną wodą i przebrałaś się w to. Jak skończyłaś było za dziesięć, dlatego złapałaś telefon i trochę kasy, wepchnęłaś do kieszeni, a następnie wyszłaś na korytarz. Gdy zmierzałaś do windy, ze swojego pokoju wychodziła właśnie Dagmara, przyłączyła się do ciebie i razem pojechałyście na dół. Szkolenie odbywało się w sali konferencyjnej, do której szło się przez salę bankietową. Na środku znajdował się duży stół poobstawiany krzesłami. Pozostałe krzesła stały pod ścianą. Połowa miejsc już była zajęta, więc znalazłaś wolne miejsce i usiadłaś. Dagmara usiadła się obok. W ciągu pięciu minut przyszły jeszcze Berta i Asteya i wszytkie miejsca zaczęły się zapełniać. Na końcu przyszedł facet prowadzący te zajęcia. Dwie godziny były "gadane", potem pół godziny przerwy na obiad, a potem znów dwie godziny tylko tym razem w praktyce. Skończyło się za piętnaście siódma z powodu przeciągnięcia. Głodna od razu udałaś się na lewo do restauracji i zamówiłaś naleśniki z polewą jabłkową.
Gdy wracałaś do pokoju po jego drzwiami stały twoje odstawione koleżanki z pracy.
-Hej [T.I.]. Idziesz z nami na imprezę?- spytały.
-Niee dopiero co wróciłam, jeszcze nie zdążyłam się odświeżyć i jestem zmęczona.
-No co ty, [T.I.]. No prosimy. Chyba nie będziesz tu sama siedzieć.- nalegały.
-No dobra, dobra.-dałaś się przekonać.-To idźcie, a ja się ogarnę i do was dołączę.
-Okej.-uśmiechnęły się.-To pamiętaj w sali balowej, to z windy skręcasz w prawo i na końcu korytarza.
Chciałaś odpowiedzieć, ale już popędziły do windy. Otworzyłaś drzwi i weszłaś do środka. Miałaś ochotę rzucić się na łóżko i wstać dopiero rano, ale trudno obiecałaś, to trzeba słowa dotrzymać. Zdejmując po drodze buty poszurałaś do łazienki. Wzięłaś długi, ciepły prysznic, umyłaś zęby, zmieniłaś fryzurę z warkocza na luźnego koka i udałaś się do szafy by wybrać stój. Założyłaś to i udałaś się na dół do sali balowej.
Weszłaś do wielkiej sali oświetlonej różnokolorowymi światłami i od razu twoich uszu uderzyła fala głośnej muzyki. Kątem oka zauważyłaś przy barze Bertę klejącą się do jakiegoś chłopaka. Dalej na sofach przy sceny siedziały pozostałe dwie dziewczyny popijające drinki. Gdy się do nich do siadłaś, zauważyłaś, że są już nieźle nawalone. Bredziły coś pod nosem, a po chwili Daga zwróciła się do ciebie:
-Czekaj chwile. - i powlokła się gdzieś.
Asteya cały ten czas hihotała do siebie.
Podszedł do ciebie jakiś mięśniak w obcisłej koszulce, ewidentnie po 'paru' piwach. Po chwili zza jego pleców wyłoniła się Daga.
-[T.I.], to jest Max.-chłopak spojrzał na ciebie ze 'słodką' minką.-On chciałby z tobą zatańczyć.-wyciągnął do ciebie rękę czekając, aż podasz mu swą dłoń.
-No dobrze.-wstałaś i podałaś mu rękę.
Nie wygląda na żadnego dresiarza czy coś to po prostu chłopak, który dba o siebie. Jednak alkohol zrobił swoje i już podczas pierwszego tańca ziomek był bardzo natarczywy. Cały czas się łasił i próbował cię pocałować. Dobra jeden taniec wytrwałaś, ale gdy zaczynał się drugi, a gościu nie zamierzał się od ciebie oderwać, zwróciłaś się do niego:
-Max? Czy mogłabym cię poprosić, żebyś przyniósł mi coś do picia?
-Oczywiście. Już lecę.
-Poczekaj. Ja będę w toalecie, więc to może trochę potrwać, to w tym czasie poczekaj sobie z kolegami. Okey?
-Dobrze, kotku!-aż cię ciarki przeszły na słowo "kotku".
Co on sobie wyobrażał nawet się nie znaliście. Korzystając z okazji chciałaś czmychnąć do pokoju, ale niestety zaczepiły cię koleżanki, a twój parter taneczny szybko powrócił. Chciał zatańczyć kolejny taniec, ale ty nie miałaś już ochoty, wtedy chwycił cię tak mocno za nadgarstki, że nie mogłaś mu się sprzeciwić i wyciągnął cię na parkiet. Tym razem odległość między wami była.., właściwie w ogóle jej nie było. Kołysaliście się po woli to w prawo, to w lewo, a jego dłonie zjeżdżały coraz niżej. W ustach tarmosił twoje włosy. To było już przerażające. Chciałaś jak najszybciej się z tamtąt wydostać, ale ruchy ograniczało ci jego umięśnione ciało tulące się do ciebie. Miałaś ochotę ryczeć. W końcu udało ci się dostać do sof pod pretekstem chęci napicia się. Na szczęście podeszła do Maxa jakaś laska i zaczęła go całować, skorzystałaś z okazji i rzuciłaś się pędem do wyjścia. On widząc to dosłownie odrzucił tą dziewczynę na bok i ruszył za tobą.
Wybiegłaś z tej sali i pobiegłaś korytarzem wprost na hol główny, chciałaś wsiąść do windy, ale była zajęta. Panikowałaś, nie wiedziałaś co teraz, nagle zobaczyłaś, że w recepcji nikogo nie ma i schowałaś się pod ladą z trudem opanowując płacz. Usłyszałaś szybkie kroki i odgłosy naciskania guzika windy, a potem dreptania po schodach. Wyjrzałaś jednym okiem i zobaczyłaś Maxa pędzącego na górę. Pewnie dziewczyny powiedziały mu gdzie jest twój pokój. Byłaś przerażona przecież do pokoju teraz nie wrócisz, bo on na pewno tam będzie. Rozpłakałaś się, dając ujście emocją. Nawet nie usłyszałaś odgłosu otwierającej się windy. Po chwili ktoś stanął nad tobą, po czym od razu przykucnął, to był ten recepcjonista, który wydawał ci dzisiaj kluczyk.
-Co się stało?-zapytał troskliwie.
-N-n-nic.-wybełkotałaś.
-No przecież widzę.-odgarnął ci włosy z czoła.
Nie wytrzymałaś i przytuliłaś się do niego jeszcze głośniej szlochając. Zaskoczony nie wiedział co ma zrobić, ale potem sam cię objął i pogłaskał po włosach.
-Spokojnie wszytko będzie dobrze. Jak masz na imię?-spytał.
-[T.I.]-wydusiłaś prze łzy.
-Ja Zayn. Chodź, [T.I.]! Wstań.-pomógł ci wstać.
Nadal nie wypuszczałaś go z objęć. W końcu odsunął się od ciebie, starł łzy z twoich policzków i spojrzał ci w oczy. Oprzytomniałaś na widok jego ślicznych, brązowych tęczówek.
-Przepraszam. -powiedziałaś już spokojniej.
-Okej to mi teraz opowiedz co się stało.
Opowiedziałaś mu całą historię dalej lekko drżąc. On po wysłuchaniu całej historii rzekł:
-Jesteś już zmęczona i roztrzęsiona, a ja mam tu jeszcze trochę roboty. Chodź, zaprowadzę cię do pokoju i się zdrzemniesz.
-Nie! Nie chcę tam jeszcze wracać. Mogę tu zostać i ci pomóc?-błagałaś.
-Oczywiście, jeśli tylko chcesz.
Dał ci jakieś świstki do podstęplowywani, a sam zabrał się za układanie jakiś papierów. Cały czas gadaliście i dobrze się bawiliście. Nie wiadomo kiedy uwinęliście się z wszystkim. Było w pół do dwunastej.
-No teraz to już muszę cię odprowadzić.-wziął cię za rękę i pociągnął w kierunku windy.
-Chodźmy schodami..-poprosiłaś.
Czułaś, że masz już maślane oczy i modliłaś się, żeby on tego nie zauważył, a jednocześnie chciałaś jak najwięcej spędzić z nim czasu. To dziwne, ale Zayn'a znałaś kilka godzin (no nie licząc porannej wizyty w rejestracji), a już mogłaś powiedzieć, że go kochasz. Nigdy wcześniej tak nie miałaś czułaś się przy nim taka bezpieczna i potrzebna.
Byłaś tak zapatrzona w Zayn'a i pogrążona w swoich myślach, że nie zauważyłaś, że już jesteście pod drzwiami twojego pokoju. Czekała tam niemiła niespodzianka. Pod drzwiami leżał upity Max. Słysząc was zaczął się podnosić, a gdy zobaczył Zayn'a trzymającego cię za rękę, bez wahania rzucił się na niego. Malik złapał go za koszulkę i zatoczył pod ścianę, potem szarpali się aż do windy, a gdy ta podjechała Zayn wepchnął go do środka i wysłał na dół. Potem wrócił do ciebie stojącej nieruchomo pod drzwiami. Widząc w twoich oczach strach, ujął twój podbródek i złożył ci ciepły pocałunek, po czym powiedział:
-On nic ci nie zrobi. Nie bój się. Wejdź do środka i połóż się spać. Pogadamy jutro. Dobranoc!-jeszcze raz cię pocałował i już chciał odejść.
-A co z tobą ? On tam jest, na dole.-zmartwiłaś się.
-Nie bój się! Do jutra.-puścił ci oczko.
-Uważaj na siebie, Zayn.
On zniknął na schodach, a ty za drzwiami pokoju 202.
Adminki ze stron przeznaczonych 1D rozprzestrzenianie poniższego wpisu(bardzo ważnego dla Directioners):
'' 23 lipca 2013 roku One Direction będą obchodzili 3 rocznicę powstania 1D... pewna Adminka Nelly wpadła na taki pomysł żeby w ten dzień każda Directioners robiła to co oni zazwyczaj... np :
1. Nie jadła łyżką. ( jak Liam )
2. Przeglądała się w każdym lusterku. ( jak Zayn )
3. Jadła bardzo, bardzo dużo. ( jak Nialler )
4. Była lekko zboczona xD ( jak Hazza )
5. Chodziła bez skarpetek. ( jak Lou )
6. Ubrała się tak, aby mieć na sobie ulubiony kolor każdego z 1D.
Chłopcy mają jeszcze więcej, dziwacznych, zwariowanych i śmiesznych nawyków, które możemy robić 23.07 dla pokazania wszystkim ( w tym 1D ) że my pamiętamy o rocznicy. ''
Moim zdaniem bardzo fajny pomysł. Będzie przy tym kupe śmiechu.
A wy co sądzicie??