Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 31 marca 2013

Harry

-No proszę pana! Bardzo proszę ! -zrobiłaś minkę a'la zbity pies.
-A co ty niby będziesz tam robić?-spytał już lekko poddenerwowany facet od wf-u.
-No nie wiem np. rozgrzeję chłopaków, będę pilnować ich rzeczy, będę kibicować, mogę być pana asystentką. Niech się pan zgodzi! Proszę!!-błagałaś.
-No dobra! Ale [T.I.] masz się dobrze spisać i nie przeszkadzać! Zrozumiano?
-Oczywiście.-zasalutowałaś.-Dziękuję bardzo!
Pan tylko machnął ręką.
Tak ! Właśnie udało ci się ubłagać pana Korcze, żeby wziąć cię na zawody koszykówki. W prawdzie grać nie będziesz, ale... właściwie to jeszcze nie wiesz co będziesz robiła. Na pewno będzie fajnie. No i ominie cię ta kartkówka matmy.
Z zamyślenia wyrwał cię głos Korcza:
-Okej. Autobus przyjechał ! Wszyscy do autobusu!
Ruszyłaś się z miejsca, wzięłaś torbę na ramię i poszłaś do busa. Gdy byłaś już w środku spojrzałaś na twarze współpodróżowiczów, byli to sami chłopcy. Znałaś ich chociażby  nawet z widzenia, w końcu wszyscy byli z twojej szkoły. Usiadłaś sobie cichutko na pierwszym wolnym miejscu, twarzą do okna. Zaczynałaś już żałować, że jedziesz na te zawody. "No to będą mieli ze mnie polewkę" pomyślałaś. Ostatni do autobusu wszedł Korcz. Pod pachą trzymał gitarę, a w ręku butelkę wody. Wodę zostrawił na swoim siedzeniu, a z gitarą dosiadł się do ciebie. Wręczył ci gitarę i powiedział:
-Znalazłem dla ciebie robotę. Słyszałem, że umiesz grać. Zagraj coś pobudzającego do walki.-i wrócił na swoje miejsce.
Zastanowiłaś się co by tu zagrać. Po chwili zdecydowałaś, że zagrasz kilka szybkich akordów. Zaczęłaś nieśmiało szarpać struny. Gdy pozostali zaczęli rytmicznie klaskać nabrałaś pewności i grałaś z szerokim uśmiechem. Na tyle autobusu słychać było pierwsze, wymyślane słowa  "hymnu"  waszej szkoły. Po kolei przyłączało się więcej osób, również ty. niedługo potem cały autobus wyśpiewywał i układał słowa piosenki.
"(...)i każdy wie jak ma być,
dwa ostatnie słowa: Wygramy My!"

Po tych słowach ostatni raz szarpnęłaś struny i uniosłaś głowę by zobaczyć reakcje reszty. Wszyscy klaskali i wiwatowali. Wstałaś i zaniosłaś gitarę Korczy. Resztę drogi było równie wesoło, ponieważ chłopaki z tyłu wymyślali różne hasła i wygłaszali je na głos. Z twojej klasy jechało chyba z pięciu chłopaków, Ryan Jaymie, Harry, Stan i Ed, więc trochę z nimi dyskutowałaś, ale niedługo bo oni mieli swoje tematy. Zaraz potem dojechaliście na miejsce. Wysiedliście z autobusu i weszliście do "Sports Secondary School". Przed wejściem przywitała was mała, pulchniutka pani, która następnie zaprowadziła chłopaków do przebieralni. Ty z Korczem poszliście na od razu na halę.  Rozejrzałaś się dookoła; wasza hala w porównaniu do tej to jakaś salka. Obróciłaś się bo dołączyli do ciebie chłopcy oraz Korcz. 
-No to teraz kolejne zadanie dla ciebie.-zwrócił się do ciebie.-Masz mi chłopaków rozgrzać. Ta połowa boiska jest wasza macie ją do dyspozycji. Ja muszę coś jeszcze załatwić z tutejszym dyrektorem. Zaraz wrócę. 
Chłopaki spojrzeli na ciebie ze zdziwieniem, w końcu nie byłaś jakimś genialnym sportowcem czy coś. "Okej no to trzeba się postarać" pomyślałaś i krzyknęłaś jedno z wymyślonych w autobusie haseł. Chłopcy uśmiechnęli się. Obowiązkowe było rozciąganie, słony sprinty itp. Pan Korcz wrócił po 15 minutach i zastał rozgrzaną i gotową do walki drużynę koszykarską. 
Z głośników leciała już muzyka znacząca, że za chwilę na boisku pojawią się drużyny. Twoim ostatnim zadaniem było wpuszczanie zawodników na boisko. Każdemu zawodnikowi przybijałaś piątkę i odbierałaś bidon z wodą, który mieli w ręku. Nadeszła kolej na Harry'ego, szkolnego sportowca jak i również niezwykle przystojnego i najbardziej popularnego kolesia w szkole, byłby ideałem gdyby nie jego odrzucający charakter, koleś był po prostu mega zadufany w sobie i był z innej ligi. Harry podszedł do ciebie  tak jak inni oddał ci swój bidon, a następnie spojrzał ci głęboko w oczy i.... pocałował. Nie wiedziałaś co zrobić, byłaś oszołomiona, a on jak gdyby nigdy nic przybił ci piątkę i pobiegł na mecz. Z pozostałymi  też przybiłaś piątki i poszłaś na trybuny. Nie mogłaś się skupić na meczu, cały czas myślałaś o tym pocałunku. Po skończonym meczu, oczywiście wygranym, chłopcy poszli się przebrać, a ty z Korczem zbierałaś gratulacje i nagrody. Gdy chłopcy już wyszli z szatni ruszyliście do autobusu. Ktoś pociągnął cię za ramię, to Harry.
-Hej! Słuchaj możemy pogadać?-spytał.
-Dobra. Rozmawiajmy.
-Ale teraz? Może usiądziesz ze mną w autobusie. Ed się przesiądzie; co nie Ed?-zwrócił się do kumpla.
-Co?.. Yyy ...tak.-odpowiedział zaskoczony chłopak.
(w autobusie)
-Co to miało być, to przed meczem?-spytałaś Harry'ego.
-Wybacz, ale zrozum: już od jakiegoś czasu mi się podobasz i jeszcze jak grałaś i śpiewałaś, a potem ta rozgrzewka. Po prostu nie wytrzymałem. 
-Taaa. Bo ci uwierzę. Szanowny waćpan kocha się w takiej.. w takiej....   osobie jak ja. Haha to jakiś żart?!
-Ale to prawda.-spuścił głowę.
Nie wiedziałaś, że taki bezwzględny i zadufany w sobie kolo ma jakieś uczucia.
-Przepraszam.-powiedziałaś.-Ale ty zawsze jesteś taki chłodny, tajemniczy, jakby cię nic nie obchodziło tylko ta koszykówka.
-Nie no spoko. Nie myślałem, że inni to tak odbierają.
-Wiesz: czasami chciałabym poznać twoją tajemnicę. Czy ty zawsze taki jesteś?
Całą drogę przegadaliście. Myślałaś, że to taka jednorazowa chwila kiedy się otworzył, a jutro,gdy pójdziesz do szkoły będzie tak samo jak przed tą rozmową. Ale tak nie było. Następnego dnia rano, gdy przekroczyłaś próg szkoły Harry już na ciebie czekał.. Podszedł, przywitał się i przytulił cię.

-Hej! Wiesz, że nie dokończyliśmy wczoraj wątku o moim zakochaniu.-i pokazał ząbki w najszczerszym uśmiechu jakim kiedykolwiek widziałaś na jego twarzy.
__________________________________________________________
Wesołego i Mokrego Dyngusa Kochani!!! Pozdrawiam! ;** 

piątek, 29 marca 2013

Special - imagif


(wracasz do domu, a tam czeka na ciebie Zayn)
T: Cześć Zayn! Co ty tu... 
Z: Cześć. Muszę ci coś powiedzieć. Możemy się przejść?

T: Tak, jasne.. Tylko może zostawię torbę w domu.
Z: Nie!!  Nie wchodź tam!

T: Zayn, spokojnie. Dobra chodźmy na ten spacer.
                Z:

(jakiś czas później; stajecie przed sklepem z ubraniami)

T: No co chciałeś mi powiedzieć?
(wchodzicie do sklepu)
Z: HA ! Dobre pytanie. Zapomniałem.

T: I co teraz zrobimy?
Z: Poczekam aż mi się przypomni, a ty wybierz sobie coś ładnego.

T: Zayn, ale to jest strasznie drogi sklep.
Z: Bo zacznę krzyczeć.


T: Dobra, dobra! Ale tobie ma się przypomnieć.
Z: Oczywiście!

(po wyjściu z przymierzalni)
T: No i jak?

Z: Bierzemy! 

T: Okej, to idę się przebrać.
Z: Nie! Zostań tak.

(płaci i wychodzicie)
T: Zayn i przypomniało ci się wreszcie?
Z: Niestety nie.

T: Dosyć tego! To jakieś podejrzane. Wracam do domu.
Z: Okej! To ja pójdę z tobą. No wiesz.. może mi się przypomni.

(pod twoim domem, gdy chcesz wejść do środka)
Z: Stop! Przecież ktoś mógł się włamać. Sprawdzę teren za chwilkę jestem.

(po 5 minutach czekania wchodzisz do domu; zapalasz światło)
W: Wszystkiego Najlepszego [T.I.] !!

Z: HA! I mi się przypomniało.

KONIEC!!! ;D
______________________________________________
Specjalnie dla was taka nowość! Pozdrawiam ..
PS.To mój pierwszy imagif więc proszę o wyrozumiałość. ;**




środa, 20 marca 2013

Liam

~Popatrzyłaś na licznik, zaledwie 50km/h, na takiej ślizgawce to i tak sporo. Wyprostowałaś wzrok. Z przeciwka z zawrotną szybkością nadjeżdżał Opel Vectra. Łatwo go było dostrzec; czarny lakier i przyciemniane szyby odróżniały się od białego puchu pokrywającego ziemię."Idiota" pomyślałaś. Auto szybko się zbliżało, było już około 30 metrów od twojego samochodu, gdy nagle wpadło w poślizg. Obróciło się wokół własnej osi zbaczając przy tym na twój pas. Hamowałaś lecz było już za późno. Przód Opla staranował twój wóz.  Siła uderzenia była tak mocna, że wypchnęłoby cię do rowu, ale niestety stało tam drzewo. Jako ostatnie poczułaś jeszcze jak upadasz na kierownice.~
.........................................................................................................................................................
piszczy ci w głowie, nie zaraz. Z trudem podnosisz ciężkie powieki. Na początku pojawia się obraz rozmyty jak przez mgłę, z czasem kontury się wyostrzają i widzisz nieznane ci przedtem, jasne pomieszczenie. Leżysz na łóżku szpitalnym. Po twojej prawej stronie znajdują się trzy wielkie okna na całą ścianę, z lewej widok przesłaniała ci zielonkawa zasłona oddzielająca cię od reszty pokoju, a za to na wprost widzisz kobietę i mężczyznę gdzieś tak po czterdziestce. Oddziela cię od nich szyba, w którą lekko zapukała ów kobieta, gdy tylko zobaczyła, że na nią patrzysz. Oboje ci pomachali. Zakłopotana odwróciłaś wzrok, uniosłaś rękę i dotknęłaś czoła. strasznie bolała cię głowa. Chciałaś przesunąć ręką dalej lecz uświadomiłaś sobie dwie rzeczy:
1.Ruchy ogranicza ci kroplówka przypięta do twojej ręki.
2.Głowę masz owiniętą bandażem.
Spojrzałaś znów na tych ludzi za szybą, tym razem był z nimi jeszcze jeden facet ubrany w biały fartuch i z teczką w ręce. Rozmawiali krótką chwilkę po czym zniknęli ci z oczu po to by znów się pojawić, ale już przy twoim łóżku. Pan w białym fartuchu stanął  nad twoim łóżkiem z uśmiechem i powiedział:
-Dzień dobry [T.I.].  Miło, że już się wybudziłaś. -"wybudziłaś? o co chodzi?"pomyślałaś-Nazywam się doktor Skrzak. Miałaś poważny wypadek, byłaś w śpiączce przez trzy tygodnie.   
-Nic nie pamiętam. Ałaa-gdy mówiłaś ból głowy stawał się silniejszy.
-Zanik pamięci. Spokojnie za najwięcej tydzień wszystko wróci do normy. Oczywiście Państwo -zwrócił się teraz do tej dwójki- muszą córce pomóc, przypominać, opowiadać jakieś wydarzenia z jej życia.
-Ależ naturalnie, panie doktorze.-przytaknęli, z tego co wywnioskowałaś, twoi rodzice.
-To w takim razie ja was teraz zostawię samych, tylko niech państwo jej długo nie męczą, bo córka musi dużo wypoczywać. - powiedział i wyszedł.
Od "rodziców" dowiedziałaś się, że faktycznie są twoimi rodzicami, że (nie) masz rodzeństwo/a. Również powiedzieli ci ile masz lat, gdzie mieszkasz oraz, że masz chłopaka Scotta i przyjaciela Liama. Wyglądałaś słabo więc czule się z tobą pożegnali i wyszli.
(następny dzień)
-Dzień dobry! Jak się dzisiaj czujemy? Lepiej?-spytał wesoło pan Skrzak.
-Dzień dobry. Na pewno lepiej niż wczoraj. Tylko mi się nudzi.-odpowiedziałaś.
-To dobrze. A co do nudy to chyba będę mógł pomóc.
-Jak to?
-Masz gościa. Zawołać go?
-Tak oczywiście.-doktor już chciał wyjść.
-Proszę pana, a kto to? No wie pan, żebym nie popełniła gafy.-doktor odwrócił się znów w twoją stronę.
-Twój przyjaciel. Z tego co pamiętam to chyba Liam.-puścił do ciebie oczko i wyszedł.
'Ten lekarz jest całkiem spoko. Taki na luzie."pomyślałaś. Usłyszałaś jak drzwi sali się otwierają, spojrzałaś w ich kierunku. Do twojego łóżka podszedł brązowooki brunet ubrany szare jeansy i szarą bluzkę z niebieskimi rękawami. Uśmiechnął się na twój widok:
-Cześć! Pamiętasz mnie?
-Hej! Liam tak?-odpowiedziałaś.
-Tak. Czyli mnie pamiętasz?.
-Szczerze to niezbyt, ale mi lekarz trochę podpowiedział. Nie gniewaj się.-powiedziałaś słodko, mrugając rzęsami.
-Jasne. -uśmiechnął się, wyciągnął z pod twojego łóżka stołek i usiadł na nim.-Mam specjalną misję!-popatrzyłaś na niego pytająco.-Muszę przypomnieć ci wszystkie rzeczy, o których wiemy tylko my i ogólnie wydarzenia związanie głównie z twoimi znajomymi.
-Okej! Jestem gotowa, mów. Postaram się wszystko wchłonąć jak gąbka.- <heh>
-Więc tak: studiujesz prawo na drugim roku, masz chłopaka Scotta, z którym obecnie mieszkasz, z tego co wiem to mnie nienawidzisz..
-Jak to? Myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi?-przerwałaś mu.
-Nie! My jesteśmy jak rodzeństwo często się kłócimy, ale i tak się kochamy.
-A aa.-pokiwałaś głową ze zrozumieniem.
A więc twój "brat"opowiedział ci jeszcze kilka rzeczy po czym znów usłyszałaś dźwięk otwieranych drzwi. Pomyślałaś, że to lekarz, bo przecież nie leżałaś sama na sali. Myliłaś się do sali wszedł blondyn z rozwianą czupryną, w skórzanej kurtce, dżinsowych rurkach. Gzy się zbliżał zauważyłaś, że ma czarne glany. W końcu chłopak dotarł do swego celu, a było nim twoje łóżko. Przywitał się z Liam'em, a następnie pochylił się i pocałował cię w czoło.<byłaś trochę zmieszana>
-Cześć kochanie!-powiedział do ciebie.-Jestem Scott. Pamiętasz mnie?-dodał widząc pytajniki w twoich oczach.
-Oh, Liam i rodzice mi o tobie mówili. Wybacz nie pamiętałam jak dokładnie wyglądasz.
- Rozumiem, nie przejmuj się, poradzimy sobie.

Rodzice i chłopcy na zmianę przez dwa tygodnie przychodzili do ciebie w odwiedziny, więc ani chwili się nie nudziłaś. Mimo, że Scott wbrew pozorom to bardzo ciekawy i śmieszny chłopak, to lepiej dogadywałaś się Liam'em. Nie wiedziałaś czy to przez to, że po wypadku musiałaś poznawać ich od nowa i może bardziej zachęciło cię jego wnętrze, czy może dlatego, że znaczył dla ciebie coś więcej już od początku. Nie byłaś w stanie sobie tego przypomnieć. 
(ostatni dzień w szpitalu)
Usiadłaś na łóżku, otworzyłaś szufladkę twojej szafki i sięgnęłaś po telefon. Następnie odszukałaś w kontaktach numer twojego chłopaka, nacisnęłaś zieloną słuchawkę po czym przyłożyłaś komórkę do ucha.
-Halo.-odezwał się głos po drugiej stronie słuchawki.
-Cześć, Scott! -przywitałaś się.
-Cześć, [T.I.]. Coś się stało? Czegoś Ci trzeba?
-Nie. Chciałam tylko spytać czy będziesz u mnie dzisiaj?
-Tak, będę o 14. A dlaczego pytasz?
-Bo chciałam z tobą pogadać. To co? Do zobaczenia.
-A.. -chciał coś powiedzieć-Do zobaczenia! Pa. 
-Pa.-powiedziałaś lecz już się rozłączył. 
Przez czas czekania ucięłaś sobie miłą pogawędkę z sąsiadką z sali. Trochę przed 14 Scott już siedział przy twoim łóżku. Usiadłaś po turecku na kołdrze, chwyciłaś dłonie  chłopaka i spojrzałaś mu w oczy, w których można było zobaczyć zaniepokojenie. 
-Scott..-zaczęłaś.-chodziliśmy ze sobą półtorej roku, gdy wydarzył się ten wypadek. Byliśmy bardzo szczęśliwi, wiem to. Ale teraz nie jestem wstanie odbudować między nami tak silnej więzi.
-Czyli??
-Czyli gdzieś po drodze od tego wypadku do dziś pogubiłam kawałki naszej wielkiej miłości i teraz, w tej chwili został mi tylko taki mały kawałek.-wepchnęłaś mu do ręki srebrną koniczynkę i zamknęłaś jego dłonie.-Ta pozostała miłość to miłość przyjacielska. Chciałam przez to powiedzieć, że z.. z nami koniec i zależy mi na tym byśmy zostali przyjaciółmi. Wiem, że zawsze się tak mówi, ale ja naprawdę cię kocham; jak przyjaciela.
Chłopak spojrzał w dół i uwolnił dłonie z twojego uścisku, po czym otworzył je i dokładnie przyjrzał się "kawałkowi waszej miłości". Podniósł głowę i powiedział:
-Kocham cię i dlatego chciałbym, żebyśmy zostali chociaż przyjaciółmi.
-Cieszę się.
Chciał skraść twój ostatni pocałunek lecz odwróciłaś głowę i cmoknął cię tylko w policzek. Za to ty wstałaś z łóżka i czule go przytuliłaś. Odwzajemnił uścisk. Po jakiejś minucie odsunęłaś się i wystawiłaś żółwika.
-To co? Przyjaciele?-zapytałaś z uśmiechem.
-Przyjaciele!
(dzień wyjścia ze szpitala)
Liam przyjechał po ciebie o 12. 
-Cześć dziewczyny!!-wykrzyczał wchodząc do dobrze już znanej mu sali numer 5.
Wszystkie twoje koleżanki z sali od razu mu odpowiedziały. Ty pakowałaś jeszcze ostatnie rzeczy. Liam podszedł od tyłu i szybko zarzucił ci na głowę kaptur tak, że nic ie widziałaś.
-Ej! Dobra przeprasza: Cześć! -powiedziałaś. 
-Długo jeszcze ?-spytał puszczając kaptur byś mogła go zrzucić.
-Już idę do recepcji.
-Okej! To ja wezmę twoją torbę i idę do samochodu. Do widzenia, Paniom!-pożegnał się z dziewczynami i wyszedł.
Ja też się z każdą pożegnałam i podążyłam w kierunku recepcji. Pani tam pracująca dała ci do podpisania jakieś papierki po czym wręczyła ci wypis i teczkę z dokumentami. Podziękowałaś i wyszłaś przed budynek. Rozejrzałaś się po parkingu w odnalezienia auta twojego przyjaciela Liam'a. Zauważyłaś go machającego do ciebie i poszłaś w jego stronę. Gdy byłaś już blisko Liam schował się do samochodu, by  za chwilę z niego wyjść z wielkim bukietem tulipanów. Widząc to nabrałaś szybkości i z rozbiegu rzuciłaś mu się na szyję, oplatając go w pasie nogami. Chłopak nie był w stanie utrzymać równowagi i był zmuszony postawić cię na ziemi.
-Witam na wolności!-powiedział wręczając ci kwiaty-[T.I.] chciałbym ci coś powiedzieć: Kocham Cię!
Nie odpowiedziałaś tylko podeszłaś bliżej objęłaś go i pocałowałaś.
(5 lat później)
Jesteś już od trzech lat żoną Liam'a, macie dwuletnią córeczkę i miesięcznego chłopczyka. Macie swój własny wymarzony domek z ogrodem i psem. Scott wyjechał do Dublina i ma tam dziewczynę, ale nadal utrzymujecie ze sobą kontakt.